bardzo mądry post na weszło pod tekstem o Maaskancie:
Cytat:
|
Zespół kolegi mecz przegrał i kumple w rozpaczy bredzą o przeciwniku i kolorach. Wpiszcie do przepisów, że jak gra się przeciwko Wiśle i w takiej sytuacji strzela bramkę to ma być uznana, a jak się ją w podobnej traci to należy się wolny. Ten sędzia to ogólna rozpacz, ale tu dobrze przeczytał przepisy. Bramkarz się spóźnił i pajacował ustawiając się za plecami rywala, który prawidłowo go blokował. Jaliens nie wykonał żadnego ruchu wobec rywala po prostu wskoczył i asekurował wpadająca do bramki piłkę. To bramkarz ratował akcje i wskakując mu za plecy próbował sięgnąć piłki i ją chyba łapać zamiast wybijać. Ta bramka padła prawidłowo. Jagiellonia przegrała bowiem jej siła obrony nie potrafiła w końcówce meczu zrównoważyć siły ataku Wisły, zaś parę kontr spartoliła. I to pajacowanie Białostoczan kładzenie się polegiwanie na boisku a porównując to z kopaniem po nogach Wiślaków w pierwszej i drugiej połowie meczu na co zezwalał ten słabiutki sędzia bez kartek. Wisła może nie zagrał przez 90 minut olśniewająco, ale ostatnie 20 minut obu połów należało bezwzględnie do niej. Jaga cofała się w swoje pole karne od 25 minuty pierwszej połowy i od mniej więcej 65 minuty drugiej. Maaskant w końcówce meczu postawił na atak. i to zdecydowany. W sumie kontry rywali starali się powstrzymywać jedynie Jaliens, Chavez, Lamey i wysoko grający Wilk. Holender zaryzykował w ostatnich 20 minutach meczu i wygrał w polu karnym Jagi walczyło dwóch napastników z boku atakowali Iliev, Kirm wspomagani przez Pajlicia od środka przez Wilka i Gargułę. Michniecz powinien mieć pretensje do siebie oraz Frankowskiego , że en nie strzelił na 2-0 czy 2-1 a nie do sedziego. gdyby ten mecz prowadził dobry arbiter, to po 20 minutach meczu Grzyb i Kupisz mieli by żółtka a po 40 minutach do nich dołączyli by stoperzy i boczni obrońcy. Gra w kości kosztowała zdrowie Bunozy. Musicie się w tym portalu pogodzić z prostymi faktami Jagiellonia przegrała mecz, który zagrała bardzo dobrze, ale przegrała go bo to Maaskant miał w składzie osobowości chcące ten mecz wygrać. Garguła miał wejście smoka i pociągnął kolegów do zwycięstwa. jaga miała kila sytuacji, ale była nieskuteczna. Wisła miała sytuacje klarowne i parę z nich wykorzystała. Głównym winowajca jest bramkarz, który zawinił przy pierwszej i trzeciej bramce dla Wisły oraz niefortunni strzelcy Grzyb i Frankowski, którzy nie strzelili w sytuacjach oczywistych.
|