krysztal napisał(a):

|
Twoje założenie jest takie ,że Sobol wyciąga max z obecnej kadry.Moim zdaniem nie wyciąga nawet 50%.
|
Nie wiem czy maks, ale to jest clue tych dyskusji. Wszystko obiera się na osądach, wierze, a nie konkretnych liczbach, parametrach itd (z każdej strony). Dyskutujemy jak filozofowie lub teologowie, karmiąc się nawzajem swoimi przekonaniami, które są niesprawdzalne. W naukach ścisłych wylicza się pewne rzeczy, potwierdza eksperymentami, tutaj jest to niemożliwe. Nigdy nie będziemy mieli pewności czy niedomaga trener czy kadra, dopóki nie zatrudnimy kogoś innego, kto dokładnie z tym składem w tych samych warunkach ugra więcej.
Problemem w tym przypadku jest to, że wyrok został wydany zanim strony przedstawiły jakiekolwiek dowody. To że Wisła jest świetna zostało stwierdzone, zanim zagrała z kimś mocniejszym. W dodatku straciła 2 podstawowych zawodników. Żadnej korekty oczekiwań. Gdyby jednak się przyjrzeć dokładniej wcześniejszym meczom, widać jak na dłoni, że już wtedy pojawiały się rysy na tym wizerunku i wcale nie grało nam się łatwo do momentu, kiedy słabsi przeciwnicy pękali i robiło się dużo miejsca na boisku. Ten aspekt to kolejna różnica pomiędzy Ruchem i ŁKSem, a innymi, bo obie drużyny były w stanie grać w naszym tempie przez całe spotkanie.
krysztal napisał(a):

|
Jak wyżej,umieć bronić nie oznacza cofnąć się w szesnastkę i grać tak cały mecz.A skoro według ciebie tych piłkarzy nie można nauczyć skutecznie bronić i cała para poszła w pracę nad ofensywą to co takiego zostało wypracowane,że wystarczy doskok i krótkie krycie żeby ci zawodnicy dostawali głupawki i nie potrafili zawiązać sensownej akcji?Ileż to tych schematów ofensywnych przerobiliśmy,że jak przeciwnik trochę pobiega to walimy głową w mur?Odpuść sobie ten mecz z Arką.Oni w pierwszej połowie zagrali to co ŁKS w drugiej tylko potem usiedli na laurach,nie pierwszy raz w sezonie.
|
W pierwszej lidze wygląda to i tak lepiej niż w ekstraklasie (tam zdarzały się mecze, gdzie nie oddawaliśmy strzału na bramkę). Ale tylko dlatego, że jesteśmy relatywnie mocniejsi i przerastamy większość przeciwników. Dziwi mnie jednak, że przedstawiasz ten przykład jako coś wyjątkowego. To przecież chleb powszedni rodzimej piłki. Walenie głową w mur w meczach ze słabszymi przeciwnikami zdarza się i Legii i Lechowi i Rakowowi. I ani Papszun ani Runjaic ani van den Broom nie znajdują często rozwiązania.