Kurz napisał(a):

|
Wisła w ogóle nie powinna tworzyć takiego planu. Pomysł na "krakowską pikę", który zrodził się po zwolnieniu Hyballi, wprowadzanie tabunów młodzieży itd. wskazuje na brak kontaktu z rzeczywistością. To się nie mogło udać, nawet jeśli Gula podpowiadał jakieś nazwiska, czy też je opiniował, bo poruszamy się w pewnych granicach, wynikających z naszych możliwości sportowych i finansowych. Żeby ładnie do zilustrować, to trochę tak, jakby San Marino postanowiło grać nagle, jak Barcelona, takimi zawodnikami jakich ma do dyspozycji.
|
Pomysł na "krakowską piłkę" nie był (i nie jest) zły sam w sobie.
Złe było natomiast jego wprowadzenie w życie za wszelką cenę i na maksa już od startu, przed zbudowaniem jakiegoś sensownego kręgosłupa drużyny zdolnego do spokojnego utrzymania się.
Na dodatek bez podejmowania jakichkolwiek korekt w trakcie jego wdrażania, choć dosyć szybko okazało się, że "tak się nie da". I to ostatnie jest największym zarzutem i pod adresem osób zarządzających klubem (oraz pionem sportowym), i wobec trenera. Ten brak jakiejkolwiek reakcji na to, co się dzieje i uporczywe wręcz trzymanie się pierwotnego planu w nadziei, że jakoś to będzie. Każdy może się pomylić, każde założenie w planowaniu może okazać się błędne, ale nawet najlepszy plan się na bieżąco monitoruje i koryguje, to taki elementarz planowania, zwłaszcza jeśli chodzi o implementacji długofalowej, kluczowej strategii.
Tutaj - kompletnie nic, cały czas ślepo wierzymy, że wszystko jest OK i zmierza do celu, nawet jeśli coś po drodze nie wypali. Do meczu ze Stalą. Siedem miesięcy wszystko było uznawane za idące w dobrym kierunku, a potem jeden mecz zmienia całkowicie ocenę? Jeden mecz?!
A potem zwrot o 180 stopni i znowu zaczynamy od nowa. Twardy reset, całkowite zerwanie z tym, co do tej pory. W ten sposób nigdy do niczego nie dojdziemy, chyba że przez przypadek.