Arapaho napisał(a):

Żaden na tym forum ze zwolenników teorii że samolot poprostu spadł nie ustosunkował się do "prostych" pytań:
- czemu samolot nie zaczął odchodzic po komendzie
- czemu na wysokości 15 m ponad poziomem lotniska (nie terenu) padło zasilanie w samolocie skoro awarii ani zamachu ponoć nie było
- jakim cudem brzoza o średnicy ok.30cm ścieło skrzydło potężnego samolotu - http://lubczasopismo.salon24.pl/Smol...ia-w-brzoze-cd
- nawet jeśli-czy ścięcie 5 m skrzydła mającego całokowitą długość 37,5 m powoduje obrócenie samolotu ?
- jakim cudem jednocześnie zostało ścięte skrzydło i złamana brzoza?- z reguły żeby doszło do ścięcia jedna siła musi być wieksza od drugiej i wtedy albo jest ścięta brzoza albo jest scięte skrzydło- http://el.ohido.siluro.salon24.pl/27...sprawa-czesc-1
- załużmy - dla zwolennikow zwykłego wypadku- że jednak mimo braku zasilania samolot leci dalej i jednak traci skrzydło i robi obrót. Zgodnie z raportem MAK jest w kokpicie 5 osób w tym jedna nieprzypięta pasami. I co żadnego szumu w kokpicie nikt nic nie mówi? Słowo k....wa pojawa się na 1 sek.przed końcem zapisu.A powinna jedna osoba fruwac w kokpicie bo lecieli jeszcze kilkadziesiat metrów - http://fotoszop.salon24.pl/275449,odeszli-na-drugi-krag
- czemu piloci byli utwierdzani w przekonaniu że są na ścieżce i kursie
Ponieważ rozmawiamy merytorycznie - czekam na odpowiedzi moich adwesarzy i ich dowody, sugestie ( już parę miesięcy temu pisalem o tym i się nie doczekałem ale w zwiazku z wysypem w tym temacie zwolennkiów "normalnego" wypadku - może ktoś sie wypowie w innym duchu niż bezsensu, niemożliwe, oszołomy, czemu mieliby to robić itd.itp...
|
Ale jakich odpowiedzi wymagasz? Żaden spec od awioniki jeszcze nam się na forum nie objawił, a odpowiedzi "zdroworozsądkowe" można potłuc o kant dupy. Za to Ty stawiasz pytania jakbyś z fizyką i awioniką miał do czynienia na co dzień, lub opierasz się na pseudoanalizach anonimowych ludzi z salonu. Tym niemniej odpowiedzi na kilka z nich były już podawane do publicznej wiadomości lub wynikają ze zwykłych obliczeń na zwykłym kalkulatorze:
- samolot o masie tupolewa potrzebuje kilku sekund zanim silniki wygenerują odpowiedni ciąg. Mówił o tym jakiś pilot, wspomniał chyba o około 7-10 sekundach ale głowy nie dam. Biorąc pod uwagę, że nie lecieli nad płaskim terenem tylko ziemia niejako wyrastała im przed oczami, szybkość wznoszenia mogła być za mała w stosunku do ukształtowania terenu.
- lecieli jeszcze kilkadziesiąt metrów czyli ile konkretnie? Kilkadziesiąt czyli poniżej 100m tak? Jeśli podchodzili do lądowania z prędkością 200km/h to w ciągu sekundy pokonywali ok 55m. Rzeczywiście kupa czasu na "fruwanie w kokpicie"...
Na odpowiedzi na resztę Twoich pytań proponuję zaczekać do końca śledztwa komisji Millera, a w tym czasie powstrzymać się od wypisywania bzdur typu "rozpylony hel"....
P.S.
załÓżmy
edit: Żeby nie było niedomówień. Mnie ta katastrofa koło dupy nie lata i również interesuje mnie kilka kwestii, ale nie pytam o nie np. Ciebie bo wiem, że się na tym nie znasz i odpowiedzieć mi nie jesteś w stanie.