Skąd spekulacja, że tam było jakieś "zamiast"? Skąd spekulacja, że poprzednio miał inną swobodę? Skąd spekulacja, że Królewski coś mu narzucił?
Cytat:
|
Jakim cudem wcześniej udało mu się dobrać w takim razie właściwych współpracowników?
|
Nie wiem. Ponieważ za kolejnym razem mu się nie udało, to nie jestem na tyle odważny, żeby z jednego udanego razu wyciągać jakiekolwiek całościowe wnioski o umiejętnościach Kiko w tym zakresie. Na tym polega różnica między nami i naszym podejściem. Nie oceniam po jednostkowych zdarzeniach. Nie pomijam innych jednostkowych zdarzeń. Jeśli już miałbym oceniać - to szukam tendencji, a nie wybieram tego, co pasuje pod tezę.
Cytat:
|
Drugą porażką Kiko, za którą musi odpowiadać
|
Nie, wcale nie musi. To znaczy nie musi, pod warunkiem, że ktokolwiek chce być w swoim wnioskowaniu logiczny.
Ale widzę, że w ogóle nie zrozumiałeś o czym piszę (albo zrozumiałeś, tylko kolejny raz usiłujesz odwrócić dyskusję w zupełnie inną stronę), więc trochę szkoda mi czasu na tłumaczenie tego trzeci raz.
Cytat:
Czyli nie mieliśmy zespołu, który mógłby i powinien wiosną wygrać z takim Zagłębiem Sosnowiec. 
Poważnie?
|
Fakty są takie, że mieliśmy kadrę, która na początku wydawała się zaje*ista. A potem przyszły mecze z silniejszymi przeciwnikami i o realną stawkę. Ta kadra przerąbała wszystkie te mecze, niezależnie od tego, czy w danym meczu akurat grał Igbekeme (albo inny Iksiński) czy nie, więc sorry, ale nie ma tak łatwo.
Można się oczywiście spierać o to, ile procent było w tym zasługi Sobolewskiego, a ile samych zawodników, którzy w decydujących momentach mieli kupę w majtkach (co oznacza, że nie byli odpowiednio dobrani do stawki), ale ignorowanie obydwu aspektów uwłacza racjonalnemu rozumowaniu w świetle faktów. Faktów, nie spekulacji.
Jeszcze więc raz, może i zespół ten powinien, ale wszystkie decydujące i wtopione mecze pokazały, że niekoniecznie mógł awansować.
Cytat:
|
Kiko w tym elemencie swoją robotę zrobił: stworzył zespół, który był w stanie odrobić i odrobił straty
|
No wiem, wiem.
Odrobienie straty - zasługa Kiko.
Wtopienie wszystkich decydujących meczów - sierota.
Cytat:
|
Skoro sprowadzasz rzecz do absurdalnego udawania, że nie widzę jego porażek, tam gdzie rzeczywiście swoimi decyzjami przegrał, zadałem proste pytanie: jakie poważne błędy popełnił podczas swojego pierwszego okienka w Wiśle jako Dyrektor Sportowy?
|
Podkreślenia moje, tak żeby - tradycyjnie - pokazać gdzie manipulujesz słowem.
Otóż cała zabawa polega na tym, że Kiko jest tutaj dłużej niż jedno okienko.
A jaki błąd w tym jednostkowym wycinku czasu popełnił? To można ocenić po czasie. Stworzył kadrę graczy, którzy byli w stanie na luzie odrabiać straty dopóki nie pojawiła się realna presja. Kiedy nikt nie wierzył w awans wygrywali. Kiedy pojawiła się realna możliwość awansu - każdorazowo zawalali, i to w koncertowy sposób. Czy w ramach pier*yliarda super hiper jakościowych Hiszpanów (umiejętności większości z nich nie odbieram) mógł spróbować znaleźć choć jednego gracza zdolnego do uniesienia presji w decydującym meczu? Nie wiem. Może mógł, może nie mógł. Fakty pokazują, że takiego gracza w decydujących momentach tamtego sezonu nie było. Może Sobolewski go schował tak głęboko, że - pomimo zmian w składzie pomiędzy Ruchem / ŁKS-em / Sosnowcem / Puszczą akurat pechowo ten jeden jedyny zawodnik nie miał możliwości objawić się światu i kibicom.
Aha, przypominam, że Kiko był zwolennikiem pozostawienia Sobolewskiego, na którego usiłujesz teraz zrzucić całość odpowiedzialności za wyniki.