
|
|||||||
| Wisła Kraków - piłka nożna Tutaj możesz spokojnie i rzeczowo porozmawiać o wszystkich tematach związanych z "Białą Gwiazdą". Pokój z założenia zawierać ma tematy dotyczące drużyny. |
![]() |
|
|
Narzędzia tematu | Tryby wyświetlania |
|
semper fi
Od: 09.2003
Skąd: TYNIEC
Offline |
#1261
|
|
Pani jest zajebista czy wiadomość zajebista?
ps. To mój własny męski szowinistyczny punkt widzenia ;P ![]()
MOMENT OF TERROR IS THE BEGINNING OF LIFE
|
|
|
|
Senior Member
Od: 09.2008
Offline |
#1262
|
- co byś Kolego nie wybral-bedziesz mial rację. A tak na serio.... Bardzo sprawny menadżer. Jak sie za Wisłe weźmie, to nie po to aby ją zamknąć, tylko rowinąć. A ,ze córusia tatusia- to jasnym jest,że bedzie chciała zrobic TO, czego ojcu sie nie udało..Acha...i żadnych Rogali i Kapków nie bedzie I najważniejsze...zapamiętałem Ją jako mądrą Kobietę a nie córkę milionera![]() ![]()
Niegdyś uważałem, że cokolwiek jest lepsze niż nic. Dziś wiem, że czasem nic bywa lepsze niż cokolwiek......
|
|
|
|
Joker the Great
Od: 06.2003
Skąd: Kraków
Offline |
#1263
|
|
Ruchałbym. Oczywiscie nie Ciebie Kocie i wiadomość tez nie.
![]() 90minut.pl o tabeli 2005/2006 napisał(a):
|
|
|
|
Senior Member
Od: 09.2007
Offline |
#1264
|
|
Jeśli to miałoby być z korzyścią dla Wisły to czemu nie.
![]()
"W meczach powinni dawać z siebie wszystko! Ze zmęczenia powinni rzygać, mdleć, z wysiłku narobić w spodnie, cokolwiek!"- ANDRZEJ IWAN
|
|
|
|
Senior Member
Od: 03.2007
Offline |
#1265
|
|
Gadanie, że Cupiał nie może przelać kasy na konto Wisły, bo jest na to paragraf jest śmieszne.
Myślicie, że on nie ma własnych pieniędzy z TF? To co, jachtu też nie może sobie kupić, bo nie ma za co? (Ty, zaraz, przecież on jacht pewnie ma A jak to by księgowo wyglądało, to już zupełnie inna bajka![]()
Ostatnio edytowane przez s1mone : 04.09.2013 o godz. 22:24.
|
|
|
|
Senior Member
Od: 10.2005
Offline |
#1266
|
|
Wisla jest klubem od jakiegos czasu samowystarczalnym wiec pisanie o przynoszeniu strat tez troche dziwne.. TF niby na tym traci albo sam Cupial? jak, gdzie, co? zreszta straty moze przynosic jakis zespol z 2 ligi.
uwielbiam te ich "mowi nam byly pracownik klubu" ewentualnie "mowi nam osoba , ktora jest blisko klubu" podajcie nazwisko, cwaniaczki hihi
Ostatnio edytowane przez c. : 04.09.2013 o godz. 22:31.
|
|
|
|
Junior Member
Od: 11.2011
Offline |
#1267
|
|
Warta też miała zajebistą panią prezes chyba jeszcze ma. Współaścicielkę firmy developerskiej.
Niewątpliwie potzebujemy w klubie odważnych decyzji. Ale do klubu piłkarskiego potrzebna jest wytrwałość, bo efekty działań mogą przyjść za jakiś czas. |
|
|
|
Member
Od: 11.2002
Offline |
#1268
|
|
|
Senior Member
Od: 07.2013
Offline |
#1269
|
|
http://www.wisla.krakow.pl/pl/aktual...sieniom_faktu/
Jeszcze macie tutaj sprostowanie tych bredni wymyślanych przez fakt. |
|
|
|
Member
Od: 09.2010
Skąd: Gdzieś tam
Offline |
#1270
|
|
Fakt takie samo dziadostwo jak Gazeta Wyborcza.
|
|
|
|
Senior Member
Od: 11.2002
Offline |
#1271
|
|
I kolejny raz wychodzi, że na forum brakuje przycisku "lubię to"
![]() A plotki faktowe? K... ludzie, to jest FUCKT. Ja wiem, że jest to najbardziej poczytna gazeta w kraju (największa sprzedaż od lat), ale miałem nadzieję że jej prenumeratę mają koleżanki z Kałuży... |
|
|
|
Senior Member
Od: 12.2002
Skąd: IV -> XV -> NRW
Offline |
#1272
|
|
Chodzi też o to, kto wypuścił ten artykuł.
![]()
Ave
Wisła |
|
|
|
Socios Wisła Kraków
Od: 11.2002
Skąd: Kraków
Offline |
#1273
|
|
Przedziwne to dementi, by nie rzec absurdalne. Dementuje się artykuł, który nie powstał. Trzy akapity dementujące zmiany w zarządzie spółki, o których w "Fakcie" nie napisano - niech ktoś znajdzie w tym tekście choć słowo o zarządzie Wisły.
