Przepraszam za użycie w poprzedniej wypowiedzi kalki ale dla kogoś kto interesuje się polską piłką "citkomania" wydaje się być czymś tak naturalnym jak woda dla ryby. Ale już tłumaczę: otóż piłkarz Marek Citko miał okres w swoim życiu kiedy grał całkiem nieźle w piłkę, czego zwieńczeniem był gol strzelony na Wembley Anglii (zresztą w przegranym meczu

). I chłop stał się absolutną ikoną pop kultury. Był wszędzie: gazety, radio, telewizja. On sam na początku podchodził do tego z pewnym entuzjazmem ale po pewnym czasie sam zaczął sobie zdawać sprawę że następuje pewne, powiedzmy, rozchwianie. Próbował się biedak jakoś od mediów odizolować ale oczywiście nie miał szans. Każdy publikator musiał mieć w codziennym wydaniu coś o Citce. Sprawa się skończyła gdy biedny chłopaczyna doznał kontuzji (zerwania achillesa o ile dobrze pamiętam). Parę miesięcy i chłop zaczął być prawie że anonimowy

.
A jeśli chodzi o Meliksona to wygląda na to że jest prawdziwym synem swego narodu

. Marketingowiec.Autopromocja na wysokim poziomie. Ale że inni w to wierzą
