Jaroo1 napisał(a):

|
Dlatego nam się tu może wiele wydawać, że sprawa jest do wygrania, że łatwo pójdzie, a jak będzie zła wola różnych organów to najwięcej możemy na tym stracić my.
|
Nie no, sprawa na pewno nie jest łatwa do wygrania, bo zasadniczo za nieprzystąpienie do meczu walkower należy się jak psu buda, tak jak kiedyś Legia mogła płakać ile chciała o fair play, ale za te parę minut Bereszyńskiego walkower dostała. Tutaj oczywiście jakieś szanse na wykpienie się są, ale niewielkie - i UEFA, i FIFA, i zapewne CAS raczej będą dbało o integralność zasad i tak samo jak nie chcą pozwolić na powtarzanie meczów, tak samo raczej nie pozwolą na to, żeby kluby mogły sobie same decydować czy przyjeżdżają na mecz.
Na tę chwilę natomiast batalia jest o coś zupełnie innego, tzn. o to, żeby inne kluby dostały jasny sygnał, że nie mogą sobie także pozwolić na arbitralne odmowy przyjęcia kibiców gości. Czyli żeby Śląsk też dostał walkower i dotkliwą karę finansową, co zaboli ich i w kontekście walki o awans, i ze względu na miasto.
Tutaj w sumie rozumiem Królewskiego - taka okazja do działania może się już nie pojawić, punktowo możemy sobie pozwolić na ewentualny walkower, a Śląsk był jednym z tych nielicznych klubów, na które miał tzw. lewar, czyli sprawę pomocy publicznej. Lewar wprawdzie tutaj nie zadziałał, ale władze Śląska popełniły w międzyczasie tyle strzałów w stopę, że aż żal byłoby tego nie ciągnąć. Jeśli PZPN jakimś cudem stanie na wysokości zadania, to temat zostanie rozwiązany siłowo, a nawet jeśli nie w pełni, to inne kluby zastanowią się pięć razy czy chce im się w to bawić przy takiej a nie innej atmosferze.
Inna sprawa, że czarny scenariusz, w którym PZPN nie robi nic, co mogłoby na kimkolwiek zrobić wrażenie i cementuje obecny stan też ciągle jest na horyzoncie. Jeśli jedną z osób zajmujących się tematem jest prezes ŁKS-u, który dopiero co nie wpuścił naszych kibiców, a dodatkowo decyzję podejmuje komisja, która się składa głównie z warszawskich prawników kibicujących Legii to... hmmm... może być różnie.