Wit.Ek. napisał(a):

|
Na początku CI napiszę, że bardzo lubie czytać tekst na samym dole Twoich postów gdzie jest napisane "ostatnio edytowane przez wściekłe pięści węża o godzinie..."
|
Nie rozumiem, w czym problem. Znajduję błędy, abo rzeczy, które opisałem niejasno i poprawiam. Nie zmieniam całości przekazu.
Wit.Ek. napisał(a):

Są dwie różne sprawy. pierwsza, rzecz to odpowiedzialność za prowadzenie dopingu czyli odpowiedzialność za przyśpiewki i za to co robi gniazdowy. Druga sprawa to odpowiedzialność indywidualna za to co robi każdy kibic bez względu na to kto do jakiego dopingu zachęca.
Jeśli SKWK miałoby być odpowiedzialne za prowadzenie dopingu to ja jako Prezes wymagałbym od partnera odpowiedzialności za to w jaki sposób on to robi tym bardziej, że formalnie za to co dzieje się podczas imprezy masowej odpowiada jej organizator czyli WIsła Kraków zarządzana przez Zarząd z Prezesem na czele.
I choć może się to wielu nie podobać to za to co się dzieje na stadionie formalnie odpowiada klub i to on formalnie decyduje kto jaki doping prowadzi a nie SKWK. Pozwalanie SKWK na prowadzenie dopingu bez konsekwencji SKWK wg mnie świadczