2 kwietnia zapomniałem wziąć z domu waznej karty. Mowie kanarowi prawde, ze nie wzialem. A on mowi, ze przeciez mialem pewnie do 1 kwietnia. (sprytny, nie ma co ; p) Mowie mu pewny siebie, ze nie wzialem, powzna mina, kontakt wzrokowy (to wazne, wychodzisz na szczerego) i odpuscil. Innym razem nie mialem karty, ale gra aktorska: "cholera.. nie wzialem portfela... zostawilem karte w domu, no nie.. bede musial az 100zl zaplacic? wypisze mi pan kwitek?" - oczywiscie wiedzialem, ze koszty anulowania w takiej sytuacji - 5zl, ale chcialem wyjsc na niekumatego

tak zeby uwierzyl, ze rzeczywiscie nie wzialem. Powiedzial, ze pojdzie sprawdzic innych, a zaraz do mnie wroci, ja kulturalnie na najblizszym przystanku wysiadlem.
Trzeci raz sie nie udalo ;D. Tyle ze wtedy nie powiedzialem od razu, ze zapomnialem, bawilem sie w szukanie gleboko w plecaku, probowalem tez uciec ; ) Wiec nie wiem czy by odpuscili, gdybym od razu powiedzial, ze zapomnialem. Wtedy zajalem miejsce siedzace, otoczylo mnie ich dwoch i powiedzieli, ze nie wysiadamy, jedziemy do konca linii. Nie mialem na to czasu.. ugialem sie, wyjalem dokument. Jestem ciekaw co warto w takiej sytuacji zrobic... czy odpuscili by sobie? Do konca linii bylo ok. 7 przystankow.
Ogolnie - 1 zasada, zawsze trzeba powiedziec, ze zapomnialo sie z domu, starac sie to zrobic przekonywujaco. Im sie nie bedzie chcialo dzwonic po policje, bo po co robic tyle zachodu, jezeli na koncu sie okaze, ze kara wynosi 5zł..