The White Star Division - Wisła Kraków


Wstecz   Forum Kibiców Wisły Kraków > Inne > Hyde Park (moderowane)
Nazwa użytkownika
Hasło


Hyde Park (moderowane) Pokój również moderowany, jednak tu nie trzeba mówić o piłce nożnej i kibicowaniu. Chcecie pogadać o czymś "niepiłkarskim" - wejdźcie tutaj.

Odpowiedź
 
Narzędzia tematu Tryby wyświetlania
Wilku
lupus albus
 
 
Od: 09.2003

Offline

Ignoruj użytkownika Pomoc
#1
Stary 14.06.2008, 12:45
Cytat:
68. rocznica pierwszego transportu do KL Auschwitz


Na terenie byłego niemieckiego obozu Auschwitz odbyły się uroczystości upamiętniające 68. rocznicę pierwszej deportacji więźniów. - Jakbyśmy trafili do piekła - wspomina swój pierwszy dzień w obozie Roman Trojanowski - 44 numer obozowy.


14 czerwca 1940 roku uważany jest za dzień, w którym obóz zaczął funkcjonować.

Na terenie KL Auschwitz I odprawiono nabożeństwo ekumeniczne w intencji wszystkich ofiar obozu.

Uczestnicy złożyli wieńce przed Ścianą Straceń na dziedzińcu bloku 11 i przed budynkiem Monopolu Tytoniowego, nieopodal byłego Auschwitz I. W podziemiach tego obiektu Niemcy osadzili po przywiezieniu polskich więźniów. Obóz nie był jeszcze gotów na ich przyjęcie.

W intencji ofiar obozu oraz pokoju na świecie modlili się wspólnie: ks. Stanisław Dadak z Kościoła Katolickiego, ks. mitrat Sergiusz Dziewiatowski z Polskiego Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego i ks. Roman Dorda z Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego.

Były więzień z pierwszego transportu, Roman Trojanowski (numer 44) wspominał, pierwszy dzień w obozie. - Sądziliśmy, że jedziemy na roboty do Niemiec. Tak się nie stało. Z wagonów, którymi nas przywieziono z Tarnowa, wypędzono nas krzycząc i bijąc pałami. Jakbyśmy trafili do piekła - mówił.

Pomysł stworzenia w Oświęcimiu obozu koncentracyjnego powstał w Urzędzie Wyższego Dowódcy SS i Policji we Wrocławiu. Wystąpił z nim pod koniec 1939 roku podległy mu inspektor policji bezpieczeństwa i służby bezpieczeństwa Oberfuehrer SS Arpad Wigand. Niemców niepokoiły mnożące się raporty o przepełnieniu więzień na Górnym Śląsku i w Zagłębiu Dąbrowskim. Narastał ruch oporu, który można było ugasić jedynie stosując masowe aresztowania.

Wigand jako najlepsze miejsce powstania nowego obozu wskazywał Zasole, peryferyjną dzielnicę Oświęcimia, którego nazwa została zmieniona na niemiecką Auschwitz. Podkreślał, że więźniów można osadzić niemal natychmiast w istniejących koszarach po polskiej armii. Teren umożliwiał w przyszłości ewentualną rozbudowę obozu i odizolowanie go od świata zewnętrznego. Wigand wskazywał też na dogodne połączenia kolejowe. Nieopodal biegła linia łącząca Oświęcim ze Śląskiem i Generalnym Gubernatorstwem.

Rozkaz założenia obozu wydał 27 kwietnia 1940 roku Reichsfuehrer SS Heinrich Himmler. Organizacją zajął się Rudolf Hoess.

20 maja 1940 roku do Rapportfuehrer Gerhard Palitzsch przywiózł do Auschwitz 30 więźniów, niemieckich kryminalistów osadzonych w Sachsenhausen. Na rękach wytatuowano im numery od 1 do 30. Więźniowie ci stworzyli zaczątek kadry funkcyjnej.

Za datę uruchomienia obozu uważa się 14 czerwca 1940 roku. Tego dnia do KL Auschwitz z więzienia w Tarnowie dotarł pierwszy transport 728 polskich więźniów politycznych, skierowanych tu przez dowódcę policji bezpieczeństwa i służby bezpieczeństwa w Krakowie.

Wśród deportowanych byli żołnierze kampanii wrześniowej, którzy usiłowali przedrzeć się na Węgry, członkowie podziemnych organizacji niepodległościowych, gimnazjaliści i studenci, a także kilku polskich Żydów.
Pociąg składał się z wagonów osobowych drugiej klasy.

Po przybyciu do Auschwitz więźniom wytatuowano numery od 31 do 758 i umieszczono na okres kwarantanny w budynkach dawnego Polskiego Monopolu Tytoniowego, nieopodal terenu dzisiejszego Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau. Najniższy numer - 31, wytatuowano Stanisławowi Ryniakowi.

Wojnę przeżyło 239 spośród 728 więźniów. Pozostali zginęli w obozie lub też ich dalszy los nie jest znany.

W Auschwitz, jak szacuje historyk Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau Franciszek Piper, hitlerowcy uwięzili około 140-150 tysięcy Polaków. Około 70-75 tysięcy zginęło w obozie, a wielu kolejnych po przeniesieniu do innych obozów. Piper twierdzi, że KL Auschwitz nie był dla Polaków ani obozem pracy, ani też obozem karnym, choć praca była obowiązkiem, a pobyt karą. Powody osadzania Polaków, bez względu na formalne podstawy aresztowania, wynikały z przesłanek ideologicznych i politycznych. Głównym celem pobytu miała być śmierć.
http://www.rp.pl/artykul/148423.html

ps.
Ma ktoś jakiegos linka z Gazu o tym, dla porównania "wersji"? - bo chyba muszą o tym napisać jakiś sążnisty artykuł.

Tristan, Scytowie, Niniwa 2, Prawicowe czytanki, St. Michalkiewicz, NSZ, Keine Grenzen
Lew Dawidowicz Bronstein vel Trocki: ''Należy wysunąć hasło rewolucyjnego unicestwienia państwa narodowego. Domowi wariatów kapitalistycznej Europy, trzeba przeciwstawić program Socjalistycznych Stanów Zjednoczonych Europy, jako etap na drodze do Zjednoczonych Stanów całego świata''.
Odpowiedz cytując
Wilku
lupus albus
 
 
Od: 09.2003

Offline

Ignoruj użytkownika Pomoc
#2
Stary 28.06.2008, 14:08
Cytat:
Prezydent i premier za ekshumacją gen. Sikorskiego

W wypowiedzi dla "Tygodnika Powszechnego" prezydent Lech Kaczyński popiera postulat ekshumacji gen. Władysława Sikorskiego, aby wyjaśnić przyczynę jego tajemniczej śmierci 4 lipca 1943 roku. Ideę tę popiera również premier Donald Tusk.
Generał Sikorski wśród najmłodszych żołnierzy II Korpusu w czasie swej osttaniej podróży na Bliski Wschód, czerwiec 1943 r./ Archiwum
Generał Sikorski wśród najmłodszych żołnierzy II Korpusu w czasie swej osttaniej podróży na Bliski Wschód, czerwiec 1943 r./ Archiwum
Tragiczne okoliczności śmierci gen. Sikorskiego powinny być wyjaśnione. Ekshumacja może w tym pomóc. Zawsze warto dociekać prawdy” – powiedział "Tygodnikowi" Lech Kaczyński. Całość wypowiedzi prezydenta ukaże się w nowym numerze, który trafi do kiosków we środę 2 lipca.

W rozmowie "Tygodnikiem" rzecznik rządu Agnieszka Liszka powiedziała, że także premier Donald Tusk „gorąco popiera” ideę ekshumowania i autopsji ciała gen. Sikorskiego.

Jak zginął Sikorski?

Sikorski zginął 65 lat temu, 4 lipca 1943 r. Premier rządu i naczelny wódz polskiej armii wracał do Londynu z Bliskiego Wschodu, gdy – według wersji przedstawionej przez władze brytyjskie – jego samolot w wyniku awarii spadł do morza po starcie z lotniska w Gibraltarze.

Wraz z Sikorskim zginęli najważniejsi ludzie w polskiej armii: szef sztabu gen. Tadeusz Klimecki i szef oddziału operacyjnego sztabu płk Andrzej Marecki; zginąć miała też córka generała Zofia.

Wersja ogłoszona przez Brytyjczyków – posiadająca wiele luk i sprzeczności – od początku budziła kontrowersje wśród świadków, a potem historyków. Wielu z nich sądzi, że Sikorski zginął w zamachu.

Czy będzie ekshumacja?

Przyczynę śmierci gen. Sikorskiego mogłaby wyjaśnić sekcja jego zwłok. Dlatego warszawskie Towarzystwo Miłośników Historii wystąpiło z apelem do kard. Stanisława Dziwisza o zgodę na otwarcie sarkofagu na Wawelu.

Jak się dowiedział „Tygodnik Powszechny”, kard. Dziwisz – metropolita krakowski i opiekun katedry wawelskiej, gdzie od 1993 r. spoczywa Sikorski – uznał, że jest to zbyt poważna decyzja, aby mógł podejmować ją sam i swoją zgodę uzależnił od stanowiska władz państwowych.

Czy po tym, jak na łamach „Tygodnika” prezydent Kaczyński poparł ideę ekshumacji, kard. Dziwisz wyda zgodę na otwarcie grobu? „Tygodnikowi” nie udało się na razie skontaktować z kardynałem, który przebywa za granicą.

Nowa teoria o śmierci Sikorskiego

W nowym „Tygodniku” ukaże się też rozmowa z Dariuszem Baliszewskim – historykiem i współautorem filmu pt. „Generał”, przygotowywanego właśnie przez telewizję TVN. Baliszewski formułuje szokującą tezę: 4 lipca w pałacu gubernatora Gibraltaru zamordowano Sikorskiego, Klimeckiego i Mareckiego. Potem, by zatuszować mord, Brytyjczycy zainscenizowali katastrofę, poświęcając załogę swojego samolotu. Na pytanie, kto zabił, Baliszewski mówi: – To była zbrodnia polsko-brytyjska. Polskie sprawstwo z brytyjską pomocą.

W rozmowie z „Tygodnikiem” Baliszewski rekonstruuje wydarzenia z 4 lipca 1943 r. Na pytanie, dlaczego generał zginął, odpowiada: – Sikorski w tym momencie przeszkadzał i Brytyjczykom, i Polakom. Z punktu widzenia Brytyjczyków usunięcie Sikorskiego zdejmowało „sprawę polską” z agendy Londyn-Waszyngton-Moskwa. A przez polską emigrację polityczną i wojskową Sikorski był znienawidzony za swą „politykę bluszczową”, jak to zwano, „politykę owijania się u stóp każdego, kto akurat był ważny” – Francuzom, potem Anglikom. Zarzucano mu, że nie broni polskiej racji stanu. Nienawidzono go w przekonaniu, że prowadzi Polskę do zguby, do podporządkowania ZSRR.

Czy sekcja da odpowiedź?

Gdy w 1993 r. zwłoki Sikorskiego przenoszono spod Londynu na Wawel, pojawiły się głosy, że warto przeprowadzić ich sekcję – skoro nie odbyła się ona w 1943 r. Gdyby się zdecydowano, sekcję prowadziłby zapewne krakowski Zakład Medycyny Sądowej Collegium Medicum UJ, jedna z najlepszych takich placówek w Europie.

– Wtedy było więcej takich spraw, gdy sprowadzano do kraju zwłoki osób zmarłych za granicą i przed ponownym pochówkiem były one poddawane sekcji. Mieliśmy nadzieję, że także zwłoki generała trafią do nas do badania. Niestety tak się nie stało – mówi w rozmowie z „Tygodnikiem” dr Tomasz Konopka, lekarz z krakowskiego Zakładu, który prowadził już sekcje ludzi zmarłych nawet kilkaset lat temu.

Czy po 65 latach można stwierdzić przyczynę śmierci? Dr Konopka: – Jeśli przyczyną zgonu generała i innych osób na pokładzie samolotu był wypadek lotniczy, to można się spodziewać, że pozostawił złamania przynajmniej niektórych kości. Dopiero gdyby podczas sekcji stwierdzono coś ponadto, coś niezwykłego, np. obrażenia postrzałowe lub inne obrażenia na kościach nie pasujące do tej wersji, byłyby podstawy do sformułowania wątpliwości co do przyczyny zgonu Sikorskiego i tych oficerów...

Cała rozmowa z lekarzem sądowym w nowym „Tygodniku”.

http://tygodnik.onet.pl/35,0,11764,2,artykul.html


Ciekawe do czego dojdą..

ps.
Komentarz co prawda bardziej do politycznego, ale..
Cytat:
Czy grób gen. Sikorskiego zostanie otwarty? Jeśli tak, czy sekcja wyjaśni przyczyny jego śmierci? Opinia publiczna ma prawo znać odpowiedź na te pytania. Jak powiedział prezydent, „zawsze warto dociekać prawdy”.
Nic tylko sie podpisać pod tym.
I niestety szkoda że Bercik nie może.. bo jakoś nie pamiętał o tej myśli, gdy przerwał ekshumacje w Jedwabnem... :/

Tristan, Scytowie, Niniwa 2, Prawicowe czytanki, St. Michalkiewicz, NSZ, Keine Grenzen
Lew Dawidowicz Bronstein vel Trocki: ''Należy wysunąć hasło rewolucyjnego unicestwienia państwa narodowego. Domowi wariatów kapitalistycznej Europy, trzeba przeciwstawić program Socjalistycznych Stanów Zjednoczonych Europy, jako etap na drodze do Zjednoczonych Stanów całego świata''.
Odpowiedz cytując
Zbychu
Senior Member
 
 
Od: 11.2006
Skąd: historycznie z Małopolski

Offline

Ignoruj użytkownika Pomoc
#3
Stary 29.06.2008, 11:39
Ogryzek napisał(a):Wyświetl post
Nie wiem czy dyskusja o "alternatywnej" historii przebiegu II wojny światowej nadaje się do tematu politycznego? Jeśli tak to polecam artykuł z Interii.

http://fakty.interia.pl/prasa/polity...-gdyby,1134701

Zwłaszcza scenariusze prof. Orłowskiego - całkiem ciekawe

PS
Mnie się przypomniała przy tej okzji książka "Człowiek z Wysokiego Zamku" Philipa K Dicka
Tutaj chyba jeszcze bardziej pasuje wątek niż w 'politycznym'.