Nie wiem też cóż takiego naruszającego dobre imię Wisły się tam znalazło. Jak dla mnie motyw przekazania władzy młodej, dynamicznej osobie brzmi pozytywnie. Podobnie jak scenariusz z poszukiwaniem inwestora. Tak czy inaczej, większe oburzenie niż ten tekst na takowe zasługuje. W ostatnim akapicie autor potwierdza, że sam spekuluje i kreuje różne scenariusze na podstawie hasła "córka właściciela będzie mieć więcej do powiedzenia w jego firmach". Wiele hałasu o nic. |
|
|
|
Member
Od: 02.2005
Skąd: KR
Offline |
#1274
|
|
Aleksander Michajłowicz Gorczakow: "Nie wierzę w niezdementowane informacje."
![]()
KOPER
|
|
|
|
Socios Wisła Kraków
Od: 11.2002
Skąd: Hrabstwo Bieżanów Nowy
Offline |
#1275
|
|
No i dobrze ze jest dementi bo jakby córka Cupiała miała by rzadzic w klubie to by był taki sam bajzel jak w TF , jej niektóre decyzje niestety były niezbyt trafne jak chocby zatrudnienie firmy doradczej Alvarez , wzieli 10 mnl euro i nic nie zrobili poza durnymi raportami , które nic nie dały . Mam nadzieję ze Pani Monika z biegiem czasu nabierze doswiadczenia biznesowego , pozna firmę od A do Z i wtedy bedzie podejmowac rozsadne decyzje.
|
|
|
|
Senior Member
Od: 08.2010
Offline |
#1276
|
|
W takim razie sorry za wprowadzenie w błąd, ja sama sceptycznie podchodzę do informacji z F*cktu i wrzuciłam ten artykuł bardziej z ciekawości
Skoro jednak klub wszystko sprostował, to nie ma o czym mówić. Można tylko gdybać, czy taka zmiana byłaby dla Wisły korzystna. Zresztą pewnie prędzej czy później ona nastąpi, w końcu lata lecą i o ile Bogusław Cupiał nie zamierza sprzedać klubu, to ktoś będzie musiał go zastąpić na tym zaszczytnym stanowisku. Kto wie, być może to będzie właśnie pani Monika. Na razie nie ma co jednak sobie tym zaprzątać głowy, bo klub potwierdził, że to plotka. |
|
|
|
semper fi
Od: 09.2003
Skąd: TYNIEC
Offline |
#1277
|
|
W tym kraju jest taki zwyczaj że jak się coś dementuje to znaczy że zaraz będzie dokładnie na odwrót
![]() - nie podniesiemy podatków - nie wyślemy wojsk do Afganistanu - nie będzie zmian na stanowisku trenera kadry - Tomasz Kulawi ma pełne poparcie zarządu i nie przewidujemy zmian na tym stanowisku itp itd ![]()
MOMENT OF TERROR IS THE BEGINNING OF LIFE
|
|
|
|
Socios Wisła Kraków
Od: 06.2011
Skąd: Kraków
Offline |
#1278
|
|
Cytat:
![]() |
|
|
|
Senior Member
Od: 08.2010
Offline |
#1279
|
|
To niech najpierw zatrudnia grafika i sprzątaczki, albo jakiegoś fizjologa.
IMHO Akurat nasz PR miał przebłyski na plus. ![]()
JM:"Życie jest jak rower - nie kręcisz nie jedziesz" TF: "Dziś Wisła Kraków ma zapewnione optymalne warunki prowadzenia działalności sportowej."
"... jakieś dziwne wizje zagłady (..) Nie wiem czym to jest spowodowane, nie wnikam w to, ale trochę mnie to niepokoi" TS: Zajmujemy się sportem, nie sprawiedliwością, ani praworządnością.(..) Towarzystwo Sportowe „Wisła” Kraków informuje, iż od godziny 16.00 nie jest już właścicielem piłkarskiej spółki Wisła Kraków SA |
|
|
|
Senior Member
Od: 12.2011
Offline |
#1280
|
|
Pewnie szukali jakiegoś kozła ofiarnego...
|
|
|
|
Senior Member
Od: 04.2005
Offline |
#1281
|
|
W ogole dziwna sytuacja z tym Koziolem, w 2005 r. mial zakaz wstepu na stadion Wisly.
|
|
|
|
Banita
Od: 07.2010
Offline |
#1282
|
|
Byc moze wyjasnia to cytat: "w sprawie dalszej współpracy. Wisła może jednak spokojnie funkcjonować beze mnie, tak jak może funkcjonować np. bez Krystiana Rogali" (z Twittera)
Wojenka... a ze trafil na niezatapialnego to sam zatonal? |
|
|
|
Senior Member
Od: 10.2005
Offline |
#1283
|
|
Byc moze to uzmysłowi i odpowiednio nakieruje nieliczne jednostki ktore probuja podniesc reke na Bossa
![]() wis.la/gjsmr |
|
|
|
Senior Member
Od: 05.2011
Offline |
#1284
|
|
Bardzo interesujący tekst sprzed dekady o Bossie.
