Cytat:
Idąc do szkoły, na boisko, na plac zabaw, dziecko usłyszy na tyle dużo wulgaryzmów, że mogłoby niejednego z nas podszkolić w tej kwestii.
Sprawa rozbija się o to, aby ludzie zrozumieli, że biorąc udział w konkretnym wydarzeniu, w którym prym wiedzie określona grupa społeczna, nie należy przyjmować postaw wywrotowych. Idąc do teatru, nie zawitam tam w dresie, prosto z siłowni, a na upartego mógłbym głosić hasła o dyskryminacji z powodu ubioru. Trzeba uszanować zwyczaje jakie panują w danym miejscu. Jeśli komuś przeszkadzają przekleństwa, to nie powinien chodzić na mecze. To jest oczywiste.
Swoją drogą rośnie nam społeczeństwo ciot, które na okrzyk "k.rwa" doznaje szoku psychicznego i udaje się na wewnętrzną emigrację. Najlepszym tego przykładem jest redaktor z gadzinówki Szechtera.
|
Po pierwsze - nie wiem, gdzie Ty do szkoły chodzisz lub na jakie place zabaw puszczasz dzieci, ale aż tyle wulgaryzmów, to Ty na ulicach raczej nie doświadczysz

No chyba, że w jakichś mocnych dzielnicach

Albo w dniu meczowym
A po drugie: Wiadomo, stadion nie teatr, k*rwy lecieć będą, ale co innego jak jest puszczane w emocjach "Manu, k*rwa, koniec boiska, co Ty k*rwa robisz?!?!", co innego "gola, gola, strzelcie k*rwom gola", a jeszcze co innego "waszym domem Auschwitz jest" (a przecież to nie jest śpiewane "spontanicznie prosto z serca", że się przypadkowym osobom wyrwało, tylko normalna zorganizowana przyśpiewka). Jest pewien poziom wulgaryzmu, gdzie jednak jest granica. No i to nie jest różnica między czarnym (zamykanie stadionu za przeklinanie), a białym (stadion ma swoje zwyczaje, jak komuś się nie podoba, to wara). Nie raz byłem na meczu, gdzie sam miałem poczucie, że jednak trochę za dużo ciśnięcia było - nie żeby mnie to powstrzymało od chodzenia ponownie tydzień później
