Jaki popłoch. I te teksty, że skoro przegraliśmy z Podbeskidziem to lepiej nie grać w pucharach bo będzie kompromitacja
Fakt jest taki, że w krajowym pucharze, niemalże w każdym kraju w Europie zdarzają się niespodzianki jak te w meczu Wisła v Podbeskidzie. Taka prawda. Wiadomo, że drużyna z niższej ligi gra w takim meczu tak, że potem przez następne dwa ligowe mecze słaniają się na nogach.
Drużyna z wyższej ligi jako zdecydowany faworyt często jest zbyt pewna siebie (niekoniecznie leniwa - to jest mylenie pojęć), wpuszcza rezerwowych, którzy są tymi rezerwowymi nie bez przyczyny. Gra się często zwyczajnie nie klei.
I już pominę fakt, że prowadziliśmy z PBB 2:0 i oni z niczego (bo tak zwykle nazywał bramki po stałych fragmentach) wpakowali nam dwie bramki. Wiadomo, można płakać, rozdzierać szaty, panikować, ale po co? Nasi mają cenną nauczkę, że nie ma co stosować taktyki stojanowa (i uwierzcie mi wcale nie jesteśmy pod tymi względem ewenementem na skalę Europejską - w każdym kraju, a szczególnie w meczach o Puchar tak bywa), tylko trzeba grać do końca. Genkov się przełamał, może wreszcie poczuje się lepiej i zacznie strzelać gola za golem?
A tu widzę tylko płacz i szczekanie zębów w zasadzie na wszystko. Fakty są takie, że niektórym się w dupach poprzewracało od sukcesów w ostatnich latach. My wygrywamy 7 meczów z rzędu i jeszcze na każdym kroku krytyka o to, tamto, sramto, zamiast się cieszyć z dobrej serii. Każdy kibic w Polsce chciałby, żeby to jego klub wygrywał w ten sposób mecz za meczem i nam zazdrości, ale nie - nadal jest problem. Tak jak to mówi każdy stranieri, który przyjedzie do Polski - fajny kraik, tylko wszyscy narzekają. Niezależnie od tego czy napierdziela deszczem, czy świeci słońce. Tak z zasady.