"W 2001 r. przychody Cupiała przekroczyły 2 mld złotych. Zadanie opisania historii szefa Tele-Foniki okazało się bardzo trudne. Bogusław Cupiał jak ognia wystrzega się wszelkich kontaktów z prasą. Nie udziela wywiadów, nie lubi się fotografować ani chwalić kolejnymi interesami, w które wchodzi. A trochę się ich uzbierało. Chce pozostać anonimowy. Bo z Cupiałem jest tak - charakteryzuje jego osobowość jeden z jego współpracowników proszący o anonimowość: "sprawy są, majątek jest, ale osoby za tym stojącej ma nie być". Wiedzą o tym świetnie wszyscy pracownicy kombinatu, jakim stała się Tele- Fonika. - Cupiał płaci dobrze, ale gęba na kłódkę - dodaje rozmówca. Żona jednego z myślenickich pracowników Tele-Foniki, i to wcale nie na kierowniczym stanowisku, nie wie nic na temat pracy męża. Nawet o jego zarobkach. Wypsknęło mu się kiedyś, że Cupiał każe się zwracać do siebie per "właściciel prezes". Oficjalnie do kontaktów z mediami jest błyskotliwy rzecznik prasowy. Zdołałam go przekonać, że Cupiał nie jest osobą prywatną i jakiś lapidarnie skreślony życiorys powinien posiadać, choćby na użytek mediów, gdyż jego brak rodzi podejrzenia. Rzecznik stwierdził, że rzeczywiście dobrze zrobiłoby to jego szefowi. Przecież nie ma nic do ukrycia. A jednak. W dniu, kiedy obiecał mi przesłać faks z życiorysem Cupiała, zamilkły dwa telefony komórkowe rzecznika, które wcześniej mi podał. I żadnego życiorysu mi nie przysłał. O dyskrecji potentata kablowego wiedzą dobrze także jego znajomi (z małymi wyjątkami, ale o tym potem), byli wspólnicy, koledzy ze szkoły, politycy, a nawet osoby niegdyś suto przez niego obdarowane. "Nic nie powiem, ponieważ pan Cupiał prosił mnie o dyskrecję" - mówi proboszcz parafii w Sławkowie, któremu Cupiał podarował "grube miliony" na renowację XIII-wiecznego kościoła. Czyn szlachetny, ale kłódka działa. Bogusław Cupiał urodził się 29 czerwca 1956 r. w 7-tysięcznym Sławkowie pod Olkuszem. Ma siostrę Teresę. Wiedzę podstawową zdobył w jedynej szkole podstawowej w Sławkowie. Nauczyciele pamiętają go jako średniaka, ale ambitnego, koledzy ze szkolnej ławy - jako równego kumpla: "jak był pierwszy kwietnia chodziliśmy razem na wagary, jak była klasówka dawał czasami ściągać". Rodzice biznesmena - Albin i Sabina Cupiałowie - mają raczej dobrą opinię; takich, którzy sami żyli spokojnie i na niezłym poziomie, dawali też żyć innym, ale pod warunkiem, że czegoś się od nich nie chciało. "Na ludzi nie należących do partii Cupiał senior był cięty. Nic u niego nie szło załatwić. Zawsze odmawiał, ale robił to grzecznie" - opowiada sławkowianin. - W latach 1975-77 Albin był przewodniczącym Miejskiej Rady Narodowej, później aż do zmiany systemu pełnił funkcję radnego i prowadził cegielnię gdzieś pod Raciborzem. Dojeżdżał tam raz w tygodniu - opowiada kolega pana Albina (zmarł kilka lat temu), obecnie burmistrz Sławkowa Jerzy Drzewiecki. O pani Sabinie mówi, że to: "zacna pani, po jakiejś średniej szkole, ale zawodowo chyba nie pracowała". Wdowa wspólnie z córką i jej rodziną (mąż i dwie córki) mieszkają na przedmieściach Sławkowa przy ul. Cechowej 4. Budynek okazały, żółty tynk. Sąsiedzi opowiadają, że jeszcze kilka lat temu dom państwa Cupiałów był dużo skromniejszy i mniejszy. W Sławkowie mieszka również jego pierwsza żona, Janina Cupiał, w odrapanym bloku na drugim piętrze. Dwie córki z pierwszego małżeństwa - Iwona i Monika, wyprowadziły się do Krakowa. "Było to niedawno, bo pamiętam, jak jeszcze ze dwa lata temu pod blokiem stał przez całą dobę przyciemniany samochód, a wewnątrz kilku ochroniarzy. Janina nie ułożyła sobie życia, nie wyszła drugi raz za mąż, ale kręciło się wokół niej kilku przystojniaczków, bo to fajna babka" - opowiada jeden z sąsiadów pani Janiny. Nie słyszeli, żeby żaliła się na męża, że ją zostawił. Ale wiedzą, że zrobił to dla innej, brzydszej, ale młodszej i bardzo bogatej. Mój informator, kolega Cupiała ze szkoły podstawowej, jest bezrobotny od nie pamięta ilu lat, żyje siłą rozpędu, jak wielu jego znajomych, bo pracy w Sławkowie jak na lekarstwo. Ostatnio widział Cupiała jakiś rok temu. Na ślubie jego starszej córki Moniki. - Ludzi było pełno. Najwięcej tych barczystych w przyciemnianych okularach - mówi. Wspólnie z kolegami zrobili młodym "szlaban" i po "Panu Tadeuszu" dostali. - Można było trochę odreagować - dodaje, uśmiechając się pod nosem. Cupiał junior zakończył edukację na technikum