Co do artykułu - rzeczywiście ciężko przewidywać co by było gdyby,aczkolwiek perspektywa sojuszu Wielkiej Brytanii z faszystowskimi Niemcami nia nastraja zbyt optymistycznie.Argumenty w stylu ,,Hitler chciał tylko uznania hegemonii w Europie oraz zwrotu kolonii straconych po I Wojnie Światowej" wydają się tak samo prawdopodone jak uzasadnianie agresji z 1939r przez Hitlera prowokacjami granicznymi, dokonanymi rzekomo przez stronę polską.

Swoją drogą czytałem niedawno o propozycji Wielkiej Brytanii,zaniepokojonej wzrastającą potęgą III Rzeszy z lat trzydziestych w kierunku Polski polegającej na zawiązaniu tajnego porozumienie przeciwko Niemcom.Polacy ją odrzucili argumentując iż chcą tylko bronić swoich granic,a nie atakować.Wskutek czego zawiązano porozumienie jedynie o wzajemnej pomocy w przypadku agresji szwabów na któreś z dwóch państw.Szkoda że istniało ono tylko na papierze...
By dostawać więcej od życia, dawaj więcej od siebie.
Odpowiedz cytując
AYALA
Senior Member
 
Od: 07.2006

Offline

Ignoruj użytkownika Pomoc
#4
Stary 29.06.2008, 13:11
ostatnio czytałem biografie najsłynniejszego niemieckiego komandosa o swojsko brzmiącym naziwsku Otto Skorzenny.Jak sie okazuje jego rodzice pochodzili z Polski ze Skorzenna małej wioski w Borach Tucholskich ,35 km od Kwidzynia.
Odpowiedz cytując
PvD
Armia Białej Gwiazdy
 
 
Od: 11.2002

Offline

Ignoruj użytkownika Pomoc
#5
Stary 29.06.2008, 13:36
Jeśli mowa o alternatywach w kontekście II WŚ

Cytat:
Może już czas, po wielu dziesięcioleciach, zacząć odkrywać prawdziwy charakter wielkiego wydarzenia, które zmieniło Polskę, Polaków, Europę. Wrzesień 1939 roku tak długo był przedmiotem propagandowej manipulacji, że dzisiaj znamy jego bardzo wypaczony obraz.

Ta wojna zaczęła się daleko od Westerplatte i dużo wcześniej. W 1935 roku na wielkim poligonie pod Kijowem, gdzie Armia Czerwona zaprezentowała zachodnim obserwatorom swoje możliwości. Zagraniczni obserwatorzy wojskowi z podziwem patrzyli, jak tysiąc czołgów, które przebyły setki kilometrów, z marszu rozwijało bojowe formacje. Dla brytyjskiego generała Archibalda Wavella, który wiedział, że armia jego kraju dysponuje niewiele ponad trzystu czołgami, widok takiej masy pojazdów pancernych zgromadzonych na jednym poligonie był szokiem. A siła pancernej pięści zademonstrowana na wstępie ćwiczeń była tylko przygrywką do pokazów, które olśniły i przeraziły zagranicznych obserwatorów.

Zadziwieni patrzyli na wielkie samoloty TB-3, z których wyskakiwały setki spadochroniarzy. W żadnym państwie świata nie myślano nawet o wojskach powietrznodesantowych, a pokazy pod Kijowem dowodziły, że w Związku Radzieckim są ich całe dywizje. Na łące lądowały duże samoloty transportowe, z których wyjeżdżały tankietki, samochody opancerzone i działa. Na oczach obserwatorów formował się oddział uderzeniowy, dysponujący artylerią i bronią pancerną. Był jak taran zdolny skruszyć obronę wroga, który nie mógł w tak krótkim czasie przygotować się do odparcia niespodziewanego ataku przeprowadzonego głęboko na tyłach frontu.

Dla oficerów z Zachodu wniosek był jeden: Armia Czerwona wkrótce będzie gotowa ruszyć na Zachód, a żadne z państw demokratycznych nie znajdzie dość siły, aby ją zwyciężyć. Tym bardziej że uruchomienie masowych zbrojeń, nadzwyczaj trudne w zachodnich demokracjach, wymagało czasu i mogło tylko sprowokować Stalina do wcześniejszej agresji.

A kto mógłby zatrzymać ten radziecki walec, gdy ruszy na Zachód? Oczy polityków zwróciły się na... Hitlera. Tylko Niemcy mogli stawić czoła radzieckiej potędze, zanim ta dotarłaby do Paryża. Oczywiście, pod warunkiem, że dostaliby szansę budowy wielkiej i silnej armii. I tak w roku 1935, gdy Armia Czerwona przestraszyła europejskich polityków i wojskowych, Zachód przymknął oczy na łamanie przez Niemcy ograniczeń zbrojeń, jakie narzucono temu państwu po pierwszej wojnie światowej. Wehrmacht, który w tym roku zajął miejsce nielicznej Reichswehry, uzyskał nieograniczone możliwości stania się największą siłą Europy. A Hitler doskonale wiedział, że może sobie pozwolić na wiele więcej.


Prezenty dla Herr Hitlera

Pochód na Zachód nie odbywałby się na wąskim odcinku frontu. Wielka Armia Czerwona z tysiącami czołgów rozlałaby się na setki kilometrów i przewaliła nie tylko przez Polskę, ale również przez Czechosłowację i Austrię. Wehrmacht, widziany już jako obrońca zachodniej cywilizacji, musiał mieć przestrzeń do działania.

Ta świadomość zbiegała się z ogromną niechęcią, jaką rząd brytyjski darzył Czechów. Premier Neville Chamberlain nazywał ich "ludźmi z dolnej półki". Czesi nie pozostawali dłużni, czego dowodem była rozmowa telefoniczna, jaką z prezydentem Edwardem Beneszem przeprowadził Jan Masaryk, ambasador czeski w Londynie: – Ten złośliwy, stary.. (tu padło wyjątkowo obelżywe i niesmaczne określenie pod adresem Chamberlaina) stęsknił się za lizaniem dupy Adolfa – powiedział Masaryk. Już nawet wystawił język! – To wepchnij mu go z powrotem – poradził prezydent. – Postaraj się przywrócić mu zmysły. – Ta stara bestia postradała już zmysły, z wyjątkiem węchu, którym wyczuwa nazistowskie gówno i kręci się dookoła tego.

Chamberlain dowiedział się, co o nim sądzą czescy politycy, gdyż ich rozmowa została nagrana przez wywiad niemiecki i przekazana brytyjskiemu premierowi. Nie należy jednak sądzić, że miało to jakikolwiek wpływ na dalsze decyzje rządu brytyjskiego. Postanowienia konferencji w Monachium, gdy bez udziału Czechów zadecydowano o przekazaniu Niemcom części ich ziem, miały dać Wehrmachtowi dobre pozycje obronne przed nadchodzącą od wschodu Armią Czerwoną. Wszystko dla zapewnienia bezpieczeństwa i uchronienia zachodniej cywilizacji przed bolszewickimi hordami. Pozostawał problem Polski.


Pan minister tańczy

Adolf Hitler, po obejrzeniu 10 października 1938 r. potężnych umocnień w pobliżu miasteczka Ceske Velenice, które tak hojnie przyznano Niemcom w Monachium, wygłosił przemówienie. Atakował Anglików ("Słabi, dekadenccy, prowadzeni przez zdegenerowaną arystokrację") i Francuzów ("Łacińskie kundle i wazeliniarze"). Nagle wspomniał o Polakach: – Podziwiam Polaków. Nie dają się zastraszyć. Mogę być przyjacielem Polaków i powiadomię mojego dobrego przyjaciela Lipskiego (mówił o polskim ambasadorze w Berlinie), że może na mnie liczyć!


Kłamał? Nie. Wskazywał, w jaką stronę zamierza prowadzić swą politykę, w której Polska odgrywała bardzo istotną rolę. Uważał, że może dogadać się z naszym rządem. Dwa tygodnie później, 24 października 1938 roku, do Berchtesgaden przyjechał ambasador Józef Lipski. W pobliżu tego alpejskiego miasteczka miał swą oficjalną rezydencję Adolf Hitler, a to wskazywało, że wizyta polskiego ambasadora ma znaczenie szczególne.


Wieczorem Lipski spotkał się w restauracji hotelu Grand z Joachimem von Ribbentropem, ministrem spraw zagranicznych Niemiec. – Nadszedł czas osiągnięcia porozumienia we wszystkich możliwych sprawach, które powodują rozdźwięki między Niemcami i Polską – zaczął rozmowę Ribbentrop. Potem przedstawił propozycję: Polska odda Gdańsk oraz wyrazi zgodę na wybudowanie eksterytorialnej autostrady i linii kolejowej, które połączyłyby Rzeszę z Prusami Wschodnimi. To nie było żądanie, lecz propozycja ugody. Oferował, że w zamian Niemcy udostępnią Polsce podobną trasę drogową i kolejową biegnące przez Gdańsk, wolny port w tym mieście i rynek zbytu na polskie produkty.

Gdyby zatrzymać się na tym etapie propozycji Ribbentropa, można byłoby odnieść wrażenie, że była to szczera oferta. Jednakże Ribbentrop posunął się dalej, wskazując, że Polska powinna dołączyć do paktu antykominternowskiego, czyli proponował Polsce sojusz z Niemcami, Włochami i Japonią przeciwko Związkowi Radzieckiemu! A to stawiało nasz kraj w równym rzędzie z mocarstwami ówczesnego świata.

Czy Polska mogła zawrzeć sojusz z Niemcami? Dzisiaj odpowiemy: "nie", gdyż stalibyśmy się współwinni późniejszych masowych zbrodni nazizmu. Ale czy Włochom, Węgrom, Finom, Rumunom, Bułgarom i innym sojusznikom Niemiec ktokolwiek zarzuca udział w ludobójstwie? Na szczęście nasz minister spraw zagranicznych Józef Beck nie musiał rzucać się w ramiona Joachima von Ribbentropa. Wystarczałoby, żeby wykorzystał ugodowe nastawienie Hitlera i szachował naszych wrogów (Związek Radziecki) i sojuszników (Francję i Wielką Brytanię) możliwością zawarcia paktu z Niemcami. W ten sposób mógłby wymusić na nich postępowanie korzystne dla Polski. Tym bardziej że dwa dni później Theo Kordt, pierwszy sekretarz ambasady niemieckiej w Londynie, a prywatnie członek opozycji antyhitlerowskiej, spotkał się z sir Robertem Vansittartem, głównym doradcą dyplomatycznym rządu brytyjskiego, i poinformował go o przebiegu rozmowy w Berchtesgaden.

Anglicy przestraszyli się nie na żarty. I zaczęli Polakom obiecywać gruszki na wierzbie, byleby trzymali się z daleka od Hitlera. Problem w tym, że minister Beck w te obietnice uwierzył. Zamiast rozgrywać niemiecką kartę, zamiast robić wszystko, aby storpedować możliwość zbliżenia Niemiec ze Związkiem Radzieckim, zaufał angielskim gwarancjom. Uwierzył, że Anglicy, choć mieli słabą i nieliczną armię i jeszcze słabsze lotnictwo, wyślą je do walki o Gdańsk, choć nie istniały żadne możliwości przerzucenia nawet tych słabych wojsk.

Minister wierzył, że Francuzi, którzy wydawali miliardy na budowę bunkrów Linii Maginota, nie będą tam kryć swoich żołnierzy, ale wyślą ich, aby ginęli w walkach na granicy Niemiec. W ostatniej chwili, gdy w marcu 1939 roku premier Chamberlain, niespodziewanie, bez konsultacji z parlamentem, udzielił Polsce gwarancji nienaruszalności granic, nie dostrzegł w tym podstępu, chęci usztywnienia polskiej polityki wobec Niemiec i storpedowania jakichkolwiek prób dogadania się z Niemcami. Działał tak jak tego sobie życzył premier Chamberlain. Minister potrząsał pięścią, krzyczał, że nie oddamy ani guzika.

– Zrozumiałem, że jeżeli uderzę na Zachód, Polacy, wypełniając swe zobowiązania sojusznicze, zaatakują nas – mówił Hitler do swych oficerów na tajnej konferencji w Berchtesgaden 22 sierpnia 1939 roku. – Dlatego zdecydowałem się rozpocząć wojnę z Polską. Polskie wojska wypełniły sojusznicze zobowiązania co do joty. Do początków października 1939 roku toczyły bohaterską, krwawą walkę w obronie ojczyzny. To politycy nie uchronili naszego kraju przed wyniszczeniem, tak wielkim, że jego skutki odczuwamy do dzisiaj. Zwłaszcza w polityce.

Bogusław Wołoszański
AYALA napisał(a):Wyświetl post
ostatnio czytałem biografie najsłynniejszego niemieckiego komandosa o swojsko brzmiącym naziwsku Otto Skorzenny.Jak sie okazuje jego rodzice pochodzili z Polski ze Skorzenna małej wioski w Borach Tucholskich ,35 km od Kwidzynia.


Tutaj masz spektakularną akcję Skorzennego. Audycja "Sensacje XX wieku"
I część: http://www.sendspace.com/file/4pinuw
II cześć: http://www.sendspace.com/file/szjq2a
Ostatnio edytowane przez PvD : 29.06.2008 o godz. 13:42.
Cytat:
Decydując się na grę w Wiśle i podpisując z nią kontrakt piłkarz powinien automatycznie przyjąć świadomość panujących przy R22 zwyczajów. A jednym z kanonów który powinien przyświecać każdemu wiślakowi jest poszanowanie trójkolorowych barw. Szanować powinien je każdy z nas ( i umieć się z nimi obchodzić) bez względu na to czy w danym momencie owładnął nami strach, panika, euforia, złość czy cokolwiek innego.
Są bowiem pewne granice, których nigdy się nie przekracza.
Odpowiedz cytując
Geopijatyk-Fan Oderki
Junior Member
 
Od: 06.2008

Offline

Ignoruj użytkownika Pomoc
#6
Stary 30.06.2008, 20:43
Nie będę się rozwodził na temat ewentualnego sojuszu polsko-niemieckiego, wspomnę tylko tyle, że na przeszkodzie stała GEOPOLITYKA. Drang nach Osten to taki sam fundament ideologiczny nazizmu jak rasizm (a może nawet bardziej podstawowy!). Niemcy nastawiali się na budowę imperium lądowego, z głownym kierunkiem expansji wschodnim.
Niemcy mogli zawierać wiarygodne sojusze z Węgrami i Finami, ale nie Polakami. Nawet kraje bałtyckie były przeznaczone dla zniemczenia. Wiadomo co się stało z tysiącami Litwinów, Łotyszy i Estonczyków, gdzei w koncu wyladowali, jaka jest obecnie sytuacja ludnościowa na Łotwie. Ale gdyby Hitler wygrał wojnę i zaczął realizzować General Ostplan, tych narodów już by nie było.
Odpowiedz cytując
Zbychu
Senior Member
 
 
Od: 11.2006
Skąd: historycznie z Małopolski

Offline

Ignoruj użytkownika Pomoc
#7
Stary 01.07.2008, 05:57
Dopełnienie do postu Wilka o Sikorskim.

