W sumie fajnie się ten mecz oglądało (przynajmniej jak na polską ligę, oczywiście). Oba zespoły dobrze poukładane i jeżdżące na tyłkach, a nie jakieś zwykłe dreptanie i wrzutki jak balony.
Pogoń miała więcej z gry, jej akcje bardziej się zazębiały, jednak dochodzili do pola karnego i dalej nie bardzo wiedzieli, co robić - także słowa uznania dla naszej defensywy. Chyba jedyna faktycznie groźna sytuacja dla nich (poza wolnym z okolic pola karnego), to strzał Kucharczyka z ok. 10 metrów... prosto w nogę Szota.
My za to mieliśmy więcej od nich klarownych sytuacji, więc równie dobrze mogliśmy wygrać i 4:1. Tutaj słowa uznania dla bramkarza Pogoni.
Teraz Płock i jak znów nam Uryga strzeli, to sie zdenerwuje
