|
Różnica jakości w tym meczu była aż nadto widoczna. Niestety, nie dało się jej zniwelować ambicją i zapieprzaniem, bo tych zasadniczo wczoraj nie było. Być może to kwestia taktyki, bo przez 3/4 meczu miałem wrażenie, że oni w ogóle nie mają w planie czegoś choćby zbliżonego do tego, co pokazali z Lechem. Tak jakby plan na ten mecz z góry przewidywał, że 75 minut na stojąco, a potem, jeśli jeszcze będzie po co, to ruszamy na hura na zmęczonego przeciwnika. Tyle że wtedy już było za późno.
Jakby ktoś z gry założył, że to nie jest ten mecz, w którym mamy szanse zdobyć punkty, więc trzeba go odhaczyć i do domu, szykować się do tych naprawdę ważnych.
W trakcie całego meczu ani przez chwilę nie miałem wrażenia, że możemy tu coś ugrać. Nawet po mocno przypadkowej bramce na 1:1. Raczej wprost przeciwnie - wrażenie było takie, że gdyby Pogoń chciała, to mogłaby przycisnąć jeszcze bardziej. To nawet nie był klasyczny autobus, bo broniliśmy biernie i na stojąco, bez koncentracji i waląc niewymuszony błąd za błędem. Przy autobusie nie zdarzają się takie sytuacje, że pół pola karnego jest puste i przeciwnik swobodnie tam klepie dwóch na jednego (na co czekał Fazglagić przy pierwszej bramce?!) albo że w polu karnym jest jeden na jednego czy czasem wręcz przewaga przeciwników. Nie wiem o co chodziło w tym meczu. Nie rozumiem.
|