serek.c2 napisał(a):

Większość ludzi, którzy świadomie brali kredyt w CHF nie narzeka, bo liczyli się z ryzykiem kursowym i w wielu przypadkach nadal mają niższe koszty kredytu, niż gdyby brali taką samą kwotę w PLN. Tyle tylko, że nie mówimy o ludziach świadomych, a tych, którym banki niejako wcisnęły kredyt w walucie...
Przy obliczaniu zdolności kredytowej w złotówkach wiele osób najzwyczajniej w świecie nie spełniało wymagań banków co do dochodów w stosunku do wysokości raty. I tu do akcji wkraczał kredyt we frankach, który gwarantował niższe oprocentowanie (dlaczego tłumaczyć chyba nie trzeba) co skutkowało niższą ratą kredytu i automatycznie zdolnością kredytową klienta. W wielu przypadkach doradcy bankowi nie informowali nieznających się na rzeczy klientów o ryzyku kursowym (trudno, klient powinien wiedzieć, co podpisuje), ale nie w tym cały problem.
Dlaczego banki udzielając kredytu we frankach przez lata nie miały wytycznych (rekomendacje KNF) odnośnie pozostawienia odpowiedniego "zapasu finansowego" przy obliczaniu zdolności kredytowej klienta starającego się o kredyt hipoteczny? Udzielano ludziom będącym na skraju zdolności kredytowej pożyczek w walucie obcej... przecież to musiało się tak skończyć. Dlaczego więc całą odpowiedzialność zrzuca się na nieświadomych klientów?
Inną sprawą jest to, o czym pisze picasso - kredyty denominowane, indeksowane... Banki tu nieuczciwie zarabiały - i nadal to robią. Chociażby na spreadzie.
|
W dużej mierze zgoda z przytoczonymi argumentami tyle, że to nie jest cały obraz sytuacji frankowiczów, którzy zaciągnęli kredyt zazwyczaj w latach 2004-2009 kiedy kurs CHF był niezwykle dla nich dogodny do zaciągania kredytu w tej walucie aż do piku CHF w lutym 2009, a także akcja kredytowa banków była rozkręcona do granic możliwości.
Sam z rynkiem nieruchomości mam styczność dopiero od 2008 kiedy tak naprawdę frank zaczynał wychodzić już z łask, a z początkami kryzysu ekonomicznego pojawiały się pierwsze symptomy spadków cen na rynku nieruchomości i powolne pękanie tej spekulacyjnej bańki.
Jeszcze na studiach miałem kilku kumpli, którzy właśnie w okolicach 2005-2006 dorobili się kroci, kupili mieszkania za gotówkę na wciskaniu kredytów walutowych, za które była wyższa marża niż za kredyt złotówkowy i dodatkowo banki premiowały najlepszych akwizytorów kredytowych.
Dlaczego? Dlatego, że trwała walka na noże na rynku nieruchomości, gdzie mieszkania schodziły na pniu, a przed drzwiami stała kolejka kilkunastu rodzin i często licytowano na klatce kto da więcej. Wtedy nikt nie myslał o tym, czy frank będzie drożał, dlatego że bez pomocy doradcy kredytowego wiadome było, że tylko we franku otrzyma się większą zdolność kredytową przy lepszym metrażu. Ani spread, ani przewalutowanie, ani płacenie frankiem z kantoru nikomu nie zaprzątały głowy.
Punktem kulminacyjnym była rekomendacja S z 2009 przygotowana przez KNF oraz spadające ceny mieszkań, które doprowadziły do wycofania kredytów frankowych z ofert banków.
http://www.google.pl/url?q=https://w...LSjrhkLV5GaOxQ