o tym, dlaczego jest aż tak źle, nawet mi sie nie chce pisac, napisaliscie juz wszystko o naszej mentalności, o naszym systemie szkolenia, trawnikach, szkołach itd. itp.
ale narazie dalej mamy żenada olimpijską w wykonaniu Polaków. niby jesteśmy zauważalni, często nas widać w konkurencjach, no ale sz*urwa mać, widać to nawet reprezentantów Toga (medal!), nie wspominając już reprezentantów Kirgistanu, czy Wietnamu.
teraz, po 3 dniach to więcej niż 10 medali - które oczekiwałem - widzę przez bardzo gęstą mgłę. będzie ciężko, a teraz się zastanawiam, kto może zdobyć medal. bo zakładając czarny scenariusz (jak do tej pory), to w czwórce podwójnej ktoś może złamać wiosło, Blanik może raz źle wylądować, a Kołeckiego bolałaby głowa w dniu startu. tfu.
jeszcze co do ostatnich dwóch dni - źle, źle, ciągle źle. narazie pozytywy - postawa siatkarzy, którzy myśle, że są i będą w dobrej formie i... tyle? szlag człowieka trafia, albo się nasi kompromitują, albo jak już raz coś dobrze zrobią, wszyscy patrzą i myślą "może to właśnie to?" to za chwilę nadzieje zostają rozchwiane i wszystko wraca do normalności (vide: Szukiel, piłkarze ręczni, siatkarki, Krawczyk, dwójka kajakarzy...).
jutro dzień bez historii, oprócz startu naszych siatkarek, z ciekawszych rzeczy tylko chyba finał motylka panów (Korzeń). no i tak na koniec, optymistycznie - nasz debel w badmintona jest w 1/4 finału - jutro grają.
ps. zajebiście wkurzające jest to, że wszyscy(!) wznoszą się ponad wyżyny na IO, wiele sportowców bije swoje rekordy, rekordy kraju, rekordy świata, wiele dzięki olimpijskiemu duchowi, daje z siebie 200%. ale nie Polacy.