R6 i R1 to klasyka ostatnich kilku latek. I przyznam rację, że to chyba najładniejsze motory aktualnie.
Co do jazdy, to od dobrych 10 lat wożę się jako pasażer. I przyznam, że i tego trzeba się w pewnym sensie "uczyć". Od paru latek też lubię w sezonie pośmigać crossem (już jako kierowca

). Jeżdżę Yamahą WR 450-tką i powiem Wam, że chyba warto delikatnie zrezygnować z mocy i pojemności kosztem redukcji wagi i wysokości siedzenia. Jeśli mnie pamięć nie myli to WRka jest najcięższym i największym wyczynowcem na rynku i przyznam, że mi, jako dziewczynie, trochę to wadzi, bo ciężko się manewruje taką maszyną w terenie. A co do szosowych, to w czerwcu zabieram się za prawko A, żeby w końcu przenieść swoją pasję także na ulicę, za kierownicą. A jak przyjdzie pomyśleć o zakupie jednośladu, to chyba postawię na Ninję 600. Z tą pojemnością, jest chyba najlżejszym motorem. Nie warto na początek pakować sie w 900 czy litrówkę, bo..hmmm...człek młody, głupi i różnie to może być. Po oswojeniu się ze wszystkim, można myśleć o czymś mocniejszym - przynajmniej takie mam zdanie. A i od rodzica można mocniejszą maszynę zawsze pożyczyć
Kamil napisał(a):

|
poczatki bywają trudne, a upadki bolesne,
|
Zgadzam się w 100%

Ale z każdym upadkiem doświadczenie rośnie. Już wiesz, co robić inaczej, a czego nie należy robi wcale
