Niby ryb tam prawie nie ma, ale jak się siedzi i po drugiej stronie wyskakuje z wody taki ok. 70 cm leszcz czy cos takiego(z daleka nie poznałem) to czlowieka moze szlag trafic. Śmiejemy się z tatą, że one wiedzą, że my tam siedzimy i robią wszystko, zeby nas wnerwić.
A co do łowienia na Wiśle - jednak trochę się boję łowić bez karty. W wołowicach właścicielem tego zalewu jest moj sąsiad, więc nie ma problemu. A niech nie daj boze jakas kontrola przyjdzie i bedziemy udupieni. Więc wolę albo wyrobić sobie kartę wędkarską, albo po prostu bawić się w "łowienie" polegające na siedzeniu na świeżym powietrzu i patrzenia się w spławik i skakaniu ciśnienia, gdy splawik się ruszy.