Cytat:
Ekshumacja Sikorskiego możliwa w lipcu

Zagadka śmierci generała Władysława Sikorskiego jest coraz bliższa wyjaśnienia. Jak dowiedział się DZIENNIK, w podległej rządowi Radzie Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa powstaje plan ekshumacji szczątków premiera polskiego rządu emigracyjnego i naczelnego wodza. Jeśli tylko premier Donald Tusk wyda na to zgodę, szczątki mogą zostać wydobyte jeszcze w lipcu.

Odpowiedzialna za opiekę nad wojskowymi grobami Rada Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa prace nad przygotowaniem ekshumacji rozpoczęła wczoraj. Stało się to po tym, jak pomysł wydobycia i zbadania pochowanych w 1993 r. w podziemiach katedry na Wawelu zwłok generała Władysława Sikorskiego poparli premier Donald Tusk i prezydent Lech Kaczyński. Zrobili to na wniosek grupy historyków z warszawskiego Towarzystwa Miłośników Historii, którzy chcą wyjaśnić przyczyny śmierci przywódcy tragicznie zmarłego 65 temu w katastrofie lotniczej w Gibraltarze.

"Źle się stało, że podczas pierwszej ekshumacji w 1993 r. nikt nie zdecydował się na wykonanie ekspertyz szczątków. Dlatego teraz trzeba to zrobić bardzo porządnie" - mówi DZIENNIKOWI sekretarz ROPWiM Andrzej Przewoźnik, który opracował wstępny plan ekshumacji. Wiadomo, że przewiduje on powołanie specjalnej komisji państwowej, która w porozumieniu z krakowską kurią zorganizowałaby operację wydobycia i zbadania szczątków premiera. Zadaniem komisji będzie przede wszystkim zgromadzenie dokumentacji, która stanie się podstawą do sporządzenia uzasadnienia ekshumacji. Następnie opracowany zostanie szczegółowy program badań.

Najpierw jednak potrzebna jest oficjalna decyzja oraz formalna zgoda kardynała Stanisława Dziwisza, który jako metropolita krakowski jest opiekunem katedry na Wawelu. "Bez zgody kardynała ekshumacja jest niemożliwa" - mówi DZIENNIKOWI rzeczniczka wojewody małopolskiego Małgorzata Woźniak.

Zdaniem historyków zajmujących się II wojną światową w związku z tym, że sprawa dotyczy jednej z najgłośniejszych postaci w XX-wiecznej historii Polski, najlepiej, gdyby decyzję podjął premier Donald Tusk. Takie rozwiązanie dzięki udziałowi doświadczonej w prowadzeniu ekshumacji ROPWiM pozwoliłoby najszybciej przeprowadzić całą operację. Jednak do chwili zamknięcia tego numeru DZIENNIKA nikt w kancelarii premiera nie potrafił nam powiedzieć, co postanowi szef rządu.

Wniosek o przeprowadzenie badań mogą złożyć również prokuratorzy z Instytutu Pamięci Narodowej, którzy od kilkunastu dni badają dokumenty na temat śmierci Sikorskiego. Jednak z ich strony nie zanosi się na szybkie działanie. "Prokuratorzy mogliby wnioskować o ekshumację szczątków generała tylko wtedy, gdyby zdecydowali się wszcząć śledztwo w sprawie jego śmierci i gdyby uznali, że pomoże im to wyjaśnić wszystkie okoliczności tragedii sprzed 65 lat" - mówi DZIENNIKOWI rzecznik IPN Andrzej Arseniuk.

Zdaniem Andrzeja Przewoźnika samo przygotowanie i przeprowadzenie ekshumacji nie zajmie więcej niż kilka najbliższych tygodni. Na wyniki sekcji zwłok trzeba będzie poczekać dłużej. "Wszystko zależy od tego, jakie analizy trzeba będzie przeprowadzić. Jeśli konieczne będą badania DNA i specjalistyczne badania toksykologiczne, to ostateczny raport mógłby powstawać kilka miesięcy" - mówi DZIENNIKOWI jeden z warszawskich specjalistów od medycyny sądowej.

Sikorski, który od jesieni 1939 r. kierował polskim rządem emigracyjnym, zginął 4 lipca 1943 r. w czasie startu swego samolotu z brytyjskiej bazy w Gibraltarze. Do dziś tajemnica jego śmierci nie została do końca wyjaśniona.






Rozmowa z Dariuszem Baliszewskim

GRZEGORZ RZECZKOWSKI: Twierdzi pan, że gen. Władysław Sikorski nie zginął w katastrofie lotniczej, lecz został zamordowany. Na jakiej podstawie formułuje pan takie wnioski?

DARIUSZ BALISZEWSKI: Na podstawie zeznań świadków i analizy nieznanych wcześniej dokumentów, do których udało mi się dotrzeć.

Co więc wydarzyło się w niedzielne popołudnie 4 lipca 1943 r. w Gibraltarze?

Generał został zamordowany wraz ze swymi współpracownikami na polecenie Brytyjczyków przez polskich żołnierzy. Stało się to ok. godz. 16, gdy Sikorski odpoczywał w Pałacu Gubernatora. Świadczy o tym wiele poszlak. Jedną z nich jest fakt, że od godz. 15 nikt nie widział generała żywego. Sikorski nie poszedł do kościoła na mszę jak miał w zwyczaju, odwołano nawet uroczystą kolację z jego udziałem. Wszystko, łącznie z katastrofą i akcją ratunkową, było mistyfikacją. Motorówka, która powinna pokonać dystans do wraku i z powrotem w godzinę, przypłynęła z ciałem generała już po 15 minutach. Jeden ze nielicznych światków, który widział jego zwłoki, stwierdził, że premier miał brązową twarz. To charakterystyczne dla osób, które zostały uduszone.

Dariusz Baliszewski, historyk, od 15 lat bada przyczyny śmierci gen. Sikorskiego

-------------------------------------------------------------------------------------------------

Rozmowa z Zbigniewem Wawrem

GRZEGORZ RZECZKOWSKI: Co sądzi pan o teorii Dariusza Baliszewskiego, który mówi, że generał Sikorski został zamordowany jeszcze przed startem samolotu?

ZBIGNIEW WAWER: Żadne znane nam dziś dokumenty nie potwierdzają teorii o zamachu na generała. Gdyby komuś na tym zależało, zrobiłby to w bardziej sprzyjających okolicznościach, np. w trakcie lotu w pobliżu wybrzeży francuskich. Wtedy można byłoby ogłosić, że maszyna została zestrzelona przez niemieckie myśliwce, a szczątków samolotu nie odnaleziono. Teorie o zamachu biorą się stąd, że wcześniej miało miejsce kilkanaście prób zabicia generała, które podejmowali wrodzy mu rodacy.

Uważa pan, że w Gibraltarze żadnego zamachu nie było?

Moim zdaniem nie, choć to rzeczywiście była zagadkowa śmierć. Dlatego tak ważne jest, by wreszcie przeprowadzić autopsję szczątków generała.

Zbigniew Wawer, historyk, specjalizuje się w losach Polskich Siłach Zbrojnych na Zachodzie
źródło:
http://www.dziennik.pl/wydarzenia/ar...a_w_lipcu.html
By dostawać więcej od życia, dawaj więcej od siebie.
Odpowiedz cytując
Football Sorceress
Senior Member
 
Od: 03.2006

Offline

Ignoruj użytkownika Pomoc
#8
Stary 12.07.2008, 16:11
http://miasta.gazeta.pl/poznan/1,360....html?skad=rss
Cytat:
Czy na Ostrowie Tumskim nie powstaną multimedialne ekspozycje o początkach państwa polskiego? Ambitny projekt nie znalazł uznania w oczach urzędników Ministerstwa Rozwoju Regionalnego. Poznaniacy, piszmy do ministerstwa, bo nie wszystko stracone!

Interaktywne Centrum Historii Ostrowa Tumskiego w Poznaniu - projekt wart 98 mln zł - miało pchnąć promocję miasta na nowe, XXI-wieczne tory. Jednak nie zostało zakwalifikowane przez Ministerstwo Rozwoju Regionalnego na listę projektów kluczowych w dziedzinie inwestycji turystycznych o znaczeniu ponadregionalnym.

Centrum nie znalazło się więc na ekskluzywnej liście 18 projektów, choć spełniało wszelkie wymagane kryteria: ** byłoby inwestycją unikalną w skali kraju (wszak miało prezentować miejsce, gdzie rodziła się polska państwowość), ** o znaczeniu ponadregionalnym (bez wątpienia przyjeżdżaliby tu turyści nie tylko z całej Polski), ** a także - w miejscu związanym z piłkarskimi Mistrzostwami Europy w 2012 r. (Poznań będzie jednym z miast, w którym odbywać się będą rozgrywki). Zamiast Ostrowa Tumskiego, ministerstwo wpisało na listę m.in. Park Wodny Termy Nałęczowskie, projekt Uzdrowisk Kłodzkich albo projekt "turystyki w siodle" pod Łodzią.

W Poznaniu szok

- Jesteśmy zaskoczeni i rozgoryczeni - nie ukrywa Lech Łangowski, dyrektor wydziału rozwoju Urzędu Miasta. Dlaczego projekt przepadł? - Sami byśmy chcieli wiedzieć. Tymczasem znamy tylko dość lakoniczną informację od Polskiej Organizacji Turystycznej, która była pośrednikiem. Nie wiemy nawet, jak zostały ocenione poszczególne części projektu - tłumaczy Łangowski.

Projekt, dopięty w żmudnych rozmowach między miastem i kurią, przewidywał m.in. powstanie nowych budynków, w których - z wykorzystaniem multimediów - turyści przeniosą się do realiów X-wiecznego Ostrowa Tumskiego. "Uzbrojeni" w wiedzę o Poznaniu w czasach Mieszka I, mieli następnie szklanym tunelem ze Śródki przechodzić na Ostrów, by skonfrontować świeżą wiedzę z tym, co pozostało z czasów świetności wyspy na Warcie. Interaktywne Centrum miało być jednym z kluczowych elementów Traktu Królewsko-Cesarskiego, który z kolei miał zapewnić turystom szansę kompleksowego przyswojenia wielowątkowej historii miasta.

- Spośród polskich miast, które mają Euro 2012, tylko Poznań nic nie dostał - komentuje prezydent Poznania Ryszard Grobelny. Zapowiada odwołanie w ministerstwie. Liczy też na wsparcie radnych podczas dzisiejszej sesji rady miasta. - Rada podejmie uchwałę, która będzie wspierała ten projekt. To będzie głos, że to dobry projekt. Z tego co wiem, podobną uchwałę podejmie za kilka dni sejmik.

Do 20 lipca trwają tzw. konsultacje społeczne projektów, zakwalifikowanych przez ministerstwo do realizacji. - Spodziewamy się, że do końca lipca ministerstwo ostatecznie zdecyduje, które projekty znajdą się na liście projektów kluczowych - mówi Łangowski.
Jeszcze jeden argument, żeby nie chodzić na wybory
Ostatnio edytowane przez Football Sorceress : 12.07.2008 o godz. 16:24.
Odpowiedz cytując
Wilku
lupus albus
 
 
Od: 09.2003

Offline

Ignoruj użytkownika Pomoc
#9
Stary 12.07.2008, 22:13


Ukraińska swołocz..

__________________________

Cytat:
Rafał A. Ziemkiewicz: Myśmy wszyscy zapomnieli

Trudno wierzyć Polakom, gdy twierdzą, że w sprawie Katynia czy wypędzeń chodzi im tylko o prawd, nie o politykę, skoro w stosunkach z Ukrainą jednoznacznie rezygnują z prawdy właśnie w imię polityki.

W tym roku obchodzimy 65. rocznicę rzezi Polaków, Żydów, Czechów oraz Ukraińców dokonanej na Wołyniu przez ukraińskich nacjonalistów. Mówiąc ściśle, jest to rocznica największego nasilenia mordów, które przypadło na letnie miesiące roku 1943. Systematyczna eksterminacja ludności Wołynia zaczęła się bowiem już w roku 1942 i kontynuowana była aż do zajęcia tych terenów przez Armię Czerwoną w roku 1944.


Z wołyńskich Polaków ofiarami tej ogromnej i wyjątkowo zbrodniczej „czystki etnicznej” padło co najmniej 60 tys., najprawdopodobniej jednak znacznie więcej ludzi – głównie kobiet, dzieci i starców. Sprawcy nie tylko zabijali całe rodziny, ale niszczyli materialne ślady obecności Polaków: burzyli domy, kościoły, a nawet wycinali sady. Do dziś w miejscu wielu przedwojennych polskich osad straszą pustki. Gdzieniegdzie znaleźć można skromny krzyż, za możliwość postawienia którego potomkowie ocalałych zapłacić musieli ocenzurowaniem upamiętniających pomordowanych napisów. Mówią one o „ofiarach tragedii”, „zajść” lub „wypadków”; nazwanie mordu po imieniu wciąż jest na tych terenach nie do pomyślenia.

Różnie bywało

Z licznych zbrodni, jakich w wieku XX, wieku ludobójstwa, dokonano na Polakach, los tej jest szczególny o tyle, że jest bodaj jedyną, którą Polacy dobrowolnie wymazują z pamięci. Oburzamy się, gdy Rosjanie odmawiają uznania mordu katyńskiego za ludobójstwo i kiedy pamięć o nim starają się zatrzeć sfabrykowanym oskarżeniem Polski o wymordowanie kilkudziesięciu tysięcy jeńców z wojny 1920 r. Oburzamy się, gdy swe winy wobec Polaków relatywizują Niemcy, za pomocą całego szeregu przedsięwzięć usiłując się przedstawić jako co najmniej w równym stopniu ofiary II wojny.

