krysztal napisał(a):

|
Można sobie przelecieć tematy meczowe i zobaczyc jaki wtedy był odbiór wydarzeń na boisku w potyczkach z płockiem czy górnikiem.Hyballiści udawali że dalej jest świetnie natomiast niektórzy juz wtedy zwracali uwagę że zaczyna się chujnia i powtórka z rozrywki.To nie w Bielsku jak wmawia nam między innymi Drozd zaczęła się słaba gra.To właśnie w płocku zaczęła się kopanina.Na początku rundy żarło bo drużyny takie jak jaga czy śląsk były w dołku a my faktycznie byliśmy kondycyjnie top ligi.Jak dla mnie to najlepszy mecz to ten z pogonią która była wtedy chyba liderem.Po nim już było tylko gorzej.
|
Na tym forum chyba nie ma Hyballistów. Są za to ludzie, którzy nie w nim upatrują główny problem Wisły. Gdybyś przeczytał uważnie artykuł Treli, który jest całkiem rzeczowy, zauważyłbyś stwierdzenie, że Hyballa poprawił parametry piłkarzy, ale i tak sprawił tylko, ze odstawaliśmy w mniejszym stopniu (a to już wynika z materiału ludzkiego, którym dysponujemy). Przykład z Górnikiem jest bardzo dobry, bo to drużyna, która przytłoczyła nas fizycznie, zresztą budowana z myślą, ze jak nie ma finezji, to przynajmniej trzeba zadeptać przeciwnika. Naszym problemem jest to, ze takich drużyn w ekstraklasie jest więcej, w dodatku większość z nich skupia się na przeszkadzaniu i wyczekiwaniu na błędy przeciwnika (a my potrafimy robić nie tylko fafrocle ale wręcz megafafrocle). Żeby z nimi regularnie wygrywać, albo musimy być lepsi pod względem fizyczności (a nie jesteśmy, Trela sugeruje coś przeciwnego) albo mieć piłkarzy o odpowiednich umiejętnościach. Nie ma takich teraz w klubie. Starzyński, Yeboah, Żukow, Savić i Plewka nigdy (w przypadku Starzyńskiego może nie nigdy, ale w najbliższym czasie) nie sprawią, że nasza gra będzie wyglądała dobrze przeciwko wybieganym koksom, których zadaniem jest wyłącznie przeszkadzanie i oczekiwanie na jeden albo dwa błędy Sadloka lub kogoś innego w meczu. Analogicznie, nie potrafiła robić tego Legia. Zanim nie pojawili się w niej lepsi, kreatywniejsi piłkarza (oczywiście w innych aspektach i tak przerastała nas o dwie długości), często od patrzenia na jej grę krwawiły oczy (mimo zdobywanych mistrzostw miała problemy podobne do nas, a może nawet większe, bo my przynajmniej mieliśmy swoje krótkotrwałe przebłyski).