Jaroo1 napisał(a):

Najlepiej takich cwaniaczków politycznych jak ty. Żyjesz w tym swoim politycznym świecie oszustów i nie rozumiesz rzeczywistości. Powiedz mi, jaką grupę społeczną obciążono jak zabrakło kasy na stadion narodowy czy ten we Wrocławiu? Jaką grupę społeczną się obciąży jak dług publiczny wzrośnie? Po dupie dostają wszyscy bo budżet Polski jest jeden. I zasranym obowiązkiem polityków jest czy było, jak najszybciej zacząć rozwiązywanie problemu pt ZUS, a nie .......ić, że wszystko jest dobrze lub udawać, że problemu nie ma i mamić ludzi, że jeszcze im się da 500 zł na dziecko.
Straszysz tym, że spłacanie emerytów zajmie 20-30 lat a nie myślisz o tym, że jak minie kolejne 20-30 lat, w których nikt nic z ZUSem nie zrobi ot już tak kolorowo nie będzie i będąc totalnym bankrutem się już Polska z kolan nie podniesie. Wtedy będziemy marzyć, że fajnie byłoby 20-30 lat zacisnąć pasa i się pozbyć problemu.
A rozwiązanie tego jest bardzo proste. Oczywiście nie mam wyliczeń bo nie jestem znawcą ale mam rozum nieprzesiąknięty .......onym politycznym myśleniem. Jak człowiek chce spłacać długi to po pierwsze nie może wydawać kasy na głupoty - bo jak wyda na głupoty to zawsze na długi braknie - także koniec z jakimiś ośmiorniczkami, przycinaniem kasy na kilometrówkach, jakimiś laptopami, setkami pomocników dla posłów, biurami, przepychem wszechobecnym itp itd Niech te ....y zaczną żyć jak na honorowego czlowieka przystało a nie jak jakies burżuje bo ani wyglądu ani rozumu nie mają, który by ich do tego predysponował. Zwykłe ....y bez honoru, które się po trupach dorwały do władzy i żerują na Polsce. No, to możesz przekazać swoim kolegom po pierwsze.
Po drugie, jak się ma długi to się nie tworzy kolejnych, także koniec z kolejnymi pojebanymi inwestycjami, które sa tylko po to, żeby mamić ludzi (postawili halę, aquapark, zrobili molo = kurde, no robią coś dla miasta). Po co nam stadion w Chorzowie, po co były wielkie stadiony w Gdańsku czy Wrocławiu? Każdy normalny człowiek wie, że inwestowanie w takie elementy infrastruktury jest nieopłacalne. Jak jak nie śmierdzę groszem to sobie nie postawię hali sportowej na działce. Jak bym był bogaty to wtedy owszem, bym kasę na zachcianki wydawał. Po pierwsze te obiekty nie sa nawet w stanie same się sfinansować a co dopiero mówić żeby się zwróciły koszty ich budowy. To tez możesz swoim kolegom przekazać.
Po trzecie koniec z jakimiś obietnicami i rozdawaniem kasy. Chcesz rozdawać na socjal, 500 zł na dziecko? To może lepiej pomyśleć o spłaceniu długu tymi 500 zł? Może lepiej powiedzieć, że uwolnimy was, Polaków od pułapki ZUSowskiej, od długu publicznego i będziemy co miesiąc spłacać te zobowiązania?
Po czwarte - i teraz uważaj. Koniec z okradaniem Polaków, z wyzyskiem. Obniżenie podatków ich uproszczenie, uproszczenie prawa, zmniejszenie biurokracji. Dzięki temu budżet by zyskał bo to, że VAT będzie 5% niższy to, że nie będzie podatku dochodowego, to nie znaczy, że ludzie kasę, którą oszczędza w ten sposób spalą w piecu lub nią sobie dupę podetrą. Po prostu zostanie z wypłaty 200 zł więcej to ludzie kupią albo więcej jedzenia, albo zainwestują w dom, albo w pracownika = gospodarka by wtedy tętniła życiem = więcej kasy dla Polski. Będzie VAT 5% niższy to zamiast 9 butelek wódki sprzeda się ich 15. W efekcie każdy zarobi. Państwo mimo obniżenia VATu zarobi bo więcej sztuk sie sprzeda. Zakład zarobi bo więcej towaru pójdzie. Żeby ten towar zrobić to zatrudni pracownika kolejnego, dzięki temu Polak dostanie pracę, zarobi na nim i pracodawca i Państwo ze składek, które zapłaci zakład na pracownika. To wszystko sie zazębia tylko trzeba przestać myśleć jak jakis jebany polityczny kretyn, który uważa, że im bardziej się zniewoli człowieka, im bardziej się podwyższy ceny to tym więcej się zarobi na takim niewolniku. Trzeba przestac myślec, że Polak to jebany debil, który sam sobie nie zarobi tylko trzeba mu DAĆ (czy raczej ODDAĆ to co mu się wcześniej ukradło) na dziecko czy coś innego. Trzeba skończyć ten ucisk i wtedy wszystko praktycznie samo się zrobi. Mnie kontroli urzędniczej, mniej przepisów, mniej podatków, uproszczenie ich to mniej urzędasów, którzy musza tego pilnować = mniej państwowych etatów = kolejne oszczędności. Więcej kasy w naszych kieszeniach to większy rozwój nasz i co za tym idzie gospodarki.
