|
Oczywiście mogę się mylić. Niemniej teraz przebieg wydarzeń wydaje się być jasny.
1. Oferta od MADA po prostu do nas wpłynęła, nikt sam ich od nas nie szukał (tym bardziej, że równolegle negocjowali ze Śląskiem).
2. JK się "podpalił", zamiast siedzieć cicho, brylował na tt, już pal licho, że pisał o prawie dopiętym dealu, ale, że bezczelnie łgał o tym, że to rzekomo "jego partnerzy biznesowi"
3. MADA postawiła warunek - wstawiamy swoich, nie potrzebujemy dotychczasowych zarządzających at all.
4. JK stwierdził, że jednak za bardzo podoba mu się bycie w centrum uwagi, by tak ot oddać zabawki.
Jakie są z tej komedii wnioski?
Nie lubię używać wielkich słów, więc nie napiszę nic, bo stwierdzenie, że są one nieciekawe byłoby IMHO nieadekwatne.
Otóż nie przeraża mnie wcale, że JK pogonił oczywistych oszustów, jakimi IMHO jest ta cała MADA, wręcz przeciwnie, nalezy się z tego tylko cieszyć.
Gorzej, że JK nie pogonił ich dlatego, że są oszustami, ba, wręcz najprawdopodobniej on tego w ogóle nie zauważył. On ich pogonił tylko dlatego, że chcieli go po dopięciu dealu po prostu odstawić od zarządzania.
Tyle.
|