Kamyk napisał(a):

|
A wszyscy wiemy, że był to Lech Kaczyński.
|
Ale to nie ma znaczenia kto tam był, szczególnie że nie sądzę by był to Lech.
Ja miałem różne hipotezy(poparte wieloma faktami żeby 'do ostatniej krwi' nie zarzucił mi propagowania teorii spiskowych) dotyczące tego czemu oni postanowili próbować lądować ,gdy nie było ku temu warunków.Taką wydawało mi się już końcową było to że jakaś tam presja była, oni postanowili spróbować wylądować i przez jakiś splot wydarzeń, typu być może nie zrozumienie z wieżą, błąd wieży,błąd aparatury wynikający z ukształtowania terenu,błąd załogi wypatrującej ziemi itp - doszło do katastrofy.
Natomiast przez myśl mi nie przyszło że odwiedziła ich najważniejsza osoba w ich mniemaniu(tu należy przypomnieć sobie sytuację w Gruzji gdzie Lech nic nie wskórał bo był cywilem - teraz wytoczono grubsze działo czyli dowódce sił powietrznych.) i tym bardziej przez myśl mi nie przeszło że kolesie osiągnąwszy minimalną wysokość 100 metrów - nie widząc ziemi - jechali w pełni świadomie w dół.To się po prostu w pale nie mieści.
Sędzia napisał(a):

"Szef Komisji Badania Wypadków Lotniczych po raz kolejny nie wykluczył, że załoga prezydenckiej maszyny mogła odczuwać presję. Podkreślił jednak, że czarne skrzynki nie zarejestrowały jednoznacznego komunikatu: "lądujemy"."
I ostatnie zdanie jest jedyną mającą istotne znacznie dla stwierdzenia czy ktoś kazał lądować, czy nie. Cała reszta to jest to, o czym pisałem wcześniej - wywołania przekonania, że Prezydent kazał lądować.
|
Ale przecież to jest oczywiste że takiej komendy nie mogło być.W samolocie nawet z załoga wojskową ale w locie cywilnym rządzi pierwszy pilot.
A co jest najlepsze - dziś jedynym pseudo ratunkiem jest napisanie że 'nie było rozkazu'.Jedyny argument który pozostał...