kolejowym w Sosnowcu. W wyuczonym zawodzie pracował niedługo. Jego pierwszy interes to sklep z farbami w Sosnowcu, potem rozlewnia farb. - Przywoził farbę w beczkach, przelewało się ją do puszek i sprzedawało, z zyskiem oczywiście - opowiada znajomy Cupiała sprzed lat. Ale pewnie z niewielkim, bo niebawem przyszły szef Tele-Foniki zmienił profil. Garaż rodziców zaadaptował na zakład produkcji siatki ogrodzeniowej. - Sprowadzony skądś drut wyginali na imadłach i sprzedawali go w postaci siatki. Zysk jakiś był, ale marny - mówi znajomy jednego ze wspólników Cupiała Krzysztofa Kacmarzyka (dzisiaj dealera samochodów). - Po około roku produkcję przeniesiono do zaadaptowanej stajni, a następnie gdzieś do wynajętego pomieszczenia w Bukownie, kilka kilometrów od Sławkowa. Były to lata 80. Wtedy też zdobył szlify prawdziwego (na naszą modłę!) biznesmena. Niektórzy twierdzą, że w końcówce realnego socjalizmu świetnie znał się na handlowej wartości zielonych papierków z wizerunkiem prezydentów USA. Na karkach inwalidów Wszystko zaczęło się w kwietniu 1992 r. Czterech dżentelmenów założyło "w układzie koleżeńskim" spółkę cywilną Zakłady Kablowe Tele-Fonika w Myślenicach, które dwa miesiące później uzyskały status zakładu pracy chronionej. Cupiał od początku grał pierwsze skrzypce. W spółce znaleźli się Zbigniew Urban (nie z tych Urbanów), Wachowski (też nie z tych, szybko odszedł z interesu) i Stanisław Ziętek. Pierwszy, jako były szef myślenickiej Spółdzielni Inwalidów "Raba", do interesu wniósł znajomość kruczków prawnych regulujących funkcjonowanie zakładów pracy chronionej oraz wiedzę o technologii produkcji kabli, w tym patent na "jednoparowy samonośny", od którego zaczęła się droga Tele-Foniki do sukcesu. Urban wspólnie z Ziętkiem prowadzili sprawy produkcyjno- inwestycyjne, resztą zajął się Cupiał. Nieoficjalnie wiadomo, że przedsiębiorcy wyłożyli niewielką - jak na tego typu przedsięwzięcie - kwotę 3 mld starych złotych. Kupili za to baraki po stacji Technicznej Obsługi Samochodów (TOS) oraz maszyny do produkcji kabli. Przepisy regulujące funkcjonowanie tego typu przedsiębiorstw zezwalały na to, by 90 proc. podatków pozostawało w firmie, a pieniądze były inwestowane w kolejne urządzenia ułatwiające pracę inwalidom. Wspólnicy od początku inwestowali cały zysk, jaki przynosił zakład. Niewątpliwie trzej wspólnicy świetnie wybrali moment, w którym rozpoczęli swoją działalność. W 1992 r. było już wiadomo, że polska gospodarka nie ruszy bez rozbudowy infrastruktury telekomunikacyjnej. Jeden z rozmówca przypomina sobie, że żyłą złota dla Tele-Foniki stały się zamówienia na kable telekomunikacyjne od małopolskiego oddziału TP SA, z szefem którego Cupiał "rozumiał się bez słów". Podobne przyjazne stosunki nawiązał z szefem holenderskiej firmy, która wygrała wówczas przetarg na telefonizację podkrakowskich wsi. Nie dziwi więc, że firma szła do przodu jak burza. Już w '94 r. zapadła decyzja o jej rozbudowie. Zaciągnięto kredyt pod zastaw majątku. W ciągu siedmiu miesięcy zaadaptowano kolejne hale produkcyjne, a także zakupiono najnowocześniejsze maszyny. Kredyt udało się spłacić, choć - jak wspomina jeden z naszych rozmówców - były trudne chwile. Od tego czasu przychody Tele-Foniki wzrastały. Informacji na ten temat brak, bo spółka cywilna (jaką była Tele-Fonika do ub.r., teraz jest spółką akcyjną) nie miała obowiązku informowania o szczegółach swojej działalności, a sekretów wspólnicy strzegli zazdrośnie. Wiadomo tylko, że już w połowie lat 90. zaczęli inwestować w inne przedsięwzięcia - turystykę, telekomunikację i nieruchomości. Założyli m.in. biuro podróży Kraktel w Krakowie, postarali się o koncesję na świadczenie usług telekomunikacyjnych w dawnym województwie częstochowskim (potem ten pomysł zarzucili), kupili też grunty w Zakopanem pod budowę ekskluzywnego ośrodka wypoczynkowego. Pełne zrozumienie między wspólnikami trwało do '98 r., kiedy to Tele-Fonika kupiła Krakowską Fabrykę Kabli i drużynę piłkarską Wisły Kraków. O tych dwóch przedsięwzięciach i związanym z nimi rozstaniu się "wielkiej trójcy" szeroko rozpisywała się prasa, również "TS", ograniczę się więc do smaczków nigdy wcześniej nie publikowanych. Prawdziwym powodem rozejścia się trójki dżentelmenów nie była przyszłość krakowskiej fabryki, którą Cupiał chciał zlikwidować, a pozostali wspólnicy opowiedzieli się po stronie załogi, z powodzeniem zresztą, bo KFK