Drozd napisał(a):

|
Problem w tym, że można było spłacać długi i jednocześnie grać sobie na przyzwoitym poziomie w okolicach ocierania się o puchary. Wystarczyło tego chcieć.
|
Nie, nie można było. Nawet z tym dosyć wysokim budżetem obiektywnie nie mieliśmy możliwości na "okolice ocierania się o puchary", bo to nie było kwestią "chcenia"... za duże było obciążenie skutkami lat poprzednich - długi do spłacania, koszty starych decyzji, okresowe wymiany (prawie) całej kadry, ciągłe zmiany wizji, struktury organizacyjne pozbawione odpowiednich kompetencji itd.
Naszym głównym problemem było właśnie to, że przybyło trochę kasy i ktoś pomyślał, że dzięki temu można przeskoczyć etap budowania podstaw drużyny, która spokojnie się utrzyma i od razu przejść do etapu drużyny, która będzie w czubie tabeli, grała atrakcyjną, krakowską piłkę, promowała młodzież i w ogóle. Trochę tak, jak to kiedyś powiedział pod adresem trio Leśnodorski - zanim przeszli etap nauki chodzenia, już chcieli biegać.
O ile w przypadku przeciętnego kibica takie myślenie życzeniowe jest akceptowalne, o tyle ktoś, kto zarządza klubem powinien jednak stąpać bliżej ziemi.
Wiadomo, że łatwo się teraz ocenia, ale na tym polega cała zabawa - błędy ocenia się dopiero po owocach.