Mecz z Gieksą był wręcz modelowym wzorem dla wyjaśnienia komuś po co się jest kibicem.
Idealna pogoda , dobra frekwencja, niesamowity (podkreślam-niesamowity) doping, niezła oprawa, waleczność piłkarzy, odwrócenie wyniku i zwycięstwo ukochanej drużyny, celebracja zwycięstwa na linii zawodnicy-widzowie. Po prostu miód-malina.
Ja wyszedłem ze stadionu niezwykle zadowolony.
Potem poczytałem forum i po raz kolejny wiedzę że niektórym nie ma szans dogodzić . Zawsze coś znajdą. Tak , oczywiście faktem jest że np taki Cisse grał słabo, że o wynik drżeliśmy do ostatniej minuty , że jeszcze to i owo...
Ale czy wy (niektórzy) , już nie potraficie się tak po prostu, ....a, pocieszyć i ucieszyć chwilą !

?