Przeglądam ten temat od kilku dni i szczerze mówiąc śmieszy mnie ta wojna między dwoma "obozami". Jeden twierdzi, że słabi są piłkarze, drugi, że trener. Tak, jakby nikt nie chciał zauważyć, że ... słabi są zarówno piłkarze jak i trener.
Piłkarzy o tak niskich indywidualnych umiejętnościach nie mieliśmy dawno. Od czasów "pierwszego Kasperczaka" sprzedajemy najlepszych i sprowadzamy coraz to gorszych następców (wyjątkiem jest formacja obrony za Skorży), ale teraz osiągnęliśmy chyba apogeum. W obecnej Wiśle, poza Małeckim, nie ma żadnego piłkarz, na którym można budować drużynę znów walczącą o najwyższe cele. Jest kilku przyszłościowych: Chrapek, Czekaj, Stolarski, ale oni dopiero muszą udowodnić, że się nadają.
Trener? Nikt nie wymaga od Kulawika, żeby Genkov grał jak niegdyś Żurawski, a Wilk jak Szymkowiak. Nie da się jednak nie zauważyć, że ci sami piłkarze indywidualnie spisują się coraz gorzej, że o grze jako drużyna nie spomnę.
Mało tego, jak powiedział kiedyś Chirac o naszych politykach: "Stracili dobrą okazję, aby siedzieć cicho", tak Kulawik po naszych "spektaklach" jeszcze człowieka dobija. Zamiast się nie udzielać, to mówi, że brakło 2 pkt do planu, albo, że gra wygląda nieźle i liczy, że napastnicy się odblokują.
quote napisał(a):
|
Jedynym wyjątkiem od powyższej reguły jest sytuacja, gdy osobą odpowiedzialną za ruchy transferowe jest, będący ponadto bezpośrednim zwierzchnikiem trenera, Jacek B. - kryptonim: "Syndyk".
|
"Syndyk", czy "Czarodziej", z pustym portfelem nie wiele zdziała.