I słusznie. Ale jednocześnie władze polskie oraz znaczna część elit intelektualnych gorliwie współpracują w zakłamywaniu pamięci o Wołyniu, zacieraniu winy ideologii, która za nią stała, i zbrodniarzy, którzy jej dokonywali, oraz w relatywizowaniu rozmiarów tragedii. Uchwała, którą pięć lat temu Sejm RP odważył się uczcić pamięć ofiar, to szczyt politycznie poprawnego bełkotu, z którego można wywnioskować tylko tyle, że jakieś bliżej niesprecyzowane ofiary zginęły wskutek tajemniczej klęski żywiołowej. W podobnym tonie utrzymane są nieliczne wystąpienia polskich przywódców, nie wykluczając prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Jednocześnie z wielką gorliwością podchwytują nasze środowiska opiniotwórcze propagandową tezę ukraińskich nacjonalistów, iż zbrodnie miały charakter wzajemny, symetryczny i nie ma co wymierzać rozmiarów winy każdej ze stron.

Jest to teza sprzeczna z faktami i tak horrendalna, jak gdyby jakiś polityk niemiecki zwracał się dziś do Żydów słowami: różnie to było między naszymi narodami, wy zadaliście naszej armii cios w plecy w czasie wojny i okradaliście nas w czasie wielkiego kryzysu, my się potem za to mściliśmy, no, może ponad miarę, ale czas już zapomnieć stare spory, podać sobie ręce i więcej do tego nie wracać. I gdyby jeszcze w tym samym czasie w Berlinie nazwano jedną z ulic imieniem Bohaterów SS, argumentując, że mimo kontrowersji związanych z tą formacją, jej żołnierze bili się za Niemcy bardzo dzielnie.

Podobnie argumentowali członkowie zdominowanej przez nacjonalistów rady miejskiej Lwowa, która właśnie teraz, w 65. rocznicę rzezi wołyńskich przemianowała dotychczasową ulicę Turgieniewa na Bohaterów UPA. Godząc się na fałszowanie historii i spychając zbrodnie w niepamięć, czynią Polacy rzecz podwójnie godną najwyższego potępienia. Haniebną – bo zbrodnia domaga się prawdy, a pojednanie nie jest żadną wartością, gdy opiera się na kłamstwie. Ale także głupią, bo odrodzenie tradycji ukraińskiego nacjonalizmu spod znaku OUN i wzrost jego znaczenia na ukraińskiej scenie politycznej to scenariusz bardzo i dla nas, i dla całego regionu niekorzystny. Przykładając więc rękę do jego rehabilitacji, działamy wbrew żywotnym interesom naszego państwa.


Nie ma symetrii

Nie ma żadnej symetrii, jak usiłuje się to w niektórych kręgach twierdzić, pomiędzy działaniami ukraińskimi i polskiej Samoobrony oraz oddziałów Armii Krajowej. Na Wołyniu nie było żadnej wojny domowej, nie było też starć etnicznych pomiędzy mieszkańcami, w rodzaju tego, co stało się na terenach byłej Jugosławii. Na Wołyniu mieliśmy do czynienia z planowym ludobójstwem, realizowanym przez organizację wyznającą zbrodniczą ideologię, którą w przybliżeniu określić można mianem ukraińskiej odmiany faszyzmu i nazizmu (udział w mordach ludności miejscowej, acz częsty, miał charakter pomocniczy i inspirowany przez regularne jednostki).

Prawodawca ideolog ukraińskiego nacjonalizmu Dmytro Doncow był zresztą zagorzałym wielbicielem Mussoliniego i Hitlera, których dzieła tłumaczył na ukraiński i z inspiracji których korzystał przy tworzeniu zrębów programu założonej w 1929 r. Organizacji Nacjonalistów Ukraińskich, OUN, której zbrojnym ramieniem była późniejsza „powstańcza armia” UPA. Jego opus magnum „Nacjonalizm” wraz z kolportowanym przez OUN „Dekalogiem ukraińskiego nacjonalisty” oraz inspirowaną Doncowem książką Mykoły Sciborskiego „Władza narodowa” stanowiły biblię ideologii, która do „oczyszczenia” Ukrainy z cudzoziemców – ale także z „elementu antynarodowego” wśród etnicznych Ukraińców – wzywała najzupełniej otwarcie, sankcjonując jako konieczność masową eksterminację oraz zalecając „spadkobiercom chwały Włodzimierzowego Tryzuba” podstęp, nienawiść i niecofanie się przed żadną zbrodnią, której wymagać będzie „dobro sprawy”. Podkreślmy tu zaś, że „dobro sprawy”, czyli utworzenie Wielkiej Ukrainy „na granicy dwóch światów” – a więc niebędącej ani Zachodem, ani Wschodem – wymagało według Doncowa i Sciborskiego nie tylko całkowitego usunięcia z niej obcych, ale także, podobnie jak głosiły to inne tego typu ideologie, likwidację „złych” Ukraińców. Tych, którzy, używając języka wymienionych wyżej dzieł, „schłopieli”, weszli w związki rodzinne z Polakami bądź Żydami, ulegli miazmatom demokracji, liberalizmu i innych rozkładowych ideologii. Chronologicznie rzecz ujmując, pierwszymi ofiarami OUN-UPA byli właśnie tacy źli Ukraińcy, stojący nacjonalistom na drodze do rządu dusz i budowy „narodowego” państwa; mordy rozpoczęto od tych, których oskarżano o współpracę z Sowietami przed czerwcem 1941 r., przy czym kategorię kolaboracji traktowano tu bardzo szeroko, rozciągając ją między innymi na żołnierzy Armii Czerwonej (którzy wszak nie wstępowali do niej dobrowolnie).

Wielu Ukraińców, dostawszy się do niewoli, było w pierwszym okresie wojny z Sowietami zwalnianych do domu, gdzie, jeśli odmawiali wstąpienia w szeregi UPA, byli często mordowani. Z rozmowy z jednym z ostatnich żyjących członków polskiej Samoobrony na Wołyniu wiem, iż niektórzy ze zwalnianych przez Niemców jeńców ukrywali się przed upowcami w szeregach polskich formacji partyzanckich.

Trudno dziś oceniać, jakim rzeczywistym poparciem cieszyła się sformułowana przez Doncowa ideologia, zwłaszcza w jej najbardziej wyrazistym wydaniu (nie przypadkiem „Dekalog…” zalecał, by „o sprawie nie mówić z kim można, ale z kim trzeba”). Najskuteczniej uwodziła ona młodych. W relacjach ocalonych z rzezi powtarza się ten wątek: tymi, którzy starali się ich ochronić, ratować, którzy ukrywali przed rezunami polskie dzieci, byli zwykle Ukraińcy starsi wiekiem. Wielu z nich przypłaciło to życiem.

Z raportów polskiego podziemia można szacować, że ukraińskich ofiar OUN-UPA, które padły wraz z Polakami na Wołyniu, było co najmniej kilkanaście tysięcy, być może znacznie więcej. Nie wszyscy dawali się porwać zainspirowanej przez UPA orgii morderstw, nie wszyscy poddawali się stosowanym przez podwładnych Bandery procedurom „wychowawczym”, polegającym na udowodnianiu pod okiem rezunów swej lojalności wobec „samostijnej” własnoręcznym mordowaniem polskich sąsiadów. Szczególnie pilnowano, aby lojalności takiej dowiedli członkowie rodzin mieszanych. W zdawkowych, „pojednawczych” wzmiankach o losie Wołynia powtarza się dziś: „zginęło około 100 tysięcy Polaków, a po stronie ukraińskiej było około 30 tysięcy ofiar”, stwarzając w ten sposób u niezorientowanych (a zrobiono wiele, aby ta historia mało komu była znana) wrażenie, że owe 30 tysięcy zabitych Ukraińców to ofiary jakichś polskich „akcji odwetowych.

Tymczasem większość z nich to również ofiary ukraińskiego nacjonalizmu. Tym, co wyróżnia rzezie na Wołyniu spośród wszystkich znanych historii zbrodni etnicznych, jest niewiarygodne bestialstwo zbrodniarzy. Ani stalinowskie NKWD, ani hitlerowskie Einsatzgtruppen nie popisywały się osobistym okrucieństwem. Rezuni OUN-UPA oraz innych nacjonalistycznych formacji wydawali się natomiast znajdować w nim szczególne upodobanie.


Oficjalni kurierzy rządu londyńskiego i dowództwa AK, delegowani w 1942r. do rozmów z dowództwem UPA o wspólnej walce z Niemcami, nie zostali przez rezunów po prostu rozstrzelani, ale rozerwani żywcem końmi. Podobnie pastwiono się nad zwykłymi ofiarami mordów. Nawet człowiekowi o silnych nerwach trudno wytrzymać lekturę wspomnień, w których nieustannie powtarza się wyrywanie języków, wydłubywanie oczu, wbijanie w głowy gwoździ, wypruwanie ciężarnym kobietom płodów, obcinanie kończyn, pracochłonne i makabryczne profanowanie zwłok i zadawanie wszelkich wyrafinowanie sadystycznych mąk. Trudno orzec, na ile były to przejawy zdziczenia morderców, a na ile efekt zimnej kalkulacji – chodziło wszak o to, żeby na tych, których wymordować się nie da, rzucić taki postrach, by opuścili ziemie Wielkiej Ukrainy jak najszybciej.

Jest zrozumiałe (co bynajmniej nie znaczy, usprawiedliwione), że ludzie, którym w tak okrutny sposób wymordowano całe rodziny, szukali czasem szaleńczo zemsty. Znacząca była liczba Polaków, którzy dla jej dokonania wstępowali w szeregi formacji niemieckich, by brać udział w eksterminacji ludności ukraińskiej. Dochodziło także do mordów na Ukraińcach dokonywanych przez formacje Polski podziemnej. Skala takich wydarzeń była jednak nieporównywalnie mniejsza, niż zaplanowane z zimną krwią i prowadzone systematycznie ludobójstwo OUN-UPA (w lipcu 1943 r., miesiącu największego nasilenia terroru, jej oddziały eksterminacyjne pojawiły się w ponad 500 miejscowościach). Używanie ich dziś jako post factum usprawiedliwienia dla masakr jest fałszowaniem historii.

Jaka tradycja dla Ukrainy

A fakt podstawowy, który nie ulega kwestii, jest taki: przy wszystkich błędach i niegodziwościach sanacyjnej polityki wobec mniejszości narodowych, Polacy nigdy nie planowali eksterminacji ludności ukraińskiej, nigdy nie stworzyli ideologii usprawiedliwiającej masowe zbrodnie, nigdy do nich nie nawoływali i nie wychowywali w takim duchu swojej młodzieży. Od samego początku rzezi wołyńskich na różnych szczeblach AK wydane zostały rozkazy surowo zakazujące zemsty, zabijania cywilnych Ukraińców, kobiet i dzieci. Za ich łamanie stawiano przed sądem polowym. W tym samym czasie z dowództwa UPA do jej oddziałów płynęły rozkazy treści dokładnie przeciwnej, nakazujące wykorzystać sprzyjający moment do zlikwidowania ludności polskiej „z korzeniami”.

Można zrozumieć, dlaczego współcześnie Ukraińcy nie kwapią się do odkrywania dla siebie tej historii. Naród, który doznał w swej najnowszej historii cierpień nie mniejszych niż Polacy, a o niepodległość miał szansę upomnieć się dopiero w latach ostatnich, rozpaczliwie potrzebuje mitu, na którym mógłby oprzeć swą tożsamość. Tworzy się więc mit UPA jako bohaterskiej partyzantki walczącej z okupantem niemieckim i sowieckim. Mit uprawdopodobniony faktem, iż ukraińscy nacjonaliści w istocie zostali potem wytępieni przez Sowietów (choć w różnych okresach, zgodnie z zalecaną przez Doncowa przebiegłością, korzystali z logistycznego wsparcia zarówno NKWD, jak i hitlerowców).

W warunkach wojny żadna partyzantka nie może mieć jednorodnego charakteru, bez wątpienia nie cała UPA wyrastała z nacjonalistycznej ideologii i nie wszystkich jej żołnierzy można uważać za winnych zbrodni. Ale ocena zarówno tej ideologii, jak i ludobójstwa, do którego doprowadziła, musi być jednoznaczna. Jakkolwiek byłoby to dla Ukraińców bolesne, nikt nie potrzebuje tego rozliczenia bardziej niż oni sami. Nie jest bez znaczenia, czy za swych bohaterów uznają rezunów, czy tych Ukraińców, których za „schłopienie” i brak narodowego ducha mordowali oni tak samo jak Polaków.

Na ukraińskie problemy z tożsamością nie mamy wpływu, trudno jednak usprawiedliwiać haniebną ustępliwość, z jaką Polska rezygnuje z przypominania prawdy, a część opiniotwórczych elit reaguje histerią na każdą wzmiankę o OUN czy na użycie oczywistego w tej sytuacji słowa „ludobójstwo”. Pamięć o rzeziach wołyńskich kultywuje dziś jedynie grupka wymierających z wolna kresowiaków, zapędzonych przez media do getta narodowo-radykalnych „oszołomów”. Zamiast upominania się o prawdę, mamy od kilkunastu lat gorszący spektakl uciszania tych, którzy za dobrze pamiętają, w imię opacznie rozumianej geopolityki i „pojednania”.

