|
Maaskant miał taką niesamowitą wizję, umiejętności, że praktycznie nie potrafił w żadnym meczu spowodować, żeby zawodnicy zdominowali rywala (poza nielicznymi momentami) - nawet amatorów z Łotwy.
Problemem na tym forum jest to, że wielcy eksperci nie oglądają spotkań, a potem piszą bzdury i manipulują innymi. Jakość gry z wiosny 2011 r. była tylko niewiele lepsza niż teraz. Na jesieni 2011 r. przyjechał Górnik, przyjechali z Bielska, ustawili pressing, włożyli trochę więcej serca w grę i od razu był spory problem. Ten wielki Maaskant w trzech spotkaniach nie potrafił ograć Podbeskidzia, nie wygrał przekonywająco derbów (raz gol Boukhariego w samej końcówce), a raz się skompromitował.
Wygrał z Fulham? Skorża wygrał z Barceloną. Jedni i drudzy olali spotkania, więc dla mnie takie mecze nie są wyznacznikiem. Taki meczyk towarzyski z lepszą oprawą (coś w stylu Wisła - Sevilla - 1:0 i 1:0, Legia - Arsenal - 5:6). Gdy na Craven Cottage Anglicy zagrali trochę bardziej na swoim poziomie i w silniejszym składzie, to mogło się skończyć masakrą. Nie wiem jaki to sukces wygrać z poważnym zespołem, który grał na 20, 30% swoich możliwości. Tak samo jak podniecać się, że Śląsk strzelił trzy gole Hannoverowi. Gdyby Niemcy grali cały mecz na poważnie, mogłaby być dwucyfrówka do zera.
Dla mnie wyznacznikiem była porażka z Odense u siebie, męczarnie w Bułgarii, mecz w Nikozji, czyli zespołami o porównywalnym budżecie, warunkach. Jakoś żaden piłkarz Wisły po wygraniu z Fulham nie trafił do Anglii...
|