Heero napisał(a):

Tylko że wielu z tych "gamoni", chodziło na Wisłę 20-30 lat temu, kiedy nikt nie marzył o sukcesach, a mimo to byli z drużyną na dobre i na złe.
Osoby tego nierozumiejące (np. wielmożny pan Małecki czy Ty) i myślące "skoro chodzę na C, to jestem prawdziwym kibicem Wisły", powinny wziąć solidny rozbieg i walnąć głową w ścianę.
Z kibicowaniem jest jak z życiem - jesteś młody, liczy się dobra zabawa (np. na trybunach). Dorastasz, masz inne priorytety (praca, rodzina itp.)
|
Ale nie unoś się od razu honorem, bo to niepotrzebne - 1q2 (i nie tylko, mnie również) zapewne chodziło o same gwizdanie - nie robił ten cały sektor E, ale mimo wszystko było słychać gwizdy i to było żenujące jak dla mnie. Nie chodzi o generalizowanie, ale stwierdzenie samego faktu.
Niestety boli mnie to,* bo nienawidzę konsumpcjonizmu i "nowoczesnego" komercyjnego podejścia do piłki), że dzieje się to u nas. Jak widać spore grono osób traktuje mecz na Wiśle jako odskocznia, kolejna rozrywka, na równi z wyjściem do teatru czy pójściem na koncert itd. Jak rozrywka jest ......a to dają wyraz swojej dezaprobaty, czyli tutaj gwiżdżą. Miałem okazję przekonać się o tym na meczu z Litexem. W zasadzie zawszę chodzę na trybune, gdzie się dopinguje, ale jako że wtedy byłem z osobą towarzyszącą, zasiedliśmy na E. I niestety było tak jak podejrzewałem, że będzie. W przypadku zagranej złej piłki, czy zmarnowanej akcji itp. co poniektórzy nie wytrzymywali i od razu zaczęli ciskać niecenzuralne słowa w piłkarzy (przypominam, mecz wygraliśmy).
Dlatego trochę rozumiem to o czym Małecki mówił, gwizdy były żenujące. Aczkolwiek z drugiej strony mógł sobie chyba dać siana tekstami właśnie generalizującymi - "pikniki" , "jedzące kiełbase".
Niestety w nastały takie czasy, że mając w perspektywie zapełnienie 33-tys. stadionu, niejako skazan jesteśmy i na "takich kibiców".