Nikczemność i głupota

To nie tylko ze strony Polski nikczemne – żyję już wystarczająco długo, by wiedzieć, że sprawiedliwość, przelana krew i tym podobne sprawy nie znaczą w polityce więcej niż przysłowiowy zeszłoroczny śnieg. Ale właśnie ze względów politycznych to, co robimy, jest skrajną naiwnością i głupotą. Wspierając historyczne kłamstwo o „wzajemnych krzywdach” i UPA, bynajmniej nie pomagamy zaprzyjaźnionym ukraińskim demokratom w formowaniu nowoczesnej świadomości narodowej Ukrainy. Jest to naiwność. Przeciwnie, co pokazują ostatnie lata, rola nacjonalistów, w mniej lub bardziej zawoalowany sposób podejmujących sztandary OUN, jest w obozie pomarańczowych coraz większa. Każdy postawiony UPA pomnik, każda publikacja fałszująca historię, na którą Polska nie reaguje, wzmacnia ich pozycję i uwiarygodnia ich. Nie od rzeczy też będzie dodać, iż zadaje kłam naszej polityce historycznej; trudno wierzyć Polakom, gdy twierdzą, że w sprawie Katynia czy wypędzeń chodzi im tylko o prawdę, nie o politykę, skoro w stosunkach z Ukrainą jednoznacznie rezygnują z prawdy właśnie w imię polityki.

Zasadniczy błąd naszego postępowania polega jednak na tym, że nacjonaliści upowszechniający mit bohaterskiej UPA nie zbudują dobrych stosunków z Polską ani z całą Europą. Historyczne krzywdy Polaków mało świat obchodzą, ale już z pamięcią Holokaustu, który ma swoją straszną ukraińską kartę, jest inaczej. Obecność w życiu politycznym Ukrainy pogrobowców Bandery to wymarzony argument dla Rosji i wystarczający powód zatrzaśnięcia przed Ukrainą drzwi do Unii Europejskiej i NATO, czemu podobno chcemy przeciwdziałać. Tchórzliwe chowanie się za frazesami o wzajemnych winach i „tragicznych wydarzeniach” nie prowadzi do niczego. Jedynym ich skutkiem jest to, że gdy w wolnej już Polsce zapalimy dziś ofiarom Wołynia rocznicowe znicze, towarzyszyć temu powinna nie tylko żałoba, ale także palący wstyd za sprzeniewierzenie się pamięci ich męczeństwa.

Źródło: Rzeczpospolita, 26 kwietnia 2008 r.
http://konserwatyzm.pl/content/view/3389/111/
Ostatnio edytowane przez Wilku : 13.07.2008 o godz. 10:25.

Tristan, Scytowie, Niniwa 2, Prawicowe czytanki, St. Michalkiewicz, NSZ, Keine Grenzen
Lew Dawidowicz Bronstein vel Trocki: ''Należy wysunąć hasło rewolucyjnego unicestwienia państwa narodowego. Domowi wariatów kapitalistycznej Europy, trzeba przeciwstawić program Socjalistycznych Stanów Zjednoczonych Europy, jako etap na drodze do Zjednoczonych Stanów całego świata''.
Odpowiedz cytując
PvD
Armia Białej Gwiazdy
 
 
Od: 11.2002

Offline

Ignoruj użytkownika Pomoc
#10
Stary 12.07.2008, 22:43
Wczoraj w programie bodajze "Minęła 20 sta" rozmawiano na ten temat. Głównie podkreślano jak temat jest zapomniany i tzw chyba obecnie poprawności politycznej nie tykany,a o ofiarach się zapomina i są gorzej traktowane niż wszystkie ofiary Holocaustu czy też Katynia,a przecież to było ludobójstwo na Polakach. I wszystkie dotychczasowe rządy tak mi się zdaje zamiatają ten temat pod dywan.

Prezydent przysłał (niestety nie był obecny) na obchody rocznicowe list, który w wg oceny obecnych w studio był jakiś kluczeniem naokoło jakby się bano nazwać rzeczy po imieniu. Podobno również nikt z hierarchów kościelnych się nie pojawił,a obecny ambasador Ukrainy choć obecny to żadnych kwiatów nie złożył.

Zamiast jak najszybciej próbować rozliczyć trudną historię z Ukraińcami to zostawi się to kolejnym pokoleniom bo teraz Ukraina do NATO I UE chce iść i nie można?
Cytat:
Decydując się na grę w Wiśle i podpisując z nią kontrakt piłkarz powinien automatycznie przyjąć świadomość panujących przy R22 zwyczajów. A jednym z kanonów który powinien przyświecać każdemu wiślakowi jest poszanowanie trójkolorowych barw. Szanować powinien je każdy z nas ( i umieć się z nimi obchodzić) bez względu na to czy w danym momencie owładnął nami strach, panika, euforia, złość czy cokolwiek innego.
Są bowiem pewne granice, których nigdy się nie przekracza.
Odpowiedz cytując
Wilku
lupus albus
 
 
Od: 09.2003

Offline

Ignoruj użytkownika Pomoc
#11
Stary 13.07.2008, 09:56
PvD napisał(a):Wyświetl post
Wczoraj w programie bodajze "Minęła 20 sta" rozmawiano na ten temat. Głównie podkreślano jak temat jest zapomniany i tzw chyba obecnie poprawności politycznej nie tykany,a o ofiarach się zapomina i są gorzej traktowane niż wszystkie ofiary Holocaustu czy też Katynia,a przecież to było ludobójstwo na Polakach. I wszystkie dotychczasowe rządy tak mi się zdaje zamiatają ten temat pod dywan.
Bo tak to jest jak u władzy sa politykierzy, a nie politycy, łącznie z Bercikiem.

Cytat:
Prezydent przysłał (niestety nie był obecny) na obchody rocznicowe list, który w wg oceny obecnych w studio był jakiś kluczeniem naokoło jakby się bano nazwać rzeczy po imieniu. Podobno również nikt z hierarchów kościelnych się nie pojawił,a obecny ambasador Ukrainy choć obecny to żadnych kwiatów nie złożył.
A tu tylko ks. Isakowicz-Zaleski umie wygarnąc co i jak.

Cytat:
Ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski ostro skrytykował prezydenta Lecha Kaczyńskiego, rząd premiera Donalda Tuska i Sejm za niewystarczające upamiętnienie 65. rocznicy tragicznych wydarzeń na Wołyniu.
Duchowny starał się przekonać, że ani skala, ani teren wydarzeń nie uprawniają do stosowania - jego zdaniem nie oddającego historycznej prawdy - określenia "Rzeź Wołynia". - Samo pojęcie "rzeź" jest pojęciem fałszywym, to było planowe ludobójstwo zorganizowane przez ukraińskich faszystów z UPA - przypominał. Isakowicz-Zaleski przekonywał, że pierwsze próby eliminacji ludności podjęto już jesienią 1939 roku. - To nie był tylko Wołyń, ale i województwa: lwowskie, rzeszowskie, tarnopolskie i przemyskie - wyliczał ks. Isakowicz-Zaleski.

Jego zdaniem sprawa Wołynia nie powinna interesować wyłącznie historyków, ale przede wszystkim polityków. Ta rocznica była ostatnim momentem uznania tej zbrodni za ludobójstwo
Ks. Tadeusz Isakowicz- Zaleski- Tutaj widać brak politycznej woli by uznać ludobójstwo swoich rodaków. Po raz kolejny tchórzliwie zachowało się prezydium Sejmu, które nie chce poruczać tej kwestii - przekonywał duchowny.

"Zawiodłem się na prezydencie"

Jeszcze bardziej krytycznie niż o Sejmie ks. Isakowicz-Zaleski wyrażał się o prezydencie Lechu Kaczyńskim. - Z wielka przykrością stwierdzam, ale więcej nie zagłosuję na Lecha Kaczyńskiego. Ta rocznica była ostatnim momentem na uznanie tej zbrodni za ludobójstwo. W Belwederze miała się odbyć konferencja pod patronatem prezydenta, na której miało paść słowo: ludobójstwo. Kancelaria konferencję jednak odwołała, z niewiadomych powodów, w ostatniej chwili- mówił wyraźnie rozczarowany duchowny.

- Rząd polski uznał ludobójstwo Ormian w Turcji, uznał "Wielki głód" za ludobójstwo na Ukraińcach. Nie chce jednak uznać ludobójstwa na Polakach. Rząd wychodzi z założenia, że jeśli będziemy popierać ukraińskich nacjonalistów, to będziemy mieli dobre kontakty z Ukrainą. To nie jest dobre założenie. Politycy nie mogą bać się prawdy o swoim narodzie - dodał.

Czym były wydarzenia na Wołyniu?

W szeregu ludobójczych akcji dokonanych przez nacjonalistów ukraińskich, skierowanych przeciwko ludności polskiej i czeskiej zamieszkującej na Wołyniu i akcji odwetowych polskiej partyzantki zginęło około 60 tysięcy Polaków oraz kilkanaście tysięcy Ukraińców. Część ofiar po stronie ukraińskiej poniosła śmierć z rąk nacjonalistów ukraińskich za pomoc udzielaną Polakom lub odmowę przyłączenia się do oprawców. Akcje trwały od 1942 do 1944 roku.

Tvn24


Cytat:
Zamiast jak najszybciej próbować rozliczyć trudną historię z Ukraińcami to zostawi się to kolejnym pokoleniom bo teraz Ukraina do NATO I UE chce iść i nie można?
Jak Ukraina bedzie mocna i bedzie się opylało Niemcom z nimi dogadać, to się zaraz skumają i bede głośno mówic o "rdzennych Ukraińskich ziemiach" pod polska okupacją (Przemyśl, nawet Rzeszów itd..).
Ostatnio edytowane przez Wilku : 13.07.2008 o godz. 10:24.

Tristan, Scytowie, Niniwa 2, Prawicowe czytanki, St. Michalkiewicz, NSZ, Keine Grenzen
Lew Dawidowicz Bronstein vel Trocki: ''Należy wysunąć hasło rewolucyjnego unicestwienia państwa narodowego. Domowi wariatów kapitalistycznej Europy, trzeba przeciwstawić program Socjalistycznych Stanów Zjednoczonych Europy, jako etap na drodze do Zjednoczonych Stanów całego świata''.
Odpowiedz cytując
Wilku
lupus albus
 
 
Od: 09.2003

Offline

Ignoruj użytkownika Pomoc
#12
Stary 14.07.2008, 08:18
Dzisiaj 14 lipca - rocznica Rewolucji Antyfrancuskiej i praźródła komunizmu i innych -izmów mających setki tysięcy, jak i milionów na sumieniu.


W takim dniu warto pamiętać o pierwszym ludobójstwie nowoczesnej historii jakie miało miejsce w Wandei :"W wyniku prowadzonej brutalnej pacyfikacji, w Wandei wojska rewolucyjne wymordowały od 120 do 400 tys. powstańców i ludności cywilnej."


Cytat:
1 sierpnia 1793 Komitet Ocalenia Publicznego nakazał bezwzględnie spacyfikować zbuntowany departament, zalecając aby wymordować wszystkich jego mieszkańców.
http://pl.wikipedia.org/wiki/Wojny_wandejskie



Tristan, Scytowie, Niniwa 2, Prawicowe czytanki, St. Michalkiewicz, NSZ, Keine Grenzen
Lew Dawidowicz Bronstein vel Trocki: ''Należy wysunąć hasło rewolucyjnego unicestwienia państwa narodowego. Domowi wariatów kapitalistycznej Europy, trzeba przeciwstawić program Socjalistycznych Stanów Zjednoczonych Europy, jako etap na drodze do Zjednoczonych Stanów całego świata''.
Odpowiedz cytując
mb_1906
Senior Member
 
Od: 10.2005

Offline

Ignoruj użytkownika Pomoc
#13
Stary 14.07.2008, 09:21
Wilku napisał(a):Wyświetl post
W takim dniu warto pamiętać o pierwszym ludobójstwie nowoczesnej historii jakie miało miejsce w Wandei :"W wyniku prowadzonej brutalnej pacyfikacji, w Wandei wojska rewolucyjne wymordowały od 120 do 400 tys. powstańców i ludności cywilnej."
Warto tu wspomnieć o tym, że gdy rewolucjonistom zaczęło brakować amunicji, to uśmiercali wandejskich jeńców w ten sposób, że jeńcy byli prowadzeni na statki, które następnie były zatapiane w Atlantyku w okolicach Nantes. Moim zdaniem przypomina to fabryczny sposób mordowania znany z opowieści o komorachgazowych, ale o tym fakcie mało kto wie.
Ostatnio edytowane przez Wilku : 14.07.2008 o godz. 09:31.
Odpowiedz cytując
Zbychu
Senior Member
 
 
Od: 11.2006
Skąd: historycznie z Małopolski

Offline

Ignoruj użytkownika Pomoc
#14
Stary 15.07.2008, 12:57
Kiszczak śledził żołnierzy generała Andersa

Cytat:
Czesław Kiszczak, były szef MSW i jeden z najważniejszych aparatczyków PRL, tuż po wojnie śledził i rozpracowywał żołnierzy Polskich Sił Zbrojnych - wynika z opublikowanych właśnie katalogów IPN. Instytut ujawnił szczegóły z przeszłości około 2300 esbeków, w tym także tych z najwyższej półki.

W katalogach IPN oprócz ponad 2000 tysięcy funkcjonariuszy SB znalazło się także 512 osób z kierownictwa PZPR i władz PRL, oraz ponad 600 osób rozpracowywanych przez bezpiekę. Późniejszy generał Czesław Kiszczak jako młody oficer tuż po zakończeniu II wojny światowej znalazł się w Anglii, gdzie szpiegował żołnierzy Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie. Interesował się szczególnie tymi, którzy mieli zamiar wracać do Polski.

Po świecie najeździł się też Zenon Płatek, który swego czasu kierował grupą zajmującą się zwalczaniem kościoła katolickiego w Polsce. W latach siedemdziesiątych kursował do Bułgarii, Czechosłowacji, Węgier i ZSRR, a jak napisano w dokumentach, od 1986 roku do roku 1990 pracował w "grupie operacyjnej w Czechosłowacji".

Według nowej ustawy lustracyjnej, która 15 marca 2007 roku weszła w życie, IPN miał publikować katalogi osób pełniących funkcje publiczne; osób rozpracowywanych przez tajne służby PRL; funkcjonariuszy aparatu bezpieczeństwa oraz osób zajmujących wysokie stanowiska w PRL. W ubiegłym roku IPN opublikował pierwsze katalogi osób publicznych - prezydenta RP, premiera i marszałków obu izb parlamentu, RPO, członków władz IPN, szefów prokuratur i sędziów.
http://www.dziennik.pl/wydarzenia/ar...a_Andersa.html
By dostawać więcej od życia, dawaj więcej od siebie.
Odpowiedz cytując
Zbychu
Senior Member
 
 
Od: 11.2006
Skąd: historycznie z Małopolski

Offline

Ignoruj użytkownika Pomoc
#15
Stary 20.07.2008, 16:07
Myśle że osoby interesujące się historią film szczególnie zaciekawi więc tu zapodaje.


