Markus napisał(a):

Lechia słabiutko zaprezentowała się w Wawie. Ale uderzające jest coś innego - pietyzm i trwoga, z jakim rywale wojskowych (obojętnie jacy) traktują Choto, który choć żadnym wybitnym obrońcą nie jest, wyraźnie budzi u krajowych napastników jakiś niepojęty strach. Zauważyli to wreszcie nawet niektórzy dziennikarze. Nikt mu nie wejdzie twardo ciałem, każdy ucieka od walki kontaktowej, boi się go zaatakować agresywnie, pójść na "zwarcie", wsadzić nogę, jakby reprezentant Zimbabwe miał nogi ze stali, a nie takie, jak każdy człowiek. Napastnicy od niego uciekają, nawet nie próbują zastawiać piłki, jakby Choto to była przynajmniej indyjska święta krowa. Mnie to już zaczyna powoli bawić, bo mówimy o zwykłej komedii.
Choto to nie jest żadna skała, czołg, nieomylny obrońca. To tylko piłkarz jakich wielu. Niestety, nie w umysłach większości ligowców. Ciekawy jestem, czy i nasi napastnicy będą się bać pojedynków 1 na 1 z tym bardzo mało zwrotnym i wolnym stoperem, który nie wiedzieć czemu wyrobił sobie nadmierny respekt u rywali.
|
Paweł Brożek dwa sezony temu, w meczu na Reymonta nieźle przestawił Choto, przy golu Zieńczuka. Trudno wymagać od napastników o nikłej posturze, aby próbowali przepychać murzyna, który ma kłopoty z nadwagą. Wiadomo, że mają przewagę szybkościową i są bardziej zwrotni, jednak oczywiste jest, że w walce bark w bark nie mają szans.