|
Najlepszy mecz: dwa z Górnikiem, przede wszystkim wyjazdowy z jesieni gdy wygraliśmy 5:0. Oprócz tego wyjazdowe 3:0 w Szczecinie.
Najgorszy mecz: przegrane Derby.
Plusy sezonu:
1) komplet widzów na Legii,
2) kilka niesamowitych akcji i pięknych goli - choćby ta z Gdańska, po których naprawdę micha się cieszyła jak za dzieciaka, gdy Żuraw, Franek i cała reszta klepała wszystkich jak najgorszych frajerów.
Minusy sezonu:
1) nie wnikając w powody straconych punktów w końcówkach - to nieprawdopodobne frajerstwo i multum potraconych punktów.
2) Cała runda finałowa (za wyjątkiem meczu z Górnikiem).
Kolejny dziwny sezon. Niby interesujący - bo "walka" o puchary trwała do prawie ostatniej kolejki. Niby interesujący - bo zagraliśmy wiele świetnych meczów, które jednocześnie przeplataliśmy koszmarnymi wtopami i traceniem goli w niezrozumiałych okolicznościach. Straciliśmy w 36 meczach 48 bramek! (dziś pewnie pęknie 50). Czyste konto zachowane w zaledwie kilku meczach. Tego nie potrafię pojąć, bo zwykle jednak - mimo przeciętnych sezonów - potrafiliśmy bronić znacznie lepiej, nawet wtedy gdy naszą defensywę trapiły kontuzje kluczowych graczy, jak choćby rok temu. Beznadziejny bramkarz niestety też się do tego stanu rzeczy przyczynił.
A najbardziej boli to, że na te 36 meczy wyraźnie gorsi na boisku byliśmy tylko w kilku, zwykle wtedy gdy kompletnie się naszym nie chciało - mało kto bowiem potrafił nas wyraźnie zdominować nawet w tych przegranych meczach (co innego wyraźnie bramkowo z nami wygrać - patrz Legia 3:0 czy o zgrozo Bełchatów 3:1).
Ale zarazem ten niby interesujący sezon był na koniec do bólu przewidywalny, jak wiele ostatnich lat w przypadku "walki" Termaliki o awans do ekstraklasy. Też kilka lat bili się i bili, a na koniec odpuszczali, bo licencje, ..... muje, wioska i milion innych dziwnych powodów. W tym roku wreszcie wszystko unormowali i awansowali.
U nas wydarzyło się drugi raz z rzędu to samo - niby chcieli (w wypowiedziach), ale tak naprawdę wiadomo, że końcówkę sezonu puściliśmy bez właściwie zachowywania pozorów. To kolejny sezon, który skończymy na miejscach 5-7. Boli bardzo, bo naprawdę nie trzeba było zrobić wiele, żeby bić się o podium, a może nawet o mistrzostwo. Boli, bo przez de facto burdel w klubie, brak pieniędzy i ogólny bałagan w piłce mieliśmy w końcówce sezonu pokaz - nie tylko z naszej strony - beznadziei i sprzedajności. Nikt nie chciał tego 4.miejsca, ktoś je zająć musiał, zajął je Śląsk, a trener klubu mówi, że "pierwsze mecze potraktują jak sparingi". No więc pewnie skończy się na dwóch lub czterech i heja, wracamy do szarej ligowej rzeczywistości. Z nami byłoby to samo, dlatego piłkarze do spółki z zarządem podjęli decyzję, aby się w to nie babrać.
Czy widać światełko w tunelu? Na pewno jakieś jest. Trzeba to oprzeć na rozsądnej budowie składu, na ludziach którzy mają jakąś ambicję aby w Wiśle się pokazać, by dzięki niej, nomen omen wypłynąć na szersze wody. Może właśnie dlatego wolałbym nawet aby przychodzili kolejni Jankowscy, Sadloki czy jak teraz Cywki, bo to gracze którzy są w miarę solidni, a którzy jeszcze w piłce zbyt wiele nie osiągnęli i mają chęci aby jednak coś z tej kariery jeszcze wydusić. Nie dla kolejnych powrotów zmanierowanych gwiazdek, nie dla przetrzymywania ludzi, którzy swoją ambicję określają wyłącznie przez pryzmat wysokości kontraktu. Najpierw panowie na ten kontrakt zapracujcie!
|