Pasażerka (1963)

20 lipca, Niedziela
23:40 TVP 1 dramat psychologiczny wojenny



Cytat:
Przystępując do pracy nad "Pasażerką", ekranizacją powieści Zofii Posmysz pod tym samym tytułem, Andrzej Munk jeszcze raz wracał do tematu wojny i okupacji, ale w sposób odmienny niż zwykle. Akcja filmu rozgrywa się na dwóch płaszczyznach czasowych: współcześnie i - w obszernych partiach retrospektywnych - podczas wojny, w obozie koncentracyjnym w Oświęcimiu. Tragiczna śmierć reżysera 20 września 1961 r. przerwała zdjęcia. Munk zdążył zrealizować tylko tę drugą, retrospektywną część, a właściwie zbiór scen, które miały być przeplecione z partiami rozgrywającymi się współcześnie na pokładzie transatlantyckiego statku pasażerskiego. Po śmierci Munka żaden z jego kolegów nie zdecydował się dokończyć za niego dzieła. Podjęto natomiast próbę scalenia, powiązania gotowych już fragmentów w jednorodną całość. Zadanie to wykonał bliski współpracownik Munka, Witold Lesiewicz. Komentarz objaśniający zamysł całości przygotował Wiktor Woroszylski. Film wszedł na ekrany w 1963 r., budząc duże zainteresowanie. Zaprezentowany w 1964 r. na festiwalu w Cannes, został przyjęty z ogólnym podziwem, uhonorowany nagrodą FIPRESCI i wyróżnieniem honorowym jury. W tym samym roku otrzymał również nagrodę Stowarzyszenia Dziennikarzy Włoskich na festiwalu w Wenecji. Do dziś "Pasażerka" pozostaje najbardziej chyba znanym poza granicami kraju i najwyżej cenionym filmem tego twórcy. Przedstawiony w filmie świat obozów koncentracyjnych, a co za tym idzie spojrzenie na faszyzm, jest w całości dziełem Munka: zarysowany oszczędnymi środkami, pozbawiony scen szczególnie jaskrawych, szokujących okrucieństwem. Reżyser przypisuje zbrodnię raczej systemowi hitlerowskiemu niż intencjom jednostek. Dziwny i niejednoznaczny w jego ujęciu jest także związek między bohaterkami - esesmanką Lizą i jej krnąbrną pupilką Martą. Wyjaśnienie mogła zapewne przynieść część współczesna: konfrontacja kata i ofiary po latach, ale ta część nie zdążyła już powstać. W tłumie turystów zapełniających pokład transatlantyckiego statku znajduje się niemieckie małżeństwo, Walter i Liza. Oboje niewiele wiedzą o swej przeszłości, ale tworzą harmonijny związek. W jednym z portów, do których zawijają podczas rejsu, na statek wsiada kobieta, która przypomina Lizie kogoś, kogo poznała przed laty, służąc w kobiecych formacjach SS w Oświęcimiu. Falą wspomnień wraca do Lizy obozowa przeszłość, a wraz z nią pamięć o jednej z więźniarek, na której Liza wypróbowywała esesmańskie metody "wychowawcze". Ale Marta, bo tak nazywała się więźniarka, nie dała się złamać. Wydawało się, że zginęła... [PAT]
http://www.filmpolski.pl/fp/index.php/122073
By dostawać więcej od życia, dawaj więcej od siebie.
Odpowiedz cytując
sambo
dziarski chłop
 
Od: 04.2005

Offline

Ignoruj użytkownika Pomoc
#16
Stary 22.07.2008, 21:21
- Spróbujmy ten czas ocenić uczciwie, nie zapominając o tym, że bez PKWN nie byłoby polskiego Sierpnia, Lecha Wałęsy, Okrągłego Stołu, pierwszej bezkrwawej rewolucji, a efekcie - zgonu imperium zła- tokował w Lublinie działacz tamtejszego SLD, Piotr Zawrotniak

http://fakty.interia.pl/news/uczcili...116?source=rss

To jest moim zdaniem bardzo poprawna i właściwa interpretacja dziejów.
"Zachowanie się publiczności krakowskiej, a raczej zwolenników Cracovii na ostatnich jej meczach, stało się naprawdę skandalicznem. Tylko ten sędzia jest dobry, sprawiedliwy i obiektywny, który jej dogadza, każdy inny jest "kaloszem", "papuciem", "zbrodniarzem". Doprowadziło to do najzwyklejszego terroru. " Tygodnik Sportowy rok 1924, nr 43
Odpowiedz cytując
Zbychu
Senior Member
 
 
Od: 11.2006
Skąd: historycznie z Małopolski

Offline

Ignoruj użytkownika Pomoc
#17
Stary 23.07.2008, 12:26
Bez II Wojny Światowej Henryk Dobrzański pewnie też by nie został pośmiertnie odznaczony Złotym Krzyżem Virtuti Militari...
http://pl.wikipedia.org/wiki/Henryk_Dobrzański
By dostawać więcej od życia, dawaj więcej od siebie.
Odpowiedz cytując
kalashnikov2
Senior Member
 
Od: 02.2008

Offline

Ignoruj użytkownika Pomoc
#18
Stary 23.07.2008, 12:30
Zbychu napisał(a):Wyświetl post
Bez II Wojny Światowej Henryk Dobrzański pewnie też by nie został pośmiertnie odznaczony Złotym Krzyżem Virtuti Militari...
http://pl.wikipedia.org/wiki/Henryk_Dobrzański
Tylko że chyba nikomu z prawicowców by do łba nie strzeliło by takie rzeczy wypisywać na poważnie. Ja nie wiem co oni w tym Lublinie pili. Czyżby Palikot obsługiwał gastronomię?
Ostatnio edytowane przez kalashnikov2 : 23.07.2008 o godz. 12:33.
Odpowiedz cytując
@lek
Senior Member
 
 
Od: 05.2007
Skąd: Za góraami, za lasami...

Offline

Ignoruj użytkownika Pomoc
#19
Stary 02.08.2008, 15:19
Z innej beczki.
Rozpoczeły się obchody kolejnej rocznicy Powstania Warszawskiego. I bardzo dobrze bo to bardzo ważne by pamiętać o bohaterstwie poległych ITP, ITD.
Mimo wszystko było to powstanie przegrane.

I tu pytanie do forumowiczów:
czy wiecie które powstanie w historii Polski było udane?
To jest pytanie do Waszej wiedzy ogólnej, czy wiesz, nie chodzi mi o to by w google wpisać i szukać tylko CZY WIESZ.

Ciekawi mnie czy mieliście to na historii, bo zdaje mi się ze coraz częściej na tych lekcjach mówi się o głównie polskich porażkach.
O-D-D-A-W-A-J---K-R-E-W---! =>WEJDŹ!<=

Odpowiedz cytując
Wilku
lupus albus
 
 
Od: 09.2003

Offline

Ignoruj użytkownika Pomoc
#20
Stary 02.08.2008, 15:30
Wielkopolskie, i właściwie w jakims tam stopniu częsciowo Śląskie.

Tristan, Scytowie, Niniwa 2, Prawicowe czytanki, St. Michalkiewicz, NSZ, Keine Grenzen
Lew Dawidowicz Bronstein vel Trocki: ''Należy wysunąć hasło rewolucyjnego unicestwienia państwa narodowego. Domowi wariatów kapitalistycznej Europy, trzeba przeciwstawić program Socjalistycznych Stanów Zjednoczonych Europy, jako etap na drodze do Zjednoczonych Stanów całego świata''.
Odpowiedz cytując
sambo
dziarski chłop
 
Od: 04.2005

Offline

Ignoruj użytkownika Pomoc
#21
Stary 02.08.2008, 15:37
no i wielkopolskie z 1806r.

Zastanawiłabym się nad częściowym 1905
"Zachowanie się publiczności krakowskiej, a raczej zwolenników Cracovii na ostatnich jej meczach, stało się naprawdę skandalicznem. Tylko ten sędzia jest dobry, sprawiedliwy i obiektywny, który jej dogadza, każdy inny jest "kaloszem", "papuciem", "zbrodniarzem". Doprowadziło to do najzwyklejszego terroru. " Tygodnik Sportowy rok 1924, nr 43
Odpowiedz cytując
Wilku
lupus albus
 
 
Od: 09.2003

Offline

Ignoruj użytkownika Pomoc
#22
Stary 02.08.2008, 15:45
sambo napisał(a):Wyświetl post
- Spróbujmy ten czas ocenić uczciwie, nie zapominając o tym, że bez PKWN nie byłoby polskiego Sierpnia, Lecha Wałęsy, Okrągłego Stołu, pierwszej bezkrwawej rewolucji, a efekcie - zgonu imperium zła- tokował w Lublinie działacz tamtejszego SLD, Piotr Zawrotniak

http://fakty.interia.pl/news/uczcili...116?source=rss

To jest moim zdaniem bardzo poprawna i właściwa interpretacja dziejów.
Proponuje wyobrazic sobie co by się działo jak u Żab świetowano by rocznice powołonia kolaboracyjnego rządu Vichy, a u Norwegów rządu Quislinga..

Tristan, Scytowie, Niniwa 2, Prawicowe czytanki, St. Michalkiewicz, NSZ, Keine Grenzen
Lew Dawidowicz Bronstein vel Trocki: ''Należy wysunąć hasło rewolucyjnego unicestwienia państwa narodowego. Domowi wariatów kapitalistycznej Europy, trzeba przeciwstawić program Socjalistycznych Stanów Zjednoczonych Europy, jako etap na drodze do Zjednoczonych Stanów całego świata''.
Odpowiedz cytując
Ogryzek
Senior Member
 
 
Od: 03.2004
Skąd: Pod koniec VIII wieku powstało państwo Wiślan. Stolicą Wiślan jest Kraków

Offline

Ignoruj użytkownika Pomoc
#23
Stary 03.08.2008, 00:02
Taki wywiad a propo dyskusji o sens wybuchu Powstania Warszawskiego.

http://infopatria.pl/index.php/artykul/11/0/166
„Pierwotnie polską barwą narodową był »karmazyn« uważany w średniowieczu za najszlachetniejszy z kolorów. Wykorzystywany był on jako symbol dostojeństwa i bogactwa. Z uwagi na cenę barwnika potrzebnego do uzyskania tego koloru mało kto mógł sobie na niego pozwolić...
Odpowiedz cytując
Football Sorceress
Senior Member
 
Od: 03.2006

Offline

Ignoruj użytkownika Pomoc
#24
Stary 26.08.2008, 22:35
Nic ostatnio mnie bardziej nie wkurza niż nazywanie Rosjan "ruskimi". W dodatku ci, którzy to głoszą, myślą, że obrażają Rosjan A przecież wiadomo, że zanim powstało Księstwo Moskiewskie istnieli już Rusini i język ruski Kijów był zwany macierzą grodów ruskich. Tymczasem Rosjanie nie zasłużyli sobie, żeby przypisywać im splendor Rusi, której byli małą częścią!
Odpowiedz cytując
AYALA
Senior Member
 
Od: 07.2006

Offline

Ignoruj użytkownika Pomoc
#25
Stary 08.09.2008, 13:26
zmarł jeden z zomowców który został skazany na 3 i pół roku więzienia za Pacyfikacje Kopali Wujek w 1981 roku.54 letniego Edwarda R. znalazła martwego kobieta z którą mieszkał.Był zdrowy, gdy szedł spać ale sie już nie obudził a policja nie znalazła żadnych ran na jego ciele wskazujących na przyczyne zgonu.Dziś rano miał sie zgłosić do więzienia na odbycie 3,5 lat więzenia za udział w pacyfikacji kopalni Wujek w stanie wojennym.
Odpowiedz cytując
Geopijatyk-Fan Oderki
Junior Member
 
Od: 06.2008

Offline

Ignoruj użytkownika Pomoc
#26
Stary 01.10.2008, 17:00. 2 WW
Największym niebezpieczeństwem w XX wieq dla polski były Niemcy, a nie Rosja/ZSRS. Wyobraźmy sobie taką sytuację: 17 września 1939 nie napadają nas Sowieci. Armia niemiecka i tak by nas pokonała, nawet gdyby "wrzesień" miał potrwać do zimy. Niemcy zajmuja całą Polskę. Porozumują się z Ukraińcami, którzy we Lwowie tworzą marionetkowe państwo. Armia niemiecko - ukraińska uderza z rubieży znacznie dalej wysuniętych na wschód niż w czerwcu 1941. Ukraińcy w Kijowie i na południowej Ukrainie (tzn ci, którzy przeżyli głód na początq lat trzydziestych) witają wojska niemiecko - ukrainskie jak oswobodzicieli. po pewnym czasie pada Moskwa. Niemcy zaczynają realizować Generalostplan. Naród polski w ciągu kilqnastu/kilqdziesięciu lat przestaje istnieć. Naród litewski, białoruski, ukraiński, estoński, łotewski etc też, bo wersja Himmlera granicy polskiej na Dnieprze (a może i dalej) jest realizowana. Anglia i Ameryka nie interweniują.
Odpowiedz cytując
Zbychu
Senior Member
 
 
Od: 11.2006
Skąd: historycznie z Małopolski

Offline

Ignoruj użytkownika Pomoc
#27
Stary 10.11.2008, 12:29
Z okazji dnia niepodległości:

Teledysk Sabatonu
http://pl.youtube.com/watch?v=KBwwFsKTJGs


Film - Cud nad Wisłą (1921)
By dostawać więcej od życia, dawaj więcej od siebie.
Odpowiedz cytując
Wilku
lupus albus
 
 
Od: 09.2003

Offline

Ignoruj użytkownika Pomoc
#28
Stary 26.11.2008, 02:05
Dwie rzeczy związane z tym paskudnym miesiącem..

Dla miłośników tow. Ziuka..