istnieje do dziś, ale treść umowy, jaką przygotowali prawnicy Cupiała. Stało w niej, że po śmierci panów Urbana i Ziętka ich spadkobiercy nie będą dziedziczyć udziałów w spółce. W przeciwieństwie do spadkobierców Cupiała. Tak przynajmniej twierdzi osoba niegdyś mocno zaprzyjaźniona z Cupiałem, a która od kilku lat straciła względy swego pryncypała. Jasne więc było, że prowadzenie wspólnych interesów stało się niemożliwe. Krakowscy dziennikarze twierdzą, że obaj panowie na odchodne dostali od Cupiała po 5 mln USD i żalu nie mają. Być może ów szum medialny, jaki powstał wówczas wokół Tele-Foniki, sprowadził do Myślenic kontrolerów NIK. I wyszło, że utrzymanie jednego miejsca pracy dla inwalidy w myślenickim zakładzie kosztowało Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych w '97 r. 342 tys. złotych. W sumie w latach 1995-97 Tele- Fonika dysponowała 141 mln złotych ze środków publicznych. Kontrola wykazała, że sukces, jaki odniosła myślenicka spółka, nie byłby możliwy bez olbrzymich pieniędzy publicznych, które w nią zainwestowano. Dzięki statusowi zakładu pracy chronionej Tele-Fonika korzysta z preferencyjnych kredytów, nie płaciła VAT, a '90 proc. podatku dochodowego zatrzymywała w zakładowym funduszu rehabilitacyjnym. Tylko w '97 r. na zakładowe fundusze rehabilitacyjne wpłynęło od 2,4 do 3,7 mld zł! Pieniądze te powinny być wydawane na rehabilitację pracowników, jednak faktycznie stanowią dodatkowy zysk zakładów pracy chronionej. Według NIK Tele-Fonika jest rekordzistką, jeśli chodzi o kwoty zgromadzone w zakładowym funduszu rehabilitacyjnym. Od 1995 do końca 1998 r. na "rehabilitacyjnym" koncie Tele-Foniki było 127 mln zł, z czego wydano ok. 120 mln zł. Na inwestycje przeznaczono 83 mln. Tele-Fonika podaje, że 10 mln zł wydała na wyposażenie przychodni zakładowej. W przychodni znajduje się m.in. sala gimnastyczna ze sprzętem rehabilitacyjnym i kortem tenisowym. Z ogólnej kwoty funduszu rehabilitacyjnego przeznaczono na pomoc indywidualną dla inwalidów 523 tys. zł, a więc zaledwie 0,5 proc. środków. "Na jedną osobę niepełnosprawną powinno przypadać z tego tytułu w '96 r. - 15 076 i w '97 r. - 16 265 zł, a przypadało odpowiednio: 482 zł i 1365". Za pieniądze z funduszu rehabilitacyjnego (czyli publiczne) Tele-Fonika kupowała budynki, bębny do nawijania kabli (za 7,2 mln zł), częściowo też sfinansowała budowę stacji transformatorowej. Prezes spółki wyjaśnił inspektorom, że wszystkie te wydatki są związane - pośrednio lub bezpośrednio - z tworzeniem miejsc pracy dla niepełnosprawnych. Ze względu na lukę w przepisach NIK nie mógł zakwestionować legalności tych wydatków. Podobnie jak zgodnie z prawem - mówi jeden z moich rozmówców - Bank Ochrony Środowiska przyznał Tele-Fonice olbrzymi kredyt na restrukturyzację zakładu, po czym umorzył go w 70 proc. Inni kredytobiorcy takich względów nie mieli. Druga kontrola, tym razem z maja 2000 r., inspektorów kontroli skarbowej Cupiałowi też nie zaszkodziła, ale nie obyło się bez lekkiego smrodu. Po pięciu miesiącach prześwietlania myślenickiej Tele-Foniki nakazali jej zapłacić 70 mln zł zaległego podatku VAT. Kontrolerzy wykryli, że firma odliczyła część VAT bezprawnie. W listopadzie 2000 r. spółka odwołała się do Izby Skarbowej w Krakowie, której szefem był Jan Kubik, jednocześnie wiceprezes Małopolskiego Oddziału Polskiego Związku Piłki Nożnej (PZPN), obecnie poseł PSL. W lutym 2001 r. Izba zmniejszyła kwotę wyliczoną przez inspektora z 70 do ok. 6 mln zł. Tele- Fonika dalej spierała się z fiskusem - poprosiła o wznowienie postępowania. Izba zgodziła się i w czerwcu 2001 r. umorzono Tele-Fonice cały dług. Ówczesny szef Jan Kubik wytknął inspektorom błędy w naliczeniu podatku VAT (choć wcześniej - w swej lutowej decyzji - ich nie zauważył). Za co został nagrodzony przez Cupiała. W sierpniu 2001, czyli dwa miesiące po wydaniu decyzji w sprawie Tele-Foniki, szef krakowskiej Izby Skarbowej pojechał do Hiszpanii na mecz piłkarskiej Ligi Mistrzów FC Barcelona - Wisła Kraków. Krakowski klub zapewnił mu pobyt w luksusowym pięciogwiazdkowym hotelu Princesa Sofia Intercontinental. Przypomnę, właścicielem Wisły Kraków jest Bogusław Cupiał. Umorzenie Tele-Fonice całości długu wywołało burzę w krakowskim Urzędzie Kontroli Skarbowej. O zdarzeniu jesienią 2001 powiadomiono ówczesnego ministra finansów i generalnego inspektora kontroli skarbowej Jana Wojcieszczuka. Akta sprawy