Ogryzek napisał(a):

Tylko że w futbolu piłkarz to nie do końca pracownik, ale połączenie pracownika i inwestycji klubu. Cześć piłkarzy - tych starszych to są już zwykli pracownicy, bo nikt za 32 letniego Ilieva nie zapłaci "żadnych" pieniędzy. Ale część to piłkarze których pozyskujesz po to żeby ociosać sportowo, wylansować przez grę w pucharach i sprzedać z zyskiem czyli inwestycje.
I nie jest to żadnym bezsensem. Można od podstaw szkolić młodych, albo kupować już wybijających się piłkarzy z niższych lig (jak Lewandowski) żeby na nim zarobić. Oczywiście jak w każdym biznesie - jest ryzyko błędnych decyzji i straty.
BTW
Wisła nie ma stadionu jako swojej własności żeby mogła go amortyzować.
|
Jak zwal tak zwał. Wygląda to jak handel zawodnikami, ale formalnie nie wolno sprzedawać czy kupować ludzi (jedynie można kupczyć własnym ciałem, jeśli rozważamy ten kontekst). Uważam iż oceniając Dyrektora Sportowego nie należy patrzeć przez pryzmat 'sprzedaży' zawodników, tak samo jak klub nie powinien traktować tego źródła dochodów jako główne. Jeśli Stan 'kupił' Maora a sprzeda go (tfu tfu) Bednarz to który z nich 'zarobił' dla klubu kasę? Komu przypisać zasługi? Nie brzmi to absurdalnie?
Zauważ wszakże ze to nie jedyny sposób na 'zarabianie pieniędzy, do którego przyczynia się dyrektor sportowy. Po drugiej stronie medalu są prawie 'oldboje' z dobrym nazwiskiem. Za obecność takiej 'gwiazdy' na boisku zapłacą bezpośrednio kibice przychodząc na mecz. Takiego piłkarza nie sprzedasz przecież z zyskiem. Następny argument aby nie inwestować przesadnie w młode talenty to prawo Webstera. Ono ograniczą i podważa sens długoterminowych 'inwestycji' w piłkarzy.