Wyświetl pojedynczy post
emsi
Senior Member
 
Od: 05.2004
Skąd: się bierze woda sodowa i nie tylko

Offline

Ignoruj użytkownika Pomoc
#365
Stary 21.03.2009, 00:11
Witam

Jestem właśnie świeżo po projekcji Martyrs i chciałbym się podzielić swoją opinią na temat tej produkcji, tak szeroko komentowanej w światku fanów kina grozy i sam przyznam dałem się nakręcić na ten entuzjazm wokół produkcji Laugiera i na wstępie powiem, jest to chyba jeden z większych moich zawodów ostatnich czasów.

Pierwsza część filmu (bo jest on wyraźnie podzielony na dwie części formalnie) jest bardzo dobra powiem, nawet, że świetna. Historia o zemście, ale też poczuciu winy, a także przyjaźni zrobiło na mnie ogromne wrażenie. Jest mocno, niekonwencjonalnie i pod względem technicznym, jak i patentów, nawiązań do gatunku i jego kanonu.przez montaż, kadrowanie i całe filmowe rzemiosło można wystawić tylko 6tkę. Na myśl, jeśli chodzi o montaż przychodzi mi strzał w górę i rozlatujące się we wszystkie kierunki ptaki na niebie, lub sam początek, który zaskakuje, lecz nie będę tu pisał bo nie chcę psuć przyjemności.

Czemu zatem jeśli jest tak dobrze jest tak źle?

Ano pokrótce dlatego, że kolejne 45 minut filmu grzebie cały klimat i pomysł popadając w banał i szokując dla samego szokowania, ponieważ zupełnie nie kupuje dalszej części historii, sekty, wygłaszanych banałów, i mimo że pod względem technicznym jest świetnie, przemyślanie, i bardzo mocno, to po adin zupełnie nie obchodził mnie los tytułowej męczenniczki, po dwa uproszczenia, wizualizacje życia po śmierci jak z jakiegoś katolickiego pisemka po prostu nie kupuje, i bardziej mnie śmieszyło, a nie sądzę, że w tak realistycznej formie jaką przedsięwziął reżyser o to mu chodziło(niech mnie ktoś poprawi jeśli nie mam racji, ale nie czułem ani przez moment oka puszczanego do widza więc wszystko było robione w tonie serio) i nawet nie pomogło tu bardzo dobre zakończenie, bo po prostu po seansie pozostaje mi w głowie zmarnowany wielki potencjał, który aż nadto było widać w pierwszych świetnych 45 minutach.

Podsumowując jeśli film byłby tylko średnim metrażem, i skupiono by się na pierwszym wątku, bez niezamierzenie śmieszno - bzdurnych filozofowań, pewnie wszedłby do kanonu gatunku, a jeśli nawet nie, to blisko by się o niego otarł, a tak to cóż pozostał wielki niedosyt i niesmak, że mimo, że film pod każdym technicznym względem od aktorstwa, po genialną charakteryzację, po prostu wgniata to Martyrs zwyczajnie zawodzi.

A choć wg mnie przekroczono w owym filmie brutalność ostatnich produkcji wyznaczoną przez A'Linterieur, to ma się poczucie, że film nie jest brutalny tak jak produkcja Maury i Bustillo, a wyjaśnienie wydaje mi się proste, tam przeżywałem razem z bohaterką i interesował mnie jej los jak i historia umiejscawiała mnie w centrum wydarzeń (pomimo kilku błędów i nielogiczności) i w tym wg mnie tkwi siła filmu Bustillo i Mauriego, natomiast bohaterki Laugiera wzbudziły we mnie jedynie obojętność więc i kolejne szokowanie nie działało tak jak potrzeba.

Nergal napisał(a):Wyświetl post
Oczywiście w tym zestawieniu nie może zabraknąć "Bez przebaczenia" Estwood'a. To chyba ostatni naprawdę wielki western jaki się pojawił.
Dobrze Nergal, że chyba napisałeś bo wg mnie i gorąco polecam ostatnim wielkim westernem jest australijska Propozycja Johna Hillcoata, film z muzyką i scenariuszem Nicka Cave'a. mocny, niebanalny, nie idący jasno wyznaczoną ścieżką przez gatunek. świetntie zagrany, sfotografowany, a muzyka jak i scenariusz naprawdę cymesik Gorąco polecam

Tu trailer dla podkręcenia zainteresowania, bo ten film zobaczyć naprawdę warto, a dla fanów westernów pozycja obowiązkowa

http://www.youtube.com/watch?v=G7V-CW_SUos

Pozdrawiam
Ostatnio edytowane przez emsi : 21.03.2009 o godz. 00:30.
--Dezaktywacja-- Borys trzymaj się!
Odpowiedz cytując