pojechały do Warszawy. UKS w Krakowie prosił ministra finansów o uchylenie decyzji Kubika. Ale akta utknęły w Departamencie Podatków Pośrednich, i do dziś żadna decyzja nie zapadła. Trzeba też dodać, że z Janem Kubikiem na wycieczkę do Barcelony pojechał prezes myślenickiego podokręgu PZPN Ludwik Starzak. Starzak jest jednocześnie... naczelnikiem Urzędu Skarbowego w Myślenicach. Zaś inspektor Antoni Kasprzyk, który doliczył się swego czasu zadłużeń Tele-Foniki wobec fiskusa, dziś pracuje w samej myślenickiej centrali przedsiębiorstwa Cupiała - zajmuje "gabinet dyrektorski". Nie udało nam się dowiedzieć, ile jest takich gabinetów, ale należy sądzić, że więcej niż jeden. Myślenicki zakład przypomina kombinat. Ok. 50 metrów przed bramą wjazdową widnieje znak "stop". Zakazu fotografowania nie dostrzegłam, ale próbując zrobić zdjęcie, zostałam mocno obsztorcowana przez kilku ochroniarzy strzegących podwoi firmy. Wymachując rękami, krzyczeli, że "fotografować nie wolno, bo to własność prywatna. Proszę stąd uciekać, tu nie ma nic ciekawego". Dzisiaj Tele-Fonika Kable SA to dwie grupy kablowe: Grupa Tele-Fonika, w skład której wchodzą fabryka w Myślenicach, KFK w Krakowie i zakład w krakowskim Bieżanowie, druga grupa Elektrim Kable skupia Bydgoską Fabrykę Kabli, Fabrykę Kabli "Ożarów", Fabrykę Kabli "Załom" w Szczecinie i Kablex w Łapinie. To daje Cupiałowi monopolistyczną pozycję na rynku kabli w Polsce - kontroluje on 90 proc. produkcji i 60 proc. sprzedaży. Poza kontrolą potentata znajduje się tylko jeden duży zakład - Śląska Fabryka Kabli w Czechowicach Dziedzicach. Ma ok. 10 proc. rynku, ale nikłe pole manewru. Pozycję monopolisty Cupiał zdobył w styczniu tego roku po kontrowersyjnej decyzji Urzędu Antymonopolowego (UA), który najpierw dwukrotnie nie wyraził zgody na przejęcie przez Cupiała grupy Elektrim Kable, powołując się właśnie na praktyki monopolistyczne, po czym tuż po wygranych wyborach przez SLD-UP i przetasowaniach personalnych - zmienił zdanie. I zgodę wyraził. Związkowcy z ożarowskiej fabryki liczą, że minister Skarbu Państwa Wiesław Kaczmarek, do którego odwołali się jako do przełożonego szefa UA, cofnie tę decyzję i wszystko wróci do normy. Nadzieje jednak okazały się płonne. Marek Wagner, minister z Kancelarii Premiera, oświadczył, że rząd nie będzie się mieszał do "konfliktu w prywatnym przedsiębiorstwie". A kto je sprywatyzował? Nie rząd?! Filantrop na salonach Do wprowadzenia Cupiała na krakowskie salony przyznaje się Jerzy Meysztowicz, były wicewojewoda Małopolski (Unia Wolności), obecnie przewodniczący Rady Nadzorczej Profesjonalnego Systemu Usług Aspen i dobrze zaprzyjaźniony z Cupiałem. Nie było to zadanie łatwe, bo "Cupiał był trochę zakompleksiony, małomiasteczkowy, nikogo nie znał, wstydził się tego. Najlepiej czuł się u siebie, w Myślenicach. Nawet kiedy chciałem go z kimś skontaktować, to wolał, żeby ten ktoś przyjechał do Myślenic, nigdy odwrotnie" - opowiada Meysztowicz. Wymyślił sobie, że najłatwiej wprowadzi Cupiała na salony w roli mecenasa sztuki, filantropa, sponsora akcji charytatywnych, osoby, która działa dla innych. Oswajać z wielkim światem należy powoli, tak więc Meysztowicz zaczął realizować swoją misję od zaaranżowanego spotkania Cupiała ze Stanisławem Kogutem, radnym Sejmiku Województwa Małopolskiego w Krakowie i jednocześnie szefem fundacji wspierającej Ośrodek Dzieci Niepełnosprawnych w Stróżach. Następnie Meysztowicz jako członek rady nadzorczej Wisły Kraków począł namawiać Cupiała, jako znanego kibica tej drużyny, do wsparcia klubu. I to był strzał w dziesiątkę. "Bogdan zaskoczył. Zaczął częściej odwiedzać trybuny Wisły, spotykać się z kierownictwem klubu, pertraktować z ówczesnym prezesem Wisły Piotrem Skrobowskim" - mówi Meysztowicz. Wisła Kraków była kiedyś gwardyjskim towarzystwem sportowym, czyli klubem milicyjnym. Zawodnicy - głównie bokserzy i judocy, figurowali na etatach w MO, a w razie potrzeby byli wynajmowani do bicia demonstrantów. Właścicielem terenu Wisły Kraków nadal pozostaje Skarb Państwa, ale swego czasu przekazał on nadzór nad nim Ministerstwu Spraw Wewnętrznych. Formalności nie trwały długo. Mimo iż trochę ich było. Za przekazanie - w użyczenie - terenu klubu Cupiał musiał uzyskać zgodę MSWiA i komendanta wojewódzkiego policji. Długotrwała dzierżawa sięga 50 lat, obejmuje także stadion. Wszystko za darmo. W zamian Cupiał zobowiązał się do utrzymania