Panowie, nie mieszajmy ze sobą różnych systemów walutowych. Nie można jednocześnie mieć ciastko i zjeść ciastko. A tak zachowują się media, ludzie z piłkarskiej branży, działacze, piłkarze, Stanowskie i zwykli fani futbolu, którzy z natury i z wyboru są piłkami. Oceniają niedzielne wydarzenia z perspektywy zero-jedynkowej, bliskiej im i ja to rozumiem, nie mam o to do nich żalu, tak samo, jak nie mogę mieć pretensji do napisanych słów przez Brychczego. Szanuję je i w pełni respektuję. Ale też wszyscy "oni" nie przesiadują z nami na trybunach i nie jeżdżą na wyjazdy, wychowało ich boisko, a nie drewniane ławki. Ich światopogląd jest obdarty z istotnej dla nas bazy danych, z rdzenia w naszych mózgownicach, stąd ich ocenami nie powinniśmy się aż tak bardzo gorączkować. Powiedzieli wszystko to co musieli powiedzieć i wszystko to, co sami wiedzą. Kropka.
Jednak od kibiców oczekuję trochę większego spektrum informacji, zasobu wiedzy oraz wyrozumiałości. Światek kibicowski na przestrzeni dziesięcioleci wielokrotnie się zmieniał, wszyscy to wiemy doskonale. Zmieniają się stadiony, pewne zwyczaje, ale nie zmienia się w nas najistotniejszy z równań tej sumarycznej układanki - pierwiastek fanatyzmu, którego nie da się od tak po prostu wymazać, wykreślić z naszych łbów. Wszyscy, którzy nas wyzywają teraz od bydląt, zwierząt i bandytów uznali z dziwnych i bliżej mi nieznanych przyczyn, że wybudowanie nowych stadionów od razu eliminuje pewne zachowania. Otóż nie eliminuje, jedyne ogranicza. Jako kibice sami się wychowujemy, ale są pewne granice, których nigdy nie będziemy w stanie przekroczyć. Akcja na Jadze była właśnie tego przykładem. Klasyczną reakcją na stadionowe wydarzenia, stara jak świat, jak nasze kibicowskie korzenie, niczym zaskakującym, no, chyba, że weźmiemy pod uwagę okoliczności oraz infrastrukturę, wtedy tak, jest to pewnego rodzaju novum.
Do czego zmierzam. Otóż z perspektywy zarówno kibola, jak i piłkarskiego fana Legii, której jak każdy z was życzę jak najlepiej i tak samo jak wy pragnę jej wielkości oraz sportowej dominacji, nie mogę wiadomych wydarzeń ani skrytykować, ani też wyraźnie pochwalić. Uznaję więc, być może z wygody, że każdy kibic wychowany na Żylecie oraz na jej wartościach czuje tak samo. To właśnie odróżnia nas od pierwszej grupy, która wyzywa nas teraz od bandytów. Piszę "nas", mimo, że nie brałem udziału w szturmie na sektor Jagi, ale czuję się mentalnym reprezentantem tej szkoły. To nie jest żaden bandytyzm, nie jest także zezwierzęcenie jak to błyskotliwie wmawia wszystkim w swoim felietonie Stanowski (który chyba celowo udaje debila, bo doskonale wie jak to na trybunach od lat wygląda), to jest sól naszego kibicowania, szalenie kosztowna tym razem, oczywiście że tak, wszyscy to doskonale wiemy i będziemy wspólnie cierpieć, ale jednak. Jeśli więc ktoś stanowczo krytykuje niedzielne wydarzenia, podnosi też jednocześnie rękę na szeroko rozumiany ruch ultras, na zorganizowany doping na naszym stadionie, na oflagowanie Legii, oraz na wszystkie kibicowskie inicjatywy. To jest ze sobą nierozerwalne. Warto o tym pamiętać. Jeśli ktoś się z tym nie zgadza, patrzy nieco inaczej, ale czuje się częścią tego środowiska, musi okazać solidarność, albo się z tego wypisać. Po prostu. Nie ma stania pośrodku. Nie da się.
|