Przy fakcie, że Jop pierwotnie znów miał być tymczasowym można z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością stwierdzić, że Królewski ponownie chciał wjechać tu z jakimś wynalazkiem z komputera, albo wrócić do kostarykańskiego patafiana i gdyby nie opór społeczności to prawdopodobnie znów tak by się to wszystko skończyło, więc niestety trzeba go jebać. Permanentnie i profilaktycznie, bo inaczej nic z tego nie będzie. Chłop bawi się Wisłą nie po to, żeby zrobić z nią wynik. Tylko, żeby zrobić wynik, którym udowodni, że koło jest kwadratowe, co w zasadzie otwarcie przyznał.
pi0tr3k94 napisał(a):

|
A o jakości asysty przy golu Rodado, niech najbardziej wymowny będzie fakt, że Bartuś celował wrzutkę na zupełnie innego zawodnika, a piłka wylądowała u Angela przypadkiem.
|
Nie do końca się zgodzę. Większość fikołków mających udowodnić, że Jop w niewiadomo jaki sposób odmienił drużynę to szukanie dziury w dupie i nie są ani zbyt logiczne, ani zbyt inteligentne. Jest jednak pewien aspekt, którego orędownicy 'niesamowitej przemiany' w ogóle nie zauważyli. Mianowicie sposób nie tyle dośrodkowań, co bardziej dostarczania piłki w pole karne z bocznych sektorów. Tydzień temu była dość ciekawa dyskusja na temat na jakiej wysokości strzelać, żeby maksymalnie utrudnić bramkarzowi interwencję. Ja zapytam inaczej. Na jakiej wysokości dograć piłkę w pole karne, żeby polskie drewno +190cm miało jak największy problem z jej neutralizacją i jak największą szansę na popełnienie przy tym błędu?
Pewną tendencję było już widać przy poprzedniej kadencji Jopa. Gramy dużo szczurów po ziemi. Często w ciemno cofamy spod końcowej w okolice 11stki/16stki. Na razie są duże problemy z domykaniem tego, ale są to zagrania zdecydowanie intencjonalne. Piłki grane wzdłuż bramki są często na wysokości do metra, przy tym bardzo mocno bite. Jeśli już trafi się coś co można nazwać dośrodkowaniem, to najczęściej jest to piłka, która ma spaść w piątkę pod nogi - vide wrzutka Jarocha i wykończenie Rodado. Pamiętacie pustaka Zwolaka z Odrą? Baena zagrał mocną piłkę po ziemi, którą obrońca miał w zasadzie na nodze, ale ewidentnie bał się, że jebnie swojaka i piłka przeszła do Zwolińskiego.
Reasumując. Dogrywamy w pole karne nie w sposób, który w pierwszej kolejności bezpośrednio ma dać nam potencjalną finalizacje, tylko szansę, że skomasowana obrona popełni jakiś błąd przy próbie neutralizacji tego zagrania. Teoretycznie mocno nieortodoksyjne, ale wbrew pozorom nie jest to coś co wymyślili Jop z Krecikiem, czy komputery Królewskiego. Wiecie kto był królem strzelców ostatniego Euro? Own Goal typ się nazwał, 10 bramek jebnął. Polecam kompilację tych goli i zwrócenie uwagi w jakich okolicznościach i przy jakich zagraniach padały.
https://www.youtube.com/watch?v=W2AOd1p-Cpg
Tradycyjnie pożyjemy zobaczymy, ale jest to coś co imo daje większą nadzieje na regularne łamanie autobusów przeciwnika niż wszystkie pomysły razem wzięte, które przerabialiśmy wcześniej.