w należytym stanie powierzonego majątku oraz prowadzenia drużyny piłkarskiej. Jak wieść niesie, na dzień dobry Tele-Fonika wydała 20 mln zł na 12 nowych piłkarzy i trenera Franciszka Smudę, którego po zakończeniu sezonu wyciągnięto z Widzewa. W siermiężny pomilicyjny stadion firma Cupiała włożyła kilka milionów złotych. Ambicją Cupiała jest, by z Wisły zrobić europejski klub i dochodowy interes - potem wysłać (wzorem wielkich klubów zachodnich) na giełdę. Stąd decyzja o sponsoringu transmisji telewizyjnych Pucharu Europy w piłce nożnej. Wprawdzie Wisła dzięki wpompowanych w nią pieniądzom szybko stała się mistrzem Polski, nie zaszła jednak zbyt wysoko w europejskich pucharach, co pozbawiło jej właściciela sporych przychodów. Powodem był m.in. incydent na stadionie krakowskiego klubu w trakcie meczu Wisła-FC Parma. Jeden z kibiców rzucił nożem z trybuny we włoskiego piłkarza Dina Biaggio, kalecząc go w głowę. UEFA ukarała krakowski klub odsunięciem od rozgrywek pucharowych, a tym samym i ewentualnych zysków. Prezent Cupiałowi, zapewne "bezinteresownie", chciał zrobić jeden z ministrów sportu - Jacek Dębski, który postanowił za publiczne w większości pieniądze budować "stadion narodowy" w Krakowie (po odejściu Dębskiego szybko pomysłu zaniechano). W opinii Andrzeja Długosza, szefa agencji public relations Cross Media, przejęcie Wisły i wydanie milionów na sponsoring transmisji telewizyjnych mistrzostw Europy w piłce nożnej nie miało bezpośredniego sensu marketingowego dla firmy produkującej kable, ale wydobyło z cienia myślenickiego biznesmena i dało mu dostęp do salonów władzy. Do perfekcji opanował też Cupiał umiejętności kupowania nieprzychylnych sobie ludzi. Tak było choćby z aferą związaną z podwójną sprzedażą praw transmisji telewizyjnych z Pucharu UEFA. Przed przejęciem Wisły prawa te sprzedał "za marny grosz" ówczesny prezes Wisły Piotr Skrobowski stacji Canal . Po raz drugi sprzedał je Cupiał, tyle że TVN za - jak twierdzą moi informatorzy - 2 mln zł. Sprawa trafiła do sądu i zakończyła się przegraną Cupiała, który Canal miał zapłacić sute odszkodowanie. Cupiał nie lubi tego robić, więc odwołał się do sądu wyższej instancji. W tzw. międzyczasie zatrudnił w Wiśle (na stanowisku prezesa Zarządu) brata szefa redakcji sportowej Canal Bogdana Basałaja i... sprawa ucichła. Po wygaśnięciu umowy z TVN prawa transmisji trafiły z powrotem do Canal . I wszyscy są zadowoleni. Podobną taktykę zastosował wobec "pyskaczy" z Przeglądu Sportowego, którzy co i rusz coś wywęszyli i publikowali. Ataki na łamach pisma ustały po zaproszeniu Pawła Zarzecznego z Przeglądu na sponsorowaną przez Cupiała wycieczkę do Barcelony. Inni rozmówcy spekulują, że za zakupem klubu sportowego stał kaprys (Cupiał przed laty nieźle kopał na boisku) oraz chęć położenia łapy na bardzo atrakcyjnych nieruchomościach Wisły zlokalizowanych w centrum Krakowa. Cupiał winien jest dozgonną wdzięczność Meysztowiczowi za to, że ten namówił go na wiślany interes. Bo kibiców piłki nożnej wśród krakowskich (i nie tylko) polityków oraz innych wpływowych osób na trybunach Wisły nigdy nie brakowało. Tu Cupiał czuł się swobodnie jak u siebie w Myślenicach i chętnie przyjmował gości. Wśród nich znaleźli się m.in. poprzedni włodarze miasta Józef Lasota i Krzysztof Gerlich (byli prezydent i wiceprezydent Krakowa), a także obecny prezydent Andrzej Gołaś, nie mówiąc już o pomniejszych osobistościach miasta, nie wyłączając świata krakowskiej finansjery i "nowego chowu" biznesmenów. Częstymi bywalcami są też byli i obecni oficerowie policji i służb specjalnych, nie wyłączając Andrzeja Borka, byłego dyrektora Centralnego Biura Śledczego, obecnie zatrudnionego w biurze ds. informacji niejawnych Komendy Głównej Policji. Pewnie za sprawą Meysztowicza Wisła stała się miejscem spotkań polityków Unii Wolności, a Jan Kubik ściągnął kolegów z PSL. W lożach honorowych Wisły doszło do zawarcia wielu intratnych transakcji z punktu widzenia szefa Tele-Foniki. Niektóre decyzje zapadały wręcz z dnia na dzień. Tak było np. z umową, którą niedawno zawarł Cupiał z prezydentem Krakowa Andrzejem Gołasiem. "Obecny prezydent, zdeklarowany kibic miejskiego klubu sportowego Cracovia (w którym miasto ma 99 proc. udziałów) pewnego dnia zapowiedział, że miasto będzie pomagać wiślakowi Cupiałowi w budowie stadionu. Przedsięwzięcie oszacowano na 42 mln zł, miasto ma wyłożyć w ciągu trzech