|
Lechia słabiutko zaprezentowała się w Wawie. Ale uderzające jest coś innego - pietyzm i trwoga, z jakim rywale wojskowych (obojętnie jacy) traktują Choto, który choć żadnym wybitnym obrońcą nie jest, wyraźnie budzi u krajowych napastników jakiś niepojęty strach. Zauważyli to wreszcie nawet niektórzy dziennikarze. Nikt mu nie wejdzie twardo ciałem, każdy ucieka od walki kontaktowej, boi się go zaatakować agresywnie, pójść na "zwarcie", wsadzić nogę, jakby reprezentant Zimbabwe miał nogi ze stali, a nie takie, jak każdy człowiek. Napastnicy od niego uciekają, nawet nie próbują zastawiać piłki, jakby Choto to była przynajmniej indyjska święta krowa. Mnie to już zaczyna powoli bawić, bo mówimy o zwykłej komedii.
Choto to nie jest żadna skała, czołg, nieomylny obrońca. To tylko piłkarz jakich wielu. Niestety, nie w umysłach większości ligowców. Ciekawy jestem, czy i nasi napastnicy będą się bać pojedynków 1 na 1 z tym bardzo mało zwrotnym i wolnym stoperem, który nie wiedzieć czemu wyrobił sobie nadmierny respekt u rywali.
Jaroo1: "okazało się, że gracze co się sprawdzają w Polsce są z 2 ligi hiszpańskiej. Nic w tym odkrywczego nie ma, byłoby dziwne gdyby się nie sprawdzali."
(...)
"Polaków na rynku to mamy do wyboru praktycznie zero w porównaniu do chociażby rynku europejskiego. Ogólnie poziom Polakow jest słabszy niż graczy z zachodu, dlatego logiczne jest że łatwiej znaleźć kogoś na zachodzie, nawet z II-V ligi - zależy od kraju, bo np w Hiszpanii można znaleźć dobrego gracza w niższej lidze"
|