MaLk napisał(a):

|
Bramka na 1-2 padła po kontrze, no może po pół-kontrze (gdzie Sadlok dał się ograć dwa razy i reszta nie zdążyła odbudować ustawienia - swoją drogą, obserwujcie zachowanie Chuki, który asekurował prawą stronę w tej akcji...), a nie po jakimś wielkim oblężeniu bramki przez siedzących na nas Legionistach, więc spokojnie, to nie tu leżał problem.
|
Widzisz, moim zdaniem właśnie to był problem. Bo Wisła w ostatnich minutach przypominała mi Wildera w ostatniej walce z Tysonem Fury. Bez sił, bez widoków na sukces, bez nominalnego napastnika, a odsłaniała się licząc, że jakimś cudem któryś z przemęczonych zawodników, a ze świeżych... Chuca czy Abramowicz, zdobędą bramkę. Tak samo Wilder liczył że jakimś cudem trafi Tysona, zamykał oczy i walił te swoje cepy. Jasne, Savicowi mógł wyjść strzał życia, jasne, Wilder mógł trafić i znokautować Fury'ego. Tylko że szanse na to były iluzoryczne, i o ile rozumiem Wildera bo przegrywał na punkty, to nie rozumiem Hyballi, bo lepszy punkt niż nic.
Oczywiście wiadomo, że nas remisy i tak nas nie urządzają, jednak w tym fragmencie spotkania czas na szaleńcze ataki już minął, bo psychologicznie bardzo ważne było dla drużyny i trenera żeby nie przegrać z Elką przed meczem z Lechem i Piastem. Okazje na zapewnienie wygranej (nie jedną) miał Forbes i je koncertowo zepsuł. No i kończyło się jak skończyło.
Naprawdę to bardziej mnie interesuje temat czy nie dałoby się tam wycyganić karnego na Forbes'ie w pierwszej połowie po starciu z Borucem?