wolfy napisał(a):

Tak, jasne. Tylko weź pod uwagę, ile Moskal wprowadzał tą swoją genialną taktykę "ty do mnie, ja do ciebie" i nie porównuj z trenerem, który miał kilka meczy sparingowych i jeden ligowy, żeby ogarnąć drużynę. Są mniej zgrani i to oczywiste.
Jednak mimo gorszego zgrania paszę gramy podobną, mecz układa się niemal identycznie jak za Moskala i paru innych trenerów. Jak strzeliliśmy bramkę to oddajemy inicjatywę, przeciwnik na początku nieśmiało strzela, później atakuje coraz raźniej, nasi są już obsrani. Tracimy bramkę i wtedy zaczyna się chaos i anarchia.
Chwilę po tym jak zdobyliśmy gola byłem niemal pewien, że najwyżej ten mecz zremisujemy. Widziałem to już zbyt wiele razy.
|
Za Moskala graliśmy piłką.
Za Pawłowskiego biegamy sobie, a piłka po boisku lata sobie.
Przeważnie obok naszych kopaczy.
Tak. Ja też byłem pewny, że lada moment wpadnie bramka dla Łęcznej, ale nie dlatego, że naszym się odechciało i byli zadowoleni z jednego gola.
Raczej dlatego, że Łęczna operowała piłką dużo dojrzalej niż my, że jej piłkarze potrafili między sobą wymieniać podania i przesuwać się szybko z piłką do przodu. Całymi formacjami.
"Wiślacy" natomiast biegali jak zdekapitowane kurczaki, jak podwórkowa banda nie mająca pojęcia o rozgrywaniu piłki, o mądrym podchodzeniu pod pole karne, o szukaniu pozycji. Każdy biegł w inną stronę. Oddzielnie.
A w drugiej połowa była taka sytuacja, że nasi zaatakowali, przed polem karnym Łęcznej znalazło się czterech "wiślaków", ale kolejna formacja była jakieś 40 metrów z tyłu. W tej sytuacji lekkie dziubnięcie piłki przez obrońców Łęcznej wystarczyło do jej odebrania i uzyskania pozycji do ataku.