Pamiętacie jak Petrescu wziął piłkarzy do fabryki Tele-foniki jak im się nie chciało trenować żeby popatrzyli jak ludzie ciężko robią za minimalną krajową na trzy zmiany, a im się biegać nie chce za kilkadziesiąt tysięcy miesięcznie?
Potem po skargach piłkarzy do właściciela zostało zwolniony...
Cytat:
Piłkarze Wisły poszli do fabryki
Jak zdyscyplinować piłkarzy? Trener Wisły Dan Petrescu wymyślił sposób: wysłać ich o godz. 6 rano do fabryki kabli. - Tylko głowa mnie rozbolała od panujących tam zapachów - narzekał młody napastnik Patryk Małecki.
Petrescu najwyraźniej postanowił wstrząsnąć drużyną po jej słabym występie przeciwko Górnikowi Zabrze na inaugurację ligi w ostatnią sobotę (wymęczone 1:0). Dlatego zarządził zbiórkę w klubie wczoraj o godz. 6 rano i zabrał piłkarzy do leżącej na Rybitwach fabryki Tele-Foniki. Rumuński trener nie baczył na to, że w poniedziałek, po popołudniowym treningu jego piłkarze wyszli do domów tuż przed godz. 21. Większość drużyny pomysł przyjęła z niezadowoleniem.
Tymczasem wiceprezes i rzecznik Wisły Jerzy Jurczyński tłumaczy: - Tele-Fonika jest sponsorem i patronem klubu od dziewięciu lat, więc najwyższa pora, by piłkarze zobaczyli, jak funkcjonuje ten zakład. Nie spotykali się z zarządem, tylko mogli się przekonać, jak wygląda produkcja.
Misja obejrzenia linii produkcyjnej nie do końca się udała. - Czy nam ta wizyta coś dała? Mieliśmy zobaczyć, jak tam pracują ludzie, ale akurat była inwentaryzacja i na trzech halach pracowało tylko pięciu robotników - opowiada Dariusz Dudka.
- Dramat! Tylko głowa mnie rozbolała od panujących tam zapachów. Wszystko się tam klei. Wolę grać w piłkę niż odwiedzać takie miejsca - nie krył młody napastnik Patryk Małecki. - Atmosfera w środku nie jest za przyjemna: jest gorąco, śmierdzi - dodaje Dudka.
- Wydaje mi się, że klub chciał nam pokazać przeciwności - rozważa Australijczyk Jacob Burns. - Żebyśmy zrozumieli, że z uprawianiem futbolu wiąże się wspaniały styl życia i powinniśmy być szczęśliwi, że zarabiamy, grając w piłkę. W fabryce mogliśmy zobaczyć, jak ludzie muszą ciężko pracować, żeby zarobić na życie, żeby przeżyć. Musimy czerpać satysfakcję z bycia piłkarzami każdego dnia i w każdym meczu pracować ciężko, jak tylko możemy - wyciąga wnioski. Burnsowi taka lekcja nie była potrzebna, bo praca fizyczna i wstawanie rano nie są mu obce. - Mój ojciec jest budowniczym. Wychodzi do pracy o piątej rano i wraca do domu o szóstej wieczorem. Nieraz z nim byłem w pracy i wiem, jak niektórzy ludzie muszą się naharować, by zarobić na utrzymanie siebie i rodziny - opowiada piłkarz.
Oprócz rannego spaceru po fabrycznych halach piłkarze mieli wczoraj dwa treningi. Jak się sprawdziła terapia wstrząsowa, przekonamy się już w piątek. Wówczas Wisła zagra na wyjeździe z Arką Gdynia.
źródło: https://krakow.wyborcza.pl/krakow/1,44425,3522434.html
|
#MuremZaHyballa