RAF napisał(a):

Moze ja sie postaram na tyle na ile umiem.
Samolot opadal z predkoscia 9 mertow na sekunde a powinien 3 do 4 metrow na sekunde (zapamiatalem z wypowiedzi jednego pilota jak mowil ze opadal z predkoscia dwa razt wieksza niz powinien). Im szybsze opadania tym mniejsze obroty (moc) silnika, tym wiecej potrzeba czasu aby uzyskac moc pozwalajaca takiemu kolosowi wzniesc sie w powietrze. Drugie, Protasiuk sam mowi ze jak nie uda sie wyladowac to odejda w automacie (poprzez wcisniecie przyciska "uchod" czyli odejscie). Wg pilotow, autopilot powienien byc wylaczony na 100 metrach, i nie da sie odejsc w automacie na lotnisku ktory nie ma systemu ILS. Do tego nalezy dodac i skorygowac (wielu Was blednie powtarza). Oni nie byli na 100 metrach jak pada komenda Protasiuka odchodzimy (potem komende ta powtarza mjr. Grzywna na wysokosci 80 metrow). Oni byli znacznie nizej, okolo 60 metrow, im sie wydawalo ze sa na 100 metrach. Nastepnie musimy wziasc pod uwage ze nawet przy prawidlowej predkosci opadania, czy prawidlowym odejsciu recznym czy w automacie samolot potrzebuje czasu (paru sekund) aby odejsc na drugi krag. Stad, w mojej opinii, brak nerwowych reakcji w kokpicie. Oni mysleli ze wszystko jest w porzadku. A jak zorientowali sie ze sa za nisko (ten slynny ryk silnikow) to bylo juz za pozno. Czyli reasumujac: byli nizej niz mysleli, opadali szybciej niz powinni, probowali odejsc na drugi krag w sposob w jaki odejsc nie powinni. Te trzy rzeczy na moj rozum spowodowaly ze stalo sie to co sie stalo. Ale, jak mowie, to tylko moje przemyslenia oparte na wiadomosciach zebranych w ciagu tego roku.
|
Uściślając, byli na 100 metrach ale od wysokości terenu w danej chwili (ten słynny uskok terenu przed progiem pasa), a nie od wysokości pasa. W ten błąd wprowadzili się sami korzystając tylko ze wskazań radiowysokościomierza, bo ten barometryczny miał ustawione ciśnienie odniesienia na przelotowe, a nie ciśnienie lotniska.
Reszta generalnie pokrywa się z moimi laickimi przemyśleniami na temat przyczyn katastrofy.