Dla mnie "Bekarty..." są najlepszym filmem jaki w tym roku widziałem. Jest to specyficzny film (jak większość Tarantino) więc nie każdemu się musi spodobać.
Pan Jotka napisał(a):

|
Bo jak juz we Francji wieśiak z oficerem SS gada po angielsku(NA WYRAŹNE ZYCZENIE LANDEGO buahhahaa) to zaczyna mi sie cos dziać.
|
A czemu nie wspomnisz o tym, że w zasadzie tylko połowa filmu jest po angielsku? Że w wielu scenach aktorzy mówią w kilku językach? Dla mnie to jest wielki plus na konto filmu.