Borat napisał(a):

|
Mnie najbliżej jest do buddyzmu, który stanowi bardziej filozofię życia niż religię. Instytucji kościoła szczerzę nienawidzę uczęszczam tylko gdy muszę (ślub znajomych, chrzciny, komunie św. itp imprezy okolicznościowe).
|
Musisz? Czemu musisz? Możesz pójść na wesele, imprezę po chrzcinach/komunii, przyjść kiedy indziej, lub poczekać przed kościołem jak już wyjdą. Nikt z obecności w środku Cię nie rozlicza. Jak tak
nienawidzisz instytucji, to nie chodź. Ot i całą filozofia życia.
Prawda jest taka, że ludzie traktują religię jak supermarket - co sobie wezmę (zbawienie), to sobie wezmę (grzechów odpuszczenie), to nie jest złe i pasuje do wcześniejszych zakupów (wstawiennictwo świętych), to może było modne w zeszłym sezonie (post w post, piątki i inne okazje), a to to jakieś nieporozumienie, tego nigdy nie kupię (seks przedmałżeński). Albo wierzysz, ufasz i przestrzegasz - wtedy możesz uznawać się za katolika, chrześcijanina, muzułmanina, buddystę etc., albo wybierasz co chcesz, twierdzisz że wierzysz ufasz i przestrzegasz i jesteś hipokrytą.