Ludzie by mieli więcej kasy, więcej pracy to wtedy nawet im można stówkę z wypłaty zabrać w jakimś podatku i szlo by to na spłatę zobowiązań ZUSowskich i długu publicznego.
Po piąte, trzeba przestać szastać pieniędzmi jak debile. Ja wiem, że drogi, szkoły itd trzeba remontować. Wiadomo. Ale jak przychodzi do takiej inwestycji to żadna ....a nie pomyśli co zrobić żeby było taniej. Jest taki przepych i kasa wydawana z taką pompą, że aż wstyd. Wszystko by można było zrobić taniej tylko trzeba by trochę pomyśleć.
Po szóste jak się całe życie zyło na kredyt, jak debil to trzeba swoje odcierpieć, tak więc musi być jakiś okres przejściowy gdzie kasa zamiast na zabawę i życie idzie do obcej kieszeni, na spłatę długu. Dlatego wiadomo, że zarówno emeryci jak i ci, którzy składki dopiero płacą musieliby trochę pocierpieć i jakaś część emerytur i składek by szła na spłatę zadłużenia. Na pewno bym wolał dzisiaj 100 zł ze składek oddać na spłatę długu i powolne zamykanie ZUSu, za 40 lat dostać trochę niższą emeryturę ale w ogóle mieć pewność, że tę emeryturę będę miał. Lepiej cierpieć 40 lat po trochu niż by się miało okazać za te 40 lat, że kasy się żadnej nie zobaczy na emeryturze, bo wtedy dopiero by była pyta.
Po siódme, trzeba coś zrobić z tą jebaną Unią, która nas ogranicza, która rujnuje Polskę, która ssie od nas kasę, która nam daje jakies jebane kary za np produkcję mleka, która niby daje dotację ale tylko po to żeby zadłużyć kraj, bo inwestycja = dotacja + kredyt na inwestycję, bo dotacja = często przetracana kasa. Tyle co my od tej UE dostaliśmy to na pewno więcej już straciliśmy bo jesteśmy przez te inwestycje pozadłużani, bo duża częśc kasy idzie na głupoty, bo dotajemy śmieszne ograniczenia i kary.
Także skończ ten swój polityczny bełkot. Zacznij myśleć jak normalny człowiek a nie jak polityczek bo kasy jest w brud w Polsce.Tylko trzeba wyjść z tego pojebanego schematu PO-PISowskiego, który nas zamknął w klatce, gdzie jedyna możliwość na dorobienie się Polski to podniesienie podatku Polakowi, gdzie sukcesem jest raz podniesienie VATu a później triumfalne obniżenie go do tego samego pułapu, czy zrobienie tego samego z wiekiem emerytalnym, gdzie jedyna opcja na (niby) ulżenie Polakom to danie im socjala. Trzeba myśleć o ważnych problemach i je rozwiązywać, trzeba szczerze i z dobrego serca się zająć tym wszystkim a nie rozwalać kasę na prawo i lewo.
Jak nas stać na przyjmowanie imigrantów czy banderowców, na mieszanie się w wojnę Ukraińsko-rosyjską, na którym to mieszaniu tylko tracimy (embarga i to z zgrozo od Ukrainy też!), jak ans stać na pożyczanie kasy Grecji to też nas stać na rozwiązanie problemu z ZUSem.