Cytat:
RAZ o Piłsudskim: Plamy na pomniku
Plamy na pomniku

Przez dziesięciolecia zniewolenia w ramach narodowej psychoterapii zamienialiśmy nasze dzieje w zbiór czytanek. Wszystkie patologie tego myślenia o historii zbiegają się, niczym w soczewce, w postaci Józefa Piłsudskiego

Nie w tym problem, że Polacy nie znają swojej historii, ale w tym, że ta, którą znają, co chwilę się rwie. Wydarzenia, o których chcemy pamiętać, wyskakują z mroku nicości nagle, z przyczyn nikogo nieinteresujących, i kończą się bohaterskim akordem, po którym nie ma nic. Podobnie z jej bohaterami – pojawiają się znikąd i, jeśli nie mieli szczęścia paść na polu chwały, w nicości się roztapiają.

Książę Józef Poniatowski nie istnieje do roku 1792, potem szybko stacza kilka potyczek, inkasuje za nie Virtuti Militari i na kilkanaście lat znika, by pojawić się dopiero na czele idących na bagnety piechurów pod Raszynem. Kościuszko istnieje tylko do chwili, gdy pod Maciejowicami spada z konia; kilkanaście ostatnich lat życia litościwie usunięte zostało z narodowej historii. Podobnie jak wojskowa kariera Jana Henryka Dąbrowskiego do momentu, gdy stanął na czele legionów, albo Józefa Bema po przegranej powstania węgierskiego.

Bohater narodowego hymnu – pruski generał, wedle licznych relacji mówiący po polsku z akcentem gestapowców z serialu „Allo, allo”, albo poturczeniec, który dla wojskowej wiary wyrzekł się Boga i Najświętszej Panienki; to po prostu nie pasuje do zbioru czytanek, w który w ramach narodowej psychoterapii zamienialiśmy przez dziesięciolecia zniewolenia nasze dzieje.

Logika czytanek

Co jednak było zrozumiałe i wybaczalne w czasach kolonizacji, zdumiewa i budzi gniew w niemal 20 lat po odzyskaniu niepodległości. Tymczasem, tak jak w wielu innych dziedzinach, w naszym podejściu do historii przez te 20 lat nic się nie zmieniło. Nadal jest ona traktowana całkowicie instrumentalnie, podporządkowana bieżącym przepychankom politycznym i medialnym. Zakon jezuitów drukował kiedyś dla swych kaznodziejów tzw. egzempla – zbiory umoralniających historii czerpanych z dowolnych źródeł i traktowanych nader swobodnie. Podobną rolę pełni w naszej debacie publicznej historia, z której wedle potrzeb i uznania wycina się poszczególne wątki i postaci; dokonuje się wręcz jej partyjnego rozbioru, na mocy którego powstanie warszawskie staje się pisowskie, a Westerplatte platformerskie.

Fakt ten sam w sobie uznać by można za niezbyt istotny, za co najwyżej pewnego rodzaju śmiesznostkę toczonych nad Wisłą sporów – gdyby nie to, że logice czytanek podporządkowuje się badania historyczne, a zwłaszcza popularyzację. Strach przed naruszeniem zasad swoistej historycznej poprawności skłania badaczy, by omijać pewne postaci, a wydawców, by unikać jak ognia publikowania prac tych, którzy się na odwagę naruszenia stereotypu zdobyli.

Dotyczy to nie tylko historii najnowszej, której bohaterowie często wciąż jeszcze żyją i tworzą wpływowe lobby. Tu losy Cenckiewicza i Gontarczyka pokazują wyraźnie, że na rzetelne biografie Bronisława Geremka czy Jacka Kuronia musimy poczekać jeszcze co najmniej pół stulecia. Wszystkie patologie naszego myślenia o historii się zbiegają niczym w soczewce w postaci Józefa Piłsudskiego, postaci wielkiej współczesną niechęcią do tych, którzy go ongiś atakowali. Postaci ustawionej na cokole, ubrązowionej ponad wszelkie pojęcie. Jednym rekompensuje dzisiejsze niepowodzenia niepodległościowej orientacji, drugim służy za uniwersalną figurę retoryczną pozwalającą na przykład łatwo prześlizgiwać się nad winami Jaruzelskiego (bo przecież zamach majowy pochłonął więcej ofiar niż stan wojenny), czy bez analizowania źródeł unieważniać wszystkie niewygodne fakty z przeszłości Wałęsy (bo ten naród wredny zwykł opluwać wielkich, nawet Piłsudski nie miał lekkiego życia) – ale też bez silenia się na argumenty niszczyć porównaniem z nim wrogów (Kaczyńscy otwarcie nawiązują do sanacji i kultu Marszałka, widać, że chcieliby zniszczyć demokrację i powsadzać wszystkich do Berezy).

Rocznica non stop

Święto 11 listopada przynoszące regularnie erupcję rocznicowych czytanek o herosie bez skazy, który sam jeden przyniósł Polsce niepodległość, moglibyśmy ustanowić dniem marketingu historycznego. Piłsudski z rocznicowych tekstów przypomina Wałęsę z opowieści samego Wałęsy: wszystko wiedział najlepiej, wszystkiego dokonał, gołymi rękami, sam jeden obalił imperia, a wszyscy inni albo byli mu ślepo posłuszni, albo tylko psuli gigantowi jego wielkie dzieła.

Być może na rocznicę laurki są na miejscu. Tylko że w takim razie rocznica trwa u nas non stop. Do jakiego stopnia, dowiodło wielkie zmieszanie po wypowiedzi Normana Daviesa stwierdzającego oczywisty fakt, że Piłsudski władzę w odrodzonej Polsce zawdzięczał Niemcom i wręcz został przez nich do jej przejęcia wyznaczony. Gdyby rząd, a właściwie wojskowy wywiad niemiecki, nie wypuścił go z Magdeburga, czego bynajmniej czynić nie musiał, i nie podstawił pociągu do Warszawy (jak, nie przymierzając, Leninowi), to by się w stolicy ukształtował inny rząd przejmujący władzę nad funkcjonującymi już przecież od pewnego czasu polskimi organami administracji i „polnische Wehrmacht”.

Można oczywiście się zastanawiać – a problem jest pasjonujący – na ile powstały bez Piłsudskiego rząd, zapewne w znacznym stopniu powiązany z Dmowskim, poradziłby sobie z militarnymi wyzwaniami tamtego okresu i rewolucyjnymi nastrojami, które komendant postrzegany przez pryzmat pepeesowskiej przeszłości jakoś swą osobą łagodził. Hrabiemu Zamoyskiemu czy Grabskiemu konieczna w ówczesnej sytuacji współpraca z socjalistami wyszłaby zapewne gorzej.

Piłsudski prędzej czy później wszedłby do gry jako liczący się dowódca wojskowy, miał przecież za sobą oddanych legionistów i bojowców POW. Nie ma powodu przypuszczać, że zachowywałby się wówczas inaczej niż kilka lat wcześniej, gdy jako dowódca Pierwszej Brygady praktycznie nie uznawał nad sobą zwierzchności komendy Legionów, dając liczne dowody warcholstwa i niezdolności do współpracy z innymi politykami czy oficerami, choćby najszczerzej pragnącymi polskiej niepodległości, ale mającymi czelność inaczej oceniać sytuację. Można więc powiedzieć, że wybierając w swoim interesie Piłsudskiego jako mniejsze zło, Niemcy przy okazji wyświadczyli Polsce większe dobro. Ale nie ulega wątpliwości, że gdyby publicznie przypomniał ten fakt nie Norman Davies, ale profesor Jan Kowalski z któregoś z polskich uniwersytetów, byłby zawodowo i towarzysko skończony.

Rocznicowy Piłsudski przybywa 10 listopada z Magdeburga, można sądzić, że wydostawszy się z niego własnym przemysłem niczym hrabia Monte Christo, zostaje naczelnikiem państwa (z czyjej nominacji – któż by pytał) i odbudowuje nam ojczyznę. W przeciwieństwie do bohaterów przywołanych na początku niniejszego tekstu nie wyskakuje tak zupełnie z nicości ani w niej nie znika, bo wiemy, choć bez zbędnych szczegółów, że wcześniej tworzył polskie legiony, a jeszcze wcześniej miejską partyzantkę PPS. Wiemy też, że później podniósł rękę na demokrację i prawa człowieka, co już było mniej chwalebne, ale jednak uzasadnione, skoro jego niedemokratyczne rządy popierali wszyscy patroni dzisiejszego inteligenckiego salonu i skoro w ten sposób zamknął drogę do władzy uosabiającej wszelkie zło endecji.

Pomór oficerów

Wszystko, co ponadto, jest zbędne i nieobecne w dyskursie. Mija dziesięć lat od wydania książki Ryszarda Świętka „Lodowa ściana”, w której w sposób bardzo przekonujący – na ile mogę to stwierdzić jako amator – zebrane zostały poszlaki świadczące o wieloletniej współpracy Józefa Piłsudskiego z wywiadem Austro-Węgier. Książka wydana w niewielkim nakładzie, niewznawiana jest dziś białym krukiem i nikt się nie pokusił o zbicie poszlakowego, ale solidnie i logicznie uargumentowanego wywodu autora.

Jedyne polemiki, jakich się on doczekał, przypominały elaboraty dyskredytujące pracę badaczy archiwaliów dotyczących TW „Bolka”: nie ma podpisu Piłsudskiego na żadnym zachowanym dokumencie, więc nie ma twardych dowodów, to po co o tym mówić. Zdumiewające jest to wymaganie twardych dowodów tam, gdzie wiadomo, że były one niszczone, a świadkowie poginęli w okolicznościach jednoznacznie wskazujących na polityczne skrytobójstwo. Dotyczy to nie tylko śmierci generała Włodzimierza Ostoi-Zagórskiego, który jako swego czasu oficer c.k. wywiadu zamordowany został najprawdopodobniej dlatego właśnie, że zbyt wiele wiedział o sprawach z naszego dzisiejszego punktu widzenia łatwo wybaczalnych, ale w ówczesnej mentalności się niemieszczących, a w realiach politycznych po zamachu śmiertelnie dla dyktatora niebezpiecznych.

Sprawa Ostoi-Zagórskiego stała się głośna wskutek fuszerki zbrodniarzy i zbiegu okoliczności, które udaremniły planowanie upozorowania rzekomej ucieczki generała za granicę. Co najmniej kilkunastu wyższych oficerów Wojska Polskiego, jak również szereg świadków związanych ze zniknięciem Zagórskiego, pada w tym samym czasie ofiarą tajemniczych wypadków, zatruć pokarmowych, wreszcie mordów, wedle oficjalnej wersji, bandyckich. Szczególny pomór pada na tych, którzy mieli nieszczęście stanąć Piłsudskiemu na drodze w okresie Legionów. Skądinąd wiadomo, że pogłębiająca się z wiekiem nienawiść dyktatora do ówczesnych rywali przybierała formy obsesyjne i kompromitujące; miał na przykład zażądać od swych oficerów, aby podczas jednej z uroczystości pod Grobem Nieznanego Żołnierza otoczyli Sikorskiego, pozbawionego już wówczas jakiegokolwiek znaczenia, i obili go do krwi klamrami wojskowych pasów. Chyba nie jest to „endeckie opluwanie”, skoro przekazuje tę informację w swej autobiografii Jerzy Giedroyć, też przecież piłsudczyk. Obawiam się, że naruszająca tabu wielkiego marszałka praca Piotra Kowalskiego o generale Zagórskim, którą jako członek kapituły nagrody im. Józefa Mackiewicza miałem honor współwyróżnić za wysoki merytoryczny poziom i pionierską odwagę rozgrzebywania spraw, których ludzie rozsądni radzą nie rozgrzebywać, podzieli los „Lodowej ściany”. Odrzucona przez kilku wydawców, wydana ostatecznie w znikomym nakładzie przez niszową oficynę, zostanie najpewniej przemilczana, mimo że znakomita większość zestawionych w niej faktów dla wtajemniczonych historyków nie jest żadnym odkryciem. W końcu sprawa Zagórskiego podnoszona była wielokrotnie przez endeków, wykorzystywano ją także w antysanacyjnej propagandzie PRL, więc cokolwiek spotkało generała, w sumie tak, jakby mu się należało.

Nie wszystko komuna wymyśliła

Owo polowanie na świadków dawnych hańbiących powiązań urządzone po przejęciu władzy nie jest wszak jedyną plamą na honorze rocznicowo uwielbianego marszałka, podobnie jak nie wyczerpuje ich listy zmiażdżenie polskiego parlamentaryzmu, który mimo niedostatków konstytucji nie był bynajmniej beznadziejnie chory, pogwałcenie niezawisłości sądownictwa, proces brzeski i Bereza Kartuska ani cenzura włącznie z żenującym prawem przewidującym surowe kary za uwłaczanie jego czci.

Oczywiście prawo to ogłoszone zostało już po śmierci Marszałka, ale właśnie ono dobitnie pokazuje, jakiej, nie sposób tego nazwać inaczej, bandzie oprychów oddał on Polskę we władanie. Silni wobec zaatakowanych bojówką bezbronnych ofiar (warto jednak pamiętać o wybitym oku Nowaczyńskiego, czy skatowanym omal na śmierć Dołędze-Mostowiczu) w obliczu atakujących Niemców sanacyjni oficerowie na wyprzódki uciekali do Zaleszczyk, nierzadko pozostawiając – za co Rydz-Śmigły nie zechciał nikogo ukarać – powierzone ich dowództwu oddziały. Degeneracja obozu sanacyjnego to temat na opowieść naprawdę nieprzyjemną i nie jest wystarczającym powodem utrzymywania tabu fakt, iż o jej przejawach tak chętnie pisała peerelowska propaganda, nie wszystko bowiem jej funkcjonariusze zmyślili. Degeneracji tej zaś nie byłoby, gdyby nie szczególne zachowanie Piłsudskiego, który zdobywszy władzę dyktatorską, zwolnił się z jej sprawowania, pozostawiając sobie jedynie przyjemność rugania od czasu do czasu niespełniających jego oczekiwań nominatów, i przestawiania ich po państwowych stołkach. W praktyce zajmował się tylko sprawami wojska, zresztą ze złym dla Polski skutkiem, gdyż jako człowiek nieuznający żadnej cudzej opinii, a przy tym całkowicie zamknięty w myśleniu poprzedniej epoki, do śmierci blokował rozwój lotnictwa i broni motorowo-pancernej, na nadrobienie czego nie wystarczyło już potem czasu.

