krysztal napisał(a):

Śląsk nie bronił się w szesnastce,Jaga z reszta też.Jedno jest liderem a drugie wiceliderem ekstraklasy a my w piątek męczyliśmy bułę z przedostatnią drużyną drugiego poziomu rozgrywkowego w PL.
Z resztą przecież to nie jest tak,że trenerzy spotykają się przed meczem i ustalają kto jak zagra.
Cześć Radek co tam słychać?
Wszystko dobrze Artur,po staremu.A tak przy okazji jak dzisiaj zagracie?Defensywnie?To fajnie,to my was będziemy atakować.
No kurde jak nie idzie to trener jest od tego,żeby zmienić sposób gry,jeśli oczywiście na treningach ćwiczy cos poza grą w dziadka.Czy widzisz zmianę sposobu gry gdy nam nie idzie?Ja nie widzę.Powiem nawet więcej,sam trener na pomeczowej konferencji przyznał że on nie ma zamiaru niczego zmieniać.
Ps.Weż chociaż przeczytaj to co wklejasz bo nigdzie tam nie pisze żeby przeciwnik Wisły kurczowo się bronił.To raczej Wisła została w tych meczach zdominowana i nie miała nic do powiedzenia
|
Rozdzielmy kilka kwestii. Dla mnie Sobolewski może zostać zwolniony nawet jutro. Naprawdę nie czuję z nim żadnej więzi, pokrewieństwa duchowego, sentymentu. Jest mi obojętny jak wszyscy, którzy tu byli przynamniej w ciągu ostatnich 10 lat. Uważam jednak i od lat nie wydarzyło się nic, co podważyłoby tę tezę, że większość uczestników forum mitologizuje rolę trenerów przynajmniej w naszym krajowym wykonaniu. Przecenia wpływ większości z nich na grę (nie wszystkich, ale ci którzy mogliby zrobić jakaś różnicę, mają co robić i nie przyjdą do Wisły).
W każdym razie za czasów trio wymieniliśmy 6 trenerów i legion zawodników, a poprawy jak nie było widać, tak nie ma. Cały czas jest równia pochyła. I cały czas są obecne te same grzechy. Można oczywiście za każdym razem twierdzić, że trenerzy to wuefiści, ale w końcu należałoby się zastanowić (poza snuciem teorii w stylu Drozda), czy to czasami z nami kibicami jest coś nie tak, bo to wprost niemożliwe, żeby nasze spojrzenie na dokonania Wisły co roku aż tak rozjeżdżało się z rzeczywistością. Oczywiście możliwe jest to, ze zawodził każdy trener, ale mniej prawdopodobne od wersji, ze ściągamy po prostu za słaby piłkarzy.
I tu przychodzi mi do głowy kilka pytań. Po pierwsze, co musiałoby się stać, żeby wykluczyć wersję seryjnie słabych trenerów (znacząco słabszych niż w innych klubach) i jednak uznać, że to nasz potencjał zawodniczy nie daje żadnych gwarancji na sukces? A właściwie kto musiałby zostać trenerem i w jakim stylu polec, żeby kibice wzięli pod uwagę taką możliwość? I czy to w ogóle możliwe możliwe?
Po drugie, dlaczego tak trudno pogodzić się z najprostszym wytłumaczeniem, czyli że osiągamy wyniki na miarę naszych możliwości? Byłaby to pigułka trudna do przełknięcia? Pogodzenie się z tym zabiłoby wszelką nadzieję; w końcu wiara w szybką poprawę to wentyl bezpieczeństwa?