Bądź tak łaskaw i przekaż to co napisałem swoim kolegom, może dzięki temu się coś w Polsce zmieni po jesieni.
|
Jak widać nawet kolega Bełkot, odpowiednio zmotywowany, potrafi się sprężyć. Pomijam oczywiście standardowe "uprzejmości" o "cwaniaczkach", "oszustach" itp, itd bo powszechnie wiadomo że bez bluzgania na polemistów i wyrzucania nadmiaru żółci, koledze zaczyna gnić wątroba. Taka już jego uroda. Tym niemniej warto odnieść się również do przedstawionych przez kolegę propozycji,bo przy całej swojej ograniczoności, adresują niektóre z problemów związanych z reformą emerytalną. I tak:
1. Rozbudowaną wypowiedź w punkcie pierwszym można podsumować dwoma zdaniami: oszczędności budżetowe.
2. Punkt drugi to analiza opłacalności inwestycji realizowanych (współfinansowanych) przez budżet.
3. Punkt trzeci, podobne jak punkt pierwszy można zaklasyfikować do grupy: oszczędności budżetowe.
4. Ten punkt to działania stymulujące wzrost gospodarczy (kolega proponuje dwa konkretne narzędzia: obniżenie podatków i tzw: deregulację). Warto zauważyć że zdaniem kolegi pozostawienie ludziom większej ilości pieniędzy poprzez obniżenie podatku VAT będzie miało efekt stymulujący popyt wewnętrzny, natomiast ta sama operacja, polegająca na przekazaniu ludziom pieniędzy w postaci dofinansowania dzieci (opisana w punkcie 3), takiego efektu mieć już nie będzie. Zaznaczmy tylko że przeczy to wynikom badań współczesnej ekonomii.
5. Ten punt to powtórzenie myśli z punktu 2 powyżej: analiza opłacalności inwestycji realizowanych (współfinansowanych) przez budżet
6. W tym punkcie kolega proponuje aby część kosztów związanych z reformą przenieść jednak na obywateli. Z kontekstu wypowiedzi wnioskuje że wspomnianymi kosztami chce obarczyć nie obecnych emerytów (i tych którzy się nimi niedługo staną) ale ludzi którzy są już na rynku pracy (stosunkowo niedługo) i tych którzy dopiero na niego wejdą. Pozwolę sobie zauważyć w ten sposób kolega odpowiada na pytanie które postawiłem rozpoczynając tę dyskusję.
7. Podobnie jak punkt 1 i 3, oszczędności budżetowe. Przy okazji zwracam uwagę że mamy do czynienia ze sprzecznością, jeśli weźmiemy pod uwagę postulaty z punktu 4. Trudno nie zauważyć że wydatki współfinansowane przez UE miały ogromny efekt stymulujący wzrost gospodarczy. Rezygnacja z nich oznaczałaby: większe bezrobocie, mniejsze wpływy budżetowe, jeszcze większe problemy z realizacją reformy emerytalnej.
Podsumowuję: kolega wskazuje na trzy obszary działań niezbędnych, jego zdaniem, do przeprowadzenia reformy (wskazując dodatkowo w niektórych spośród tych obszarów pewne instrumenty, za pomocą których można oddziaływać na system emerytalny): budżet (wskazując oszczędności i analizę efektywności inwestycji budżetowych), działania stymulujące wzrost gospodarczy (proponując obniżkę VAT i deregulację, przy jednoczesnym odrzuceniu stymulacji w postaci dotacji na dzieci i wydatków unijnych) oraz przerzuceniu części kosztów reformy na barki osób obecnie pracujących i tych którzy dopiero mają wejść na rynek pracy (bez podania żadnego narzędzia takiego działania). Jeśli porównamy to z pierwotną receptą podaną przez kolegę: "
A rozwiązanie jest tylko jedno. Trzeba przez najbliższe kilkadziesiąt lat cierpieć i jakoś spłacać te emerytury ludziom. Lepiej żeby Polska i każdy z osobna cierpiał "trochę" niż żeby za x lat wszyscy cierpieli bardzo mocno, a Polska stała się drugą Grecją." , to chyba bez kozery można zauważyć że mamy do czynienia z pewnym postępem w analizie. Od siebie dodam że wskazane powyżej rozwiązania są bardzo cząstkowe i nie wyczerpują ani wszystkich obszarów ani dostępnych instrumentów. Tym niemniej pozwalam sobie nie rozwijać dalej tej myśli, aby nie odbierać na chwilę obecną zabawy kolegom Bełkotowi i Incognito. A nuż do dyskusji podłączy się ktoś jeszcze ....