lat 21 mln. Była to jednoosobowa decyzja Gołasia" - opowiada krakowski dziennikarz. W ten sposób po paru latach powraca sprawa stadionu dla klubu Cupiała. W tegorocznym budżecie miasto zarezerwowało na ten cel 5,6 mln zł, ale nie może przelać ich na konto Wisły, ponieważ prawo zabrania inwestowania publicznych pieniędzy w prywatne przedsięwzięcie. Podobna inwestycja Gminy Centrum w klub Legii Warszawy znalazła się w NSA. Nad rozwiązaniem głowią się prawnicy obu stron. Prawdopodobnie miasto z Cupiałem założy spółkę celową do zbudowania i zarządzania stadionem. Na mieście mówi się, że na tej transakcji bardziej zależy Gołasiowi niż Cupiałowi, gdyż ten ostatni obiecał "wesprzeć finansowo" starania Gołasia o kolejną kadencję. W wyborach samorządowych przyjdzie mu zmierzyć się z Janem Marią Rokitą. W Myślenicach Cupiał też zaskarbił sobie względy tamtejszego burmistrza Władysława Kurowskiego. Za przelanie na konto miasta kilkuset tysięcy złotych, wymusił na Kurowskim sprzedaż ok. stumetrowego odcinka ulicy Wczasowej na Zarabiu - willowej dzielnicy Myślenic. Na mapie miasta ulica nadal widnieje w całości. - O takiego inwestora trzeba dbać jak o perłę - tłumaczy zgodę na sprzedaż burmistrz Kurowski. Na Zarabiu właściciel Tele-Foniki wybudował kilka lat temu okazałą rezydencję. Aby zapewnić sobie spokój, budynek ogrodził wysokim murem, obsadził krzewami i zatrudnił ochroniarzy. Z czasem nabył też większość sąsiednich działek i domów. Mimo to - jak sam informował samorząd - nie czuje się bezpieczny. Cupiał postanowił kupić ulicę z lipową aleją i zamknąć ją dla innych myśleniczan. Pomysł uzasadnił ciągłymi najściami ciekawskich, pragnących zobaczyć, jak mieszka milioner. I dopiął swego. - Bo Bogusław nie lubi przegrywać. Jak sobie coś postanowi, to dopnie swego, cena nie gra roli - konkluduje Meysztowicz. I tym sposobem zakompleksiony chłopak z małego Sławkowa wspiął się na szczyty. Przy pomocy rzecz jasna przychylnych mu osób, szczęśliwemu zbiegowi okoliczności i dziurawemu niczym ser szwajcarski polskiemu prawodawstwu." |
|
|
|
Senior Member
Od: 02.2005
Skąd: spod budki z piwem
Offline |
#1285
|
|
O kur*a, ale ściana tekstu. Jest ktoś w stanie to w ogóle w takiej formie przeczytać?
|
|
|
|
semper fi
Od: 09.2003
Skąd: TYNIEC
Offline |
#1286
|
|
Nie, dlatego niech ktoś to wywali w kosmos.
Zwłaszcza że po lekturze 2 linijek faktycznie widać że autor miał niezłe kompleksy. ![]()
MOMENT OF TERROR IS THE BEGINNING OF LIFE
|
|
|
|
Senior Member
Od: 05.2011
Offline |
#1287
|
|
Żaden pasiasty i żadne kompleksy. Nie przeczyta się całości i już jakieś absurdalne zarzuty. Parchy są za tępe,żeby napisać tego typu rozprawkę. Tekst ukazał się bodajże w Rzepie. Forma jest jaka jest bo miałem to wklejone do notatnika i nie chciało mi się bawić w ogarnianie akapitów. No i nie przesadzajcie bo na esy floresy Cygana nikt nie narzeka.
|
|
|
|
Senior Member
Od: 01.2013
Offline |
#1288
|
|
Nie ukazał się w żadnej Rzepie, tylko w związkowym Tygodniku Solidarność, po zamknięciu fabryki w Ożarowie.
|
|
|
|
Senior Member
Od: 03.2007
Offline |
#1289
|
![]()
Po co iść na łatwiznę, warto czasem złapać bliznę od życia..
We were the Kings and Queens of promise... ! |
|
|
|
Senior Member
Od: 08.2007
Offline |
#1290
|
|
Gdy słyszę o tej wielkiej miłości Cupiała do Wisły to dziwi mnie, że firma która ma tak wielkie obroty nie może co sezon przelać np. 20mln zł dla Wisły. Przecież to pewnie nie nawet 5% zysków rocznych Telefoniki. Rozumiem, że od bogactwa do bankructwa droga jest łatwiejsza niż mi się pewnie wydaje, ale przecież nie mówimy o 30% nawet nie o 10% zysków. Nie chce mi się wierzyć, że taka kwota mogłaby zachwiać potęgę Telefoniki. Znam jednego człowieka który ma roczne zyski z swojej firmy na poziomie 6 mln zł rocznie i potrafi z tego wydać na inwestycję 5 mln. Owszem nie są to wydatki na żaden klub tylko na rozbudowę infrastruktury w firmie i wgl, ale chodzi o to,że potrafi nie dusić każdego grosza dla siebie. Z takimi zyskami ten człowiek Cupiałowi do pięt nie dorasta, ale jednak Pan Cupiał nie potrafi wydać na tą swoją wielką miłość pewnie nawet nie 5% swoich zysków. Smutna prawda jest jeszcze taka, że Pan Cupiał jest teraz najbogatszym właścicielem klubu w Polsce po odejściu Solorza ze Śląska i nie wydaję się to wielce trudne dla niego żeby wywindować Wisłę tam gdzie jej miejsce, ale nie wiem co go powstrzymuje.
|
|
|

|
||||||
![]() |
|
|