thechris napisał(a):

|
Alvarez skrzydłowym? No nie wiem... to jest nasz najwolniejszy piłkarz...
|
Może i najszybszy faktycznie to on nie jest, ale na pewno nie najwolniejszy... To, że czasami daje się obiegać przez pomocników (zwłaszcza w drugiej połowie) nie jest według mnie spowodowane jego marnym przyspieszeniem, ale właśnie tym, że praktycznie przez cały mecz biega sprintem po swojej prawej stronie - od jednego do drugiego pola karnego.
Wystarczy spojrzeć co się dzieje, gdy po ataku przeciwnika przejmujemy piłkę, a ta trafia do któregoś ze środkowych pomocników. Alvarez zapieprza ile sił w nogach, aby zdublować pozycję prawego pomocnika i zrobić mu miejsce bliżej pola karnego. Jeśli tego nie widzicie, to chyba oglądacie innego Pablo niż ja.
Analogiczna sytuacja następuje w sytuacji, gdy piłka jest rozgrywana po drugiej stronie boiska. Alvarez ustawia się bardzo szeroko, tuż przy linii bocznej, co utrudnia przeciwnikowi prawidłowe krycie. W przeciwieństwie do reszty naszych zawodników, Alvarez potrafi znaleźć sobie miejsce na boisku - co ważne, poprawił również dośrodkowania. Tyle tylko, że nikt tych akcji nie zamyka, bo Kirm zbiega w pole karne, zaś Pietia kurczowo trzyma się środka boiska - toteż zazwyczaj takie wrzutki kończą się przechwytem piłki przez obrońców rywala. A później idzie kontra i Urugwajczyk z powrotem musi na pełnej szybkości wracać do linii defensywnej. Zatem to, że najnormalniej w świecie brakuje mu w ostatnich minutach motoryki, nie jest spowodowane faktem, iż jest to zawodnik powolny, ale właśnie poprzez grę na ewidentne 100% swoich możliwości.
I właśnie za to cenię sobie Pablo Alvareza. On nie kalkuluje, nie zostaje na swojej połowie w przypadku, gdy akcja w swojej początkowej fazie rozprowadzana jest po przeciwnej stronie boiska. Ewidentnie szuka gry, goni jak przysłowiowy pies i doskonale zdaje sobie sprawę co to znaczy grać w piłkę nożną.
Przykładowo taki Łobodziński - można by tu teoretycznie wpisać również kilku innych zawodników, lecz Łobo kolejny raz utwierdza mnie tylko w tym przekonaniu i dlatego właśnie dlatego na jego cześć zaraz pojawią się tutaj "peany" - chyba w swoim słowniku pojęcia "gry w piłkę" zupełnie nie posiada. Jeśliby się uważniej przyjrzeć, Wojtek uprawia zupełnie inną dyscyplinę "piłkę truchtaną" (o jakiej my nomen omen jeszcze nie słyszeliśmy!). Nie można się jednak zbytnio na nim wyładowywać,bo przecież wszyscy pionierzy w swoich czasach mieli ciężko, a ich poczynania zostawały docenione dopiero po jakimś czasie...
P!