Markus napisał(a):

To, co dziś pokazali Wiślacy było po prostu dramatem. W ich grze królował jeden wielki, gigantyczny chaos, koszmarne błędy w ustawieniu w obronie, brak drugiej linii, a reakcje indywidualne były takie, jakby grali nie sportowcy, tylko stado fajtłap. W tym "fajtłapowaniu" brylowali zwłaszcza Szota, Gruszkowski i Żukov. Ten pierwszy swoim fatalnym ustawieniem prowokował tylko zagrożenie i "załatwił" nam zwłaszcza drugą bramkę. Naprawdę nie rozumiem, dlaczego Gula tak uparcie stawia na niego na środku obrony, pomimo iż ma tam jeszcze inne i na pewno znacznie lepsze opcje, bo gorzej od Szoty ostatnio grać się nie da.
Równie koszmarnie prezentował się Gruszkowski, który też miał udział przy traconych bramkach. W 7 minucie mógł zapisać się czymś pozytywnym, bo ładnie zgubił krycie na prawej stronie, ale oczywiście koncertowo spieprzył dośrodkowanie, jak to ma w zwyczaju. Przykre, że mimo iż od dawna wszyscy widzą, iż dośrodkowania są jego piętą achillesową, od miesięcy nic nie poprawia w tym elemencie. Natomiast Żukov w pierwszej połowie sprawiał wrażenie, jakby w ogóle nie widział gdzie jest i co się wokół niego dzieje.
Przez cały mecz nasi oczekiwali tylko podania do nogi, w ogóle nie było ruchu, pokazywania się, biegania, jakieś myśli i idei. Czegokolwiek sensownego i rozsądnego. W tym bezruchu celował dla odmiany szczególnie Skvarka, nieprawdopodobnie pasywny przez cały mecz. Stał niczym ciele nawet gdy tuż obok przebiegał rywal. Był w tym tak ostentacyjny i apatyczny, że momentami aż nie wierzyłem własnym oczom. Brakowało tylko laski do podpierania się i byłby idealnym emerytem czy oldbojem.
Nic dobrego nie da się powiedzieć o grze Starzyńskiego, Sadloka, Urygi, Hanouska czy Forbesa. Frydrych ze swoją szybkością przegrałby dziś wyścig nawet z żółwiem. Zmiennicy poza Yeboaham nie wnieśli kompletnie nic pozytywnego przez cały mecz.
Jeszcze Biegański: obronił kilka beznadziejnych sytuacji, ale też popełnił koszmarny błąd i zawalił gola na 0-3. Cóż, jest jeszcze młody, uczy się. Niepokoi jego słaba zwinność, którą pokazał przy dwóch strzałach w poprzeczkę w jednej akcji. Sytuację sam na sam są jego mocną stroną.
Ogólnie gra Wisły mogła jedynie załamywać i ciężko było na nią patrzeć. Przerażała bezradność i statyczność zespołu.
|
Ale najśmieszniejsze jest to że Skvarka przebiegł najwiecej km w meczu
