Virusman napisał(a):

|
Dane są, ale przecież one nic tak naprawdę nie mówią.
|
Oczywiście, że dane są, jeśli się chce ich poszukać, a jeśli jeszcze potrafi się je zinterpretować, to już prawie jesteśmy gotowi do rzetelnej dyskusji.
Na początek może takie dane:
1) - przychody netto ze sprzedaży
2013 27,4 mln zł
2014 27,6 mln zł
2015 27,7 mln zł
2016 29,8 mln zł
(w tym)
- przychody od jednostek powiązanych (czyt. od podmiotów z grupy TF)
2013 8,5 mln zł
2014 6,7 mln zł
2015 6,3 mln zł
2016 0,6 mln zł (* na koniec 2016 r. TF nie była już powiązana z Wisłą, więc to, co TF włożyła w 2016 r. już się w tym miejscu nie znajdzie, przyjmijmy szacunkowo, że do sprzedaży Wisły TF dorzuciła do klubu ok. 3-3,5 mln zł)
2) - pozostałe przychody operacyjne (tutaj mogą być uwzględnione m.in. kwestie związane z transferami)
2013 3,7 mln zł
2014 5,8 mln zł
2015 2,8 mln zł
2016 2,7 mln zł
Przychody finansowe w naszym przypadku są nieistotne.
Wniosek? Jeśli uwzględnimy korektę wynikającą z tego, co TF wkładała do klubu jako właściciel, przychody zostały utrzymane na porównywalnym, a nawet nieco wyższym poziomie niż wtedy...
Cytat:
|
Te liczby mówią przede wszystkim co innego. Przychody komercyjne, z transmisji i z dnia meczowego są ważne i liczy się każdy grosik. Ale dla takich drużyn jak my, ze środka tabeli, które nie dostają pieniędzy z miasta, różnice robi się głównie na transferach. Np. sprzedaż Brleka to ok. 40% przychodów ze źródeł pozatransferowych. Dlatego ja wciąż nie mogę zrozumieć, że skoro mamy takie długi, problemy finansowe, finansowo przebijają nas inni przeciętniacy ligowi, to nasza polityka klubowa to wciąż jakaś życzeniowa cosezonowa walka o puchary za wszelką cenę...
|
Odpowiedź jest jedna. Cupiał, niech mu będzie chwała za lata świetności sportowej, zostawił nas w finansowo-ekonomicznym gorszym stanie niż nas przejął dwie dekady wcześniej. Kiedy nas przejmował, w klubie nie było pieniędzy na przysłowiowy papier toaletowy i były spore długi. Kiedy nas zostawiał, w klubie również nie było pieniędzy na przysłowiowy papier toaletowy, ale długi były (w relacji do przychodów) już ogromne, a na dodatek obowiązywały kontrakty nieadekwatne do możliwości klubu.
TF wyjaśniała, że zostawia klub, z budżetem na najbliższy sezon, który jest w stanie się zbilansować po przeprowadzeniu dwóch transferów. Czyli, inaczej rzecz ujmując, zostawiała nas z kilkunastomilionowym długiem i dziurą budżetową, która nie tylko nie pozwalała na spłatę długu, ale generowała dalszy dług, chyba że uda nam się korzystnie sprzedać dwóch piłkarzy. Tyle że to był stan na dzień sprzedaży klubu Meresińskiemu. Pomijając już to, ile pieniędzy zdążył jeszcze wyprowadzić z klubu (czyli o ile jeszcze powiększył dług i możliwości finansowe klubu) zanim udało się go pozbyć, w momencie kiedy TS przejmowało klub letnie okienko transferowe właśnie się zamykało, czyli zostaliśmy bez kasy, która miała nam pozwolić chociaż na bieżąco wyjść na zero. Zostaliśmy bez kasy, z długami i perspektywą rachunków bieżących, których nie ma jak spłacić. Z czarnym PR gratis, który nie pozwolił nam znaleźć żadnego sponsora koszulkowego, a tylko mniejszych sponsorów wspomagających de facto spośród kibiców (np. profix). Krótko mówiąc, nie było z czego płacić nikomu, miastu, zawodnikom, wierzycielom. Długi caly czas rosły, a z szafy wypadały kolejne trupy. Sytuacja poprawiła się dopiero na wiosnę, kiedy można było faktycznie kogoś sprzedać, doszedł sponsor koszulkowy, ale to było ciągle za mało. Wystarczyło na uzyskanie licencji i utrzymanie kadry, ale wiadomo było, że nie płacimy w terminie i długi rosną. "Połowa" wyniku z 2017 roku to ciągle jest połowa najgorszego i kluczowego sezonu po przejęciu klubu. Księgowo zapewne dużo więcej.
No ale dobrze, jakoś tam się zreorganizowaliśmy na sezon 2017/18. Pozbyliśmy się części obciążeń płacowych, zapłaciliśmy najpilniejsze długi, sprzedaliśmy kilku zawodników i pokryliśmy przynajmniej tę dziurę budżetową wypracowaną w sezonie, ale... zobowiązania długoterminowe jak były, tak są. Innymi słowy, czego większość użytkowników tego forum nie rozumie, ta sprzedaż Mączyńskiego i Brleka tak naprawdę w większości nie miała dawać pieniędzy na nowy sezon, ale poszła na spłatę długu wypracowanego w sezonie 16/17 i najpilniejszej części długu "odziedziczonego" po TF. Czyli te pieniądze de facto zanim wpłynęły, już były wydane. Pomińmy to, że w przypadku Brleka na dodatek nie wpłynęły, co znowu wywołało dziurę w budżecie.
No wiec znowu, nie płaciliśmy w terminie i co najwyżej lekko spłaciliśmy stare długi. Płynność poprawiła się trochę, ale de facto nadal leży i kwiczy. Pieniędzy na kupce koncie nie ma. Nie ma jak szaleć.
I teraz zaczynamy się porównywać z innymi "przeciętniakami ligowymi". Przeciętny przeciętniak w polskiej lidze też jedzie na długach, ale oferuje większe kontrakty niż my. Dlaczego? Bo stoi za nim właściciel, który psioczy, psioczy, ale na koniec roku grozi palcem, że "to już ostatni raz" i pokrywa jego długi. Dlatego inni grają w grę "zastaw się a postaw się". W Płocku i Lubinie dorzuca się moloch. W Zabrzu, Gliwicach, Gdyni, Wrocławiu czy Nowym Sączy - miasto. W Szczecinie i miasto, i moloch. Cracovia, Lech, BBT, Lechia, Korona - wiadomo. Nawet Jagiellonia i Lechia dostają sporą kasę od miasta.
Jedynym klubem w ekstraklasie, który nie może liczyć na pieniądze z zewnątrz, od właściciela czy miasta, jest w tej chwili Wisła. Dodatkowo obciążona spłatą starych długów, bo my od miasta dostajemy tylko pozwy o zapłatę. Dlatego, myśląc odpowiedzialnie, nie możemy oferować nie wiadomo czego, musimy pozostawać w realiach tego co mamy, a i to uwzględniając harmonogram spłaty zaległości.
Cytat:
|
Polityka nakierowana na wychowanie i sprzedaż zawodników mogłaby nam dać więcej finansowych korzyści.
|
Długoterminowo tak. Ale żeby wychować i sprzedać zawodnika trzeba najpierw zainwestować, a potem odczekać kilka lat, które trzeba jakoś przetrwać. Takie życie...