maxx304 napisał(a):

|
Ile to już razy miał się Cupiał określać?
|
Cupiał już się nie raz "określił" swoim postępowaniem i decyzjami. To on odpowiada za obecny stan klubu. Błędne decyzje, które nieustannie powielał doprowadziły do dzisiejszej sytuacji, ona jest ich naturalną konsekwencją. Ciągle kompromitacje w Europie naprawdę nie są przypadkiem i nie biorą się z niczego.
Wróćmy do kilku najbardziej znaczących posunięć "nadpresesa"
Rok 2003. Najsilniejsza Wisła za jego czasów, wsławiona fantastycznym sezonem w PUEFA, mamy gotową drużynę, maszynkę do wygrywania. Przychodzi lato i Cupiał pozwala na rozwalenie jej. Nie walczy ze wszystkich sił o Kosowskiego, nie wydaje decyzji o sprowadzeniu w jego miejsce klasowych następców, podobnie po strajku Uche, pożegnaniu Kuźby. Największe filary drużyny zostają zastąpione piłkarskimi odpadami w rodzaju Brasili. Efekt - wyraźne porażki z Anderlechtem, zryw z NEC, klęska z Valerenga. Nie jest to efekt nienaturalny dla takiej sytuacji.
Rok 2004. Cupiał reflektuje się, że zrobił błąd. Godzi się na wzmocnienie drużyny, ale znów, jak najtańszym kosztem, zamiast w profesjonalny i sensowny sposób. W efekcie dzięki "fachowości" i podpowiedziom nieocenionego Zdzisia za zbawców, którzy mają teraz podbić Europę robią Kukiełka, Kłos, Kowalczyk, Majdan, Nikola M., Dawidowski, Zieńczuk... Piłkarze słabi, co najwyżej szalenie przeciętni w międzynarodowej skali, w dodatku o wątpliwym zdrowiu...To się też nie mogło skończyć żadnym sukcesem. Dinamo odegrało rolę dzisiejszego Karabachu.
Rok 2005. Zdenerwowany klęską Cupiał po raz kolejny postępuje źle. Wyrzuca Kasperczaka, ale zamiast zatrudnić w jego miejsce fachowca z osiągnięciami, czyli po prostu kogoś lepszego, zatrudnia trenerską miernotę Liczkę. Nie ma żadnych istotnych wzmocnień kadrowych. Drużyna dalej się stacza. Latem znów zostaje dodatkowo osłabiona sprzedażą Żurawskiego, za którego nie przychodzi oczywiście nikt wartościowy. W efekcie zabrakło nam argumentów na Panathinaikos, choć brakowało niewiele mimo stronniczego arbitra. Potem kolejne osłabienia (Frankowski, sprzedaż Uche do Hiszpanii) doprowadzają do klęski z Vitorią. Drużyna z roku na rok przez politykę Cupiała ciągle słabnie, traci wartościowych zawodników, w miejsce których przychodzą mizerne substytuty.
Pieniędzy na realne wzmocnienia nie dostaje potem również Petrescu. Ściągamy na potęgę darmowe lub taniutkie piłkarskie półprodukty, bo taką politykę realizuje klub. Mimo to raz dopisało nam szczęście w meczach z Iraklisem, gdzie Wisła dzięki lepszym niż zwykle treningom pokonała Greków głównie kondycyjnie w drugim meczu. Petrescu już wtedy nie było w Krakowie, bo Cupiał nagrodził go za zmuszanie naszych piłkarzy do prawdziwego wysiłku, który w końcu zaprocentował ....zwolnieniem.
Kolejne miesiące to dalsze pasmo bezrozumnych decyzji Cupiała, zwalniania i zatrudniania trenerów, rozwoju patologii w klubie zakończone 8 miejscem w lidze. Nie było ono niczym nienaturalnym, tylko zwykłą konsekwencją takiego zarządzania klubem.
Przejdźmy do lata 2007. Powrót Kosowskiego i zatrudnienie Skorży uzdrawia sytuację. Drużyna znów zyskuje lidera „trzymającego szatnię” i ma charyzmę. Sezon życia zalicza Zieńczuk. Wystarcza to na zdominowanie naszej słabiutkiej ligi. Ale Cupiał nie pozwala temu, co dobre długo trwać. Robi kolejną głupotę. Z jakichś osobistych pobudek podejmuje decyzję o zerwaniu negocjacji z Kosowskim w sprawie nowego kontraktu. Dla paru słów na przyjęciu urodzinowym, czy innego „arcyważkiego” powodu. Nieważne. Od tego momentu drużyna znów błyskawicznie zaczyna się staczać.
Potem mamy nowy idiotyczny pomysł Cupiała – wzmacniamy drużynę na puchary i ligę dopiero po wygraniu jakiejś rundy w tychże pucharach, po fakcie. Z Lewadią gramy bez prawego obrońcy, z Karabachem dzięki decyzji o pożegnaniu prawie całej dotychczasowej defensywy bez obrony w ogóle. Dochodzą błedy w przygotowaniach, transferach, zanik struktur wewnątrzklubowych… Przez wiele miesięcy klub nie ma prezesa, zarządu, sensownego pionu sportowego, marketingu, scoutingu… Czy w tym stanie rzeczy kolejne kompromitacje w Europie naprawdę są czymś nienaturalnym?