Do historycznego rachunku dopisać też trzeba Piłsudskiemu podporządkowanie państwa ludziom przeważnie niekompetentnym, co szczególnie źle odbiło się na gospodarce (wysławiany Eugeniusz Kwiatkowski budził taką nieufność, że względną swobodę działania uzyskał dopiero pod koniec rządów Piłsudskiego) poddanej doktrynie etatyzmu. Budzące z dzisiejszego punktu widzenia znacznie większy szacunek koncepcje oparte na wolnym rynku i rozwijaniu rodzimej przedsiębiorczości, szczególnie drobnej, jakie reprezentował np. Rybarski i inni endeccy ekonomiści, w demokracji parlamentarnej być może zostałyby zrealizowane i sprawiłyby szybsze wyjście Polski z kryzysu oraz jej zauważalny rozwój. Pod rządami weteranów Organizacji Bojowej PPS musiały pozostać teoretyczną ciekawostką.

Wbrew rocznicowym czytankom, odzyskanie niepodległości nie było cudem. Było uwieńczeniem starań wielu małych i wielkich, było zasługą całego pokolenia działaczy, polityków, bojowników, o pośrednich zasługach pokoleń poprzednich nie wspominając. Sposób, w jaki je dziś obchodzimy – w ślad za sanatorami, którzy dopiero po śmierci Piłsudskiego i w ścisłym związku z tworzoną wokół niego aurą ojca ojczyzny to święto ustanowili – napawa smutkiem. Jest bowiem dowodem, że w kraju o tak wątłych elitach i tak niewielkim szacunku dla siebie, co się przekłada na skłonność do irracjonalnego zawierzania charyzmatycznym wodzom i potrzebę zastępowania zbyt trudnej rzeczywistości mitologią, każdy sukces można sfałszować i przypisać jednemu środowisku, a potem jednemu uosabiającemu je przywódcy. Jest to nauka tyleż smutna, co, niestety, bardzo dziś aktualna.

Rafał A. Ziemkiewicz
http://www.rp.pl/artykul/222966.html

Cytat:
ROMAN DMOWSKI I JEGO WSPÓŁPRACOWNICY - nowa pozycja o przywódcy Narodowej Demokracji
Roman Dmowski wskrzesiciel Niepodległej Polski – główny autor sukcesu delegacji polskiej podczas rokowań pokojowych kończących I wojnę światową na paryskiej konferencji jest nadal postacią historyczną mało znaną szerokiemu ogółowi społecznemu, przez co różne liberalno-lewicowe ośrodki nadal kreują czarną legendę przywódcy Narodowej Demokracji narzucając mu łatkę faszysty, antysemity, szowinisty.

Konferencja zorganizowana przez Instytut Historii Uniwersytetu Opolskiego, opolski oddział Polskiego Towarzystwa Historycznego i Miejską Bibliotekę Publiczną w Opolu „Roman Dmowski i jego współpracownicy” była pierwsza tak poważną sesją naukową poświeconą temu mężowi stanu. Akces na konferencję zgłosiło 37 historyków z niemal wszystkich ośrodków naukowych Polski,
Do Opola przybyło 29 prelegentów, a mimo to program konferencji był bardzo obszerny i ciekawy dla konesera tematu. Na konferencji wystąpili znani i utytułowani badacze dziejów obozu narodowego, między innymi biograf Romana Dmowskiego prof. Krzysztof Kawalec, prof. Teresa Kulak, prof. Bogumił Grott, dr hab. Henryk Lisiak jak również młoda generacja historyków wśród których wystąpił redaktor portalu Infopatria.Pl Rafał Dobrowolski, a także Przemysław Kołtun, Jacek Misztal, Patryk Tomaszewski.

W dniu 6 grudnia w Sali Senatu UO konferencję otworzył dr Marek Białokur (autor biografii Joachima Bartoszewicza), po czym przekazał głos Rektorowi Uniwersytetu J.M. prof. Stanisławowi Nicieji. Rektor zebranym pokrótce przedstawił historię Opolskiej Alma Mater. Następnie głos zabrał w imieniu gospodarza miasta Pan Arkadiusz Karbowniak – Zastępca Prezydenta Miasta Opole, który wymienił główne zasługi bohatera opolskiej konferencji. W tym miejscu należy podkreślić dużą pomoc jaką w organizacji sesji udzielił Urząd Miasta, a w szczególności osobiste zaangażowanie prezydenta Karbowiaka. Po powitaniu przez gospodarza miasta, ponownie głos zabrał prof. Stanisław Nicieja, który zarysował sylwetkę czołowego działacza obozu narodowego z Lwowa Zdzisława Stahla, którego matka była repatriantką i po II wojnie światowej osiadła na Śląsku Opolskim, a sam bohater wykładu został pochowany w Strzelcach Opolskich.




Nie ma miejsca tutaj na referowanie wszystkich prelekcji, jednak warto przytoczyć najciekawsze tezy i zagadnienia jakie były poruszane podczas konferencji.

Kwestię stosunku do religii i wiary katolickiej zarówno samego Dmowskiego jak i pozostałych działaczy obozu politycznego Pana Romana omówili prof. Bogumił Grott, prof. Jarosław Macała oraz dr Tadeusz Krawczak przedstawiając problem z różnych perspektyw. Wszyscy prelegenci byli zgodni, iż mimo pozytywistycznych korzeni obozu narodowego, kiedy powszechny był indyferentyzm religijny, polscy narodowcy nigdy w odróżnieniu od nacjonalistów z innych państw nie przejęli postawy wrogiej wobec Kościoła i religii. Wskazali także na zwrot ku tomizmowi polskich narodowców w okresie II Rzeczpospolitej.

Warto także zatrzymać się na wystąpieniu poznańskiego badacza dra hab. Henryka Lisiaka (Romana Dmowski w świetle Dariusza Jerzego Drobnika), który ukazał osobę Romana Dmowskiego nie jako męża stanu, przywódcę, polityka, ale osobę prywatną, którą Drobnik znał ze wspólnych herbatek, obiadów odsłaniając zarówno zalety jak i wady charakterologiczne Pana Romana. Natomiast dr Marek Białokur ukazał mało znane kulisy działalności Dmowskiego i jego współpracowników podczas paryskiej konferencji pokojowej (1919-1920). Prof. Krzysztof Kawalec przedstawił stan najnowszych badań oraz nowoodkrytych źródeł dotyczących działalności Romana Dmowskiego. Dr Jan Sielezin omówił zagadnienie dotyczące obrazu Dmowskiego ujawniającego się w syntezach historii i podręcznikach szkolnych.

Spośród działaczy narodowych i współpracowników Dmowskiego przedstawiono sylwetki Jana Ludwika Popławskiego (prof. Teresa Kulak), Zdzisława Stahla (prof. Stanisław Nicieja), Tadeusza Bieleckiego i Emila Rojaka (prof. Stanisław Kilian), Tadeusza Romera (dr Beata Szubtarska), Zygmunta Wasilewskiego (mgr Lech Twardowski), Jana Rembielińskiego (mgr Jacek Misztal), Wincentego Jordana Rozwadowskiego (dr Mariusz Patelski), Adama Doboszyńskiego (mgr Przemysław Kołtun), Marii Holder Eggerowej (dr Piotr Gołdyn), natomiast Rafał Dobrowolski omówił relacje łączące osobę Romana Dmowskiego z młodzieżą obozu narodowego.

Ciekawy był dwugłos dotyczący postaw narodowców po 1945 roku prof. Krzysztofa Tarki i Jana Engelgarda (redaktor naczelny „Myśli Polskiej”). Jan Engelgard wskazał, iż nie wszyscy narodowcy przyjmowali postawę niezłomnych i teorię dwóch wrogów. Kierownictwo SN dbając o biologiczną tkankę narodu wzywało do zaprzestania działań zbrojnych przeciwko sowietom oraz podkreślali doniosły w dziejach Polski fakt odzyskania ziem na Odrze i Nysie Łużyckiej.

Reasumując konferencja naukowa „Roman Dmowski i jego współpracownicy” jaka miała miejsce w Opolu w dniach 6-7 grudnia 2007 roku była profesjonalnie zorganizowana. Duża ilość dobrze pod względem merytorycznym przygotowanych wystąpień daje iskierkę nadziei, iż stopniowo będzie się odchodzić od czarnego obrazu Romana Dmowskiego i znajdzie on godne miejsce w ojczystej historii. Będący na konferencji senior obozu narodowego Tadeusz Radwan zwrócił uwagę na bulwersujący fakt, iż w tym roku podczas centralnych obchodów święta niepodległości zorganizowanych przez Prezydenta Rzeczypospolitej dużo mówiono o działaniach komendanta Józefa Piłsudskiego, a nazwiska Romana Dmowskiego nawet nie raczono wymienić.
W OSTATNICH DNIACH WYSZEDŁ STARANIEM TORUŃSKIEGO WYDAWNICTWA ADAM MARSZAŁEK TOM PO-KONFERENCYJNY - W TOMIE ZOSTAŁY UJETE W DUKOWANEJ FORMIE ROZSZERZONE WERSJE WYGŁOSZONYCH PRZED ROKIEM W OPOLU REFERATÓW. PODAJE LINK DO PIERWSZEJ LEPSZEJ KSIĘGARNII
http://www.endecja.pl/wydarzenia/pokaz/314


i..
Dla przyd.... UE..

Ten "tekst" bez watpienia trza sobie chwalic... i sądze ze sobie chwala.

Cytat:
My, Stanisław August, z Bożej Łaski Król Polski, Wielki Książe Litewski et c., et c., et c.

Nie szukając w ciągu królowania naszego innych korzyści lub zamiarów, jak stać się użytecznym ojczyźnie Naszej, byliśmy także tego zdania, iż opuścić należy tron w okolicznościach, w których rozumieliśmy, że oddalenie Nasze przyłoży się do powiększenia szczęścia współziomków Naszych lub też przynajmniej umniejsza ich nieszczęścia; przekonani teraz, że pieczołowitość Nasza na nic się ojczyźnie Naszej nie przyda, kiedy nieszczęśliwa zdarzona w niej insurekcja pogrążyła ją w teraźniejszy stan zniszczenia, i rozważywszy, że środki względem przyszłego losu Polski koniecznie potrzebne z powodu naglących okoliczności, a od Najjaśniejszej Imperatorowej Wszech Rosji i innych sąsiednich mocarstw przedsięwzięte, jedynymi są do przywrócenia pokoju i spokojności współobywatelom Naszym, których dobro zawsze było najmilszym przedmiotem starań Naszych — postanowiliśmy przeto z przywiązania do spokojności publicznej oświadczyć, tak jako też niniejszym aktem najuroczyściej ogłaszamy, że wolnie i z własnej woli wyrzekamy się bez ekscepcji wszelkich praw Naszych do Korony Polskiej, do Wielkiego Księstwa Litewskiego i innych należących do nich krajów, jako też znajdujących się w nich posesji i przynależytości ; akt ten uroczysty abdykacji korony i rządu Polski w ręce Najjaśniejszej Imperatorowej Wszech Rosji składamy dobrowolnie i z tą rzetelnością, która postępowaniem Naszym w całym życiu kierowała. Zstępując z tronu, dopełniamy ostatniego obowiązku królewskiej godności, zaklinając Najjaśniejszą Imperatorową, ażeby macierzyńską swą dobroczynność na tych rozciągnęła, których królem byliśmy, i to wielkości Jej duszy działanie wielkim swym sprzymierzeńcom udzieliła. Akt niniejszy dla większego waloru podpisaliśmy i pieczęć nań Nasza wycisnąć rozkazaliśmy.

Działo się to w Grodnie dnia 25 listopada, a roku 32 panowania Naszego Stanisław August, król.
Ostatnio edytowane przez Wilku : 26.11.2008 o godz. 02:43.

Tristan, Scytowie, Niniwa 2, Prawicowe czytanki, St. Michalkiewicz, NSZ, Keine Grenzen
Lew Dawidowicz Bronstein vel Trocki: ''Należy wysunąć hasło rewolucyjnego unicestwienia państwa narodowego. Domowi wariatów kapitalistycznej Europy, trzeba przeciwstawić program Socjalistycznych Stanów Zjednoczonych Europy, jako etap na drodze do Zjednoczonych Stanów całego świata''.
Odpowiedz cytując
AYALA
Senior Member
 
Od: 07.2006

Offline

Ignoruj użytkownika Pomoc
#29
Stary 30.11.2008, 18:08
polecam wszystkim obejrzec sobie film na Discovery World "Opowieści z Zaświatów" o medycznym życiorysie Adolfa Hitlera.Eksperci medycyny sądowej ujawniają sekrety dyktatora takie jak upodobanie do sadomasochistycznych praktyk seksualnych i uzależnienie od narkotyków.Właściwie od połowy lat 30-tych Hitler był użależniony od amfetaminy i to w dużej mierze ona miała wpływa na jego zachowanie i rozpetanie 2 Wojny Światowej.W 1940 roku Hitler zdecydował sie uderzyc na Rosje bo dowiedział sie że ma jeszcze przed sobą 3 lata życia gdyż lekarze wykryli u niego chrobe Parkinsona a w tatmtych czasach nie było na to schorzenie neurologiczne lekarstwa
Odpowiedz cytując
puszek06
Banita
 
Od: 11.2008

Offline

Ignoruj użytkownika Pomoc
#30
Stary 30.11.2008, 19:37
Dla pasjonatów (i nie tylko) kryminalistyki Polecam "stulecie detektywów" - ksiażka Jurgena Thorwalda z 1968 (Polskie pierwsze wydanie to chyba 1992 rok) w genialny sposób prowadzi przez historie daktyloskopii, toksykologii,balistyki oraz medycyny sądowej. Głowne opisy to druga połowa XIX i pocz. XX wieku ale nie brakuje też starszych histoii i częstych nawiązań do starożytności. Czyta się to dość szybko z uwagi na dobry sposób pisania i frapującą fabułe a do tego w sposób znaczący poszerza wiedze z dzeidziny chemii,medycyny czy samej kryminalistki( plus inne)..
Odpowiedz cytując

Wstecz   Forum Kibiców Wisły Kraków > Inne > Hyde Park (moderowane)

Odpowiedź

Zasady wysyłania postów
You may not post new threads
You may not post replies
You may not post attachments
You may not edit your posts

BB code is Włączony
MordkiWłączony
[IMG] code is Włączony
HTML code is Wyłączone

Skok do forum


Wszystkie daty podane są w GMT +1. Aktualna godzina to 05:00.