|
Wtrącę się w wasze dywagacje o Ćwielongu. Ja bym go jeszcze nie skreślał, bo coś w nim jest. Przyznam szczerze, że przy pierwszym jego podejściu do Wisły zastanawiałem się jak on w ogóle tu trafił, nie pokazywał nic. Oglądałem trochę mecze Ruchu z jego udziałem i poza szybkością też nic nie widziałem. W sytuacjach znajdował się na zasadzie Boguskiego- był w przodzie i biegał to i do sytuacji dochodził. Nie było w tym żadnej smykałki a'la Franek czy Brożek.
Tu taka mała dygresja, o ile Franek i Żuraw to dwaj zupełnie różni piłkarze, to Brożek jest jednak zawodnikiem bardziej w stylu Franka. Ma trochę słabszą technikę strzału- choć widać że nad tym pracuje- ale nadrabia to lepszą dynamiką i warunkami fizycznymi. Oprócz tego jak Franek żeruje na błędach obrony, urywa się spod krycia, umie stanąć tam gdzie potrzeba. Warunki fizyczne czynią go po prostu bardziej uniwersalnym i dlatego analogia przestaje być tak oczywista.
Wracając do Ćwielonga, po powrocie z wypożyczenia coś w tym piłkarzu nagle zaiskrzyło. Zauważcie jedną rzecz, jego sytuacje to w zdecydowanej większości nie jest nabiegnięcie na patelnię, tylko sytuacje w których on sam musi sobie przygotować piłkę na strzał. Z Amicą najpierw wbiegł na prostopadlą piłkę od Małeckiego, ale uderzenie wymagało od niego błyskawicznej decyzji i sporych umiejętności, nie trafił, ale nie bał się ryzyka. Potem następna sytuacja, dostaje piłkę z którą trudno coś rozsądnego zrobić, on ją sobie podbił nad Kikutem i wystawił na uderzenie. Znowu uderzenie było nienajlepsze ale pomysł na akcję i jego wykonanie dobre. Z Jagą, po krosie przyjął piłkę na klatę do środka gubiąc obrońcę i tu wielu ma pretensje, że nie podawał. Ale a) to jest napastnik, b) jak dla mnie on tą piłkę przyjmował od razu z myślą żeby uderzać. Prawda, trochę mu uciekła ale zamysł był taki, żeby przyjąć i zaraz lutować. Chyba niepotrzebnie spojrzał, że bramkarz jest wysunięty, bo lob z tej piłki był bardzo trudny, a gdyby ładnie przyłożył z woleja w światło bramki bramkarz miałby olbrzymie kłopoty. I następna sytuacja z drugiej połowy, prostopadła piłka od Małego, Ćwielong wbiega na nią, przyjmuje, wkręca w ziemię obrońcę i dopiero ma piłkę na strzał. Znowu musiał sam sobie wypracować okazję. Strzał znowu skaszanił, ale dochodzi do sytuacji, które nie są dziełem przypadku tylko jego pracy na te sytuacje. I ma taki ciąg żeby walić na bramkę.
Teraz jest pytanie, czy będzie w stanie się wstrzelić. Jeżeli tak to nie będzie z niego ani Drogba, ani Eto'o, ani Henry, tylko czwarty rodzaj napastnika, boczny napastnik z 4-3-3 w stylu Robbena. W ogóle Wisła powinna rozważyć przejście na takie ustawienie, bo Małecki ma podobne inklinacje, a na środku bardzo pasowałby Brożek.
|