|
Zależy jak na to spojrzeć. Przez ostatnie kilkanaście lat byliśmy na smyczy USA i za garść karmy, bądź nawet o suchym pysku wykonywaliśmy ich rozkazy. Jak dobrze pamiętam ze dwa lata temu jakiś funkcjonariusz CIA rzekomo twierdził, że "Polska to 51. stan USA". Pewnie bym się z nim zgodził, gdy nie fakt, że w ciągu krótkiego czasu wszystko runęło i staliśmy się dla nich zwyczajnym krajem w centralno-wschodniej Europie, który nie ma nic do zaoferowania. A wszystko skończyło się wraz kadencją Obamy i porażką projektu tarczy antyrakietowej. Ten mezalians moim zdaniem nie wyszedł nam na dobre, bo te lata na miłostkę z amerycą mogłiśmy poświęcić na budowanie swojej pozycji w regionie oraz na uściślanie stosunków w głównymi graczami w gospodarce światowej. Lecha Kaczyńskiego można docenić właśnie za starania o nawiązanie szczególnych relacji z państwami na wschód od Odry i na północ od Dunaju. Szkoda, że tak mało z tego zostało, bo Rosja położyła już łapy na swoje dawne republiki kaukaskie, Ukraina wybrała ścieżkę Polski w początku lat 90-tych, a inne kraje borykają się z mniejszymi bądź większymi problemami.
Czy te umizgi do Rosji nam w czymś pomogą? Moim zdaniem nie, bo powinniśmy się koncentrować w tej chwili na stosunkach bilateralnych z takimi krajami jak: Chiny, Indie, Japonia, Korea Płd, Brazylia i kraje Bliskiego Wschodu. Szkoda, że dopiero w tym roku, czyli 2010 odbyła się pierwsza wizyta w Indiach. O kilkanaście lat za późno.
|