
|
|||||||
| Hyde Park (moderowane) Pokój również moderowany, jednak tu nie trzeba mówić o piłce nożnej i kibicowaniu. Chcecie pogadać o czymś "niepiłkarskim" - wejdźcie tutaj. |
![]() |
|
|
Narzędzia tematu | Tryby wyświetlania |
|
Miodek
Od: 06.2004
Skąd: Dębniki
Offline |
#31
|
|
CO bym zrobiła? Hmm...Podejrzewam, że co innego każdy tu pisze, a co innego by zrobił w rzeczywistości.
Godzina to za mało, żeby spotkać się z przyjaciółmi i wspominać stare czasy, więc zapewne udałabym się na Reymonta, usiadła na miejscu dawnej Dziesiątki i tam wspominała najpiękniejsze chwile z tego miejsca i z całego życia. I w ten sposób czekałabym na koniec. Oczywiście biorąc pod uwagę, że ten koniec świata oznaczałby po prostu KONIEC. Nie żadne wojny czy inne takie tylko krótko i bezboleśnie. Świat znika, ewentualnie wybucha. W innym przypadku rozważyłabym opcję, którą już ktoś wcześniej zaproponował. Wspiąć się na dach sektora i skoczyć. Albo sprawdzić jak to jest rozpędzić się na motorze do swojego rekordu prędkości i zjechać na lewy pas. Jednak wiadomo, że to jest tylko takie gadanie. W rzeczywistości każdy po takiej wiadomości by panikował (zakładając oczywiście, że nie ma opcji "nie wierzę, bo to z Onetu"). Połowa by siadła i się rozpłakała, a druga połowa przez tę godzinę w panice myślałaby co robić. Nie wiem, co zrobiłabym ja. Wiem natomiast czego bym nie zrobiła, a niektórzy tak już pisali. Przede wszystkim nie poszłabym do spowiedzi. Co za wstrętna hipokryzja, co niektórzy pisali. Nie byłam w kościele od lat i nie zamierzam iść w podbramkowej sytuacji, bo "a nuż Bóg istnieje". Jest takie powiedzenie: "jak trwoga to do Boga" i okazuje się, że to 100% prawda. Nie dzwoniłabym do nikogo i nie dziękowała/przepraszała, bo to i tak nic nie da. Nie poczuję się z tym lepiej, a poza tym takie ckliwe sytuacje to tylko w telenowelach peruwiańskich, przecież nie wiem, czy osoba, do której chcę dzwonić też wie o końcu świata. Jeśli nie, to tylko ją zdenerwuję, jeśli tak, to dlaczego mam dzwonić? Jeśli czyje taką potrzebę to zadzwoni . A przede wszystkim zastanawiałabym się, czy będzie bolało, bo co będzie potem to już nie będzie dla mnie miało żadnego znaczenia. |
|
|
|
Senior Member
Od: 07.2006
Offline |
#32
|
|
co bym zrobił w ostatniej godzinie żywota zanim przyjdzie po mnie kostucha ? hmmm.. ogólnie to ja tam długo żyć wole niż w wieku lat 31 nagle szybko skończyć w dole.Raczej bym sie z nikim nie żegnał bo atmosfera pewnie przypominała by stype(płacz) a ja jestem z natury pogodnym człowiekiem.Na pewno ta ostatnia godzina była by czasem na pewną retrospekcje życia .Ogólnie to standard jak większość tutaj czyli kilka setek zmrożonego Bolsa ze Spritem i już by mi było wszytsko jedno co ze mną będzie.
Ostatnio edytowane przez AYALA : 28.07.2008 o godz. 14:15.
|
|
|
|
Senior Member
Od: 11.2002
Skąd: Kraków
Offline |
#33
|
|
ja bym to prawdopodobnie olał sikiem prostym, znając życie to od razu bym pomyślał 'taaa jasne...koniec świata, co za debile'- po czym zajął bym się tym, co robiłem wcześniej
![]() ![]()
the future's uncertain
and the end is always near |
|
|
|
Senior Member
Od: 06.2006
Offline |
#34
|
|
Ja jednak bym poszedł się szybciutko wyspowiadać o ile to możliwe
) z pewną osobą, i...do końca życia bym był najszczęśliwszym człowiekiem![]() |
|
|
|
Senior Member
Od: 08.2006
Skąd: eN-Ha Krakow
Offline |
#35
|
|
No ja może niepowiem cobym robił bo by to zajeło 150stron forumowych i by nikt nie przeczytał
|
|
|
|
Senior Member
Od: 08.2007
Skąd: Kraków
Offline |
#36
|
Pozdrawiam ![]() |
|
|

|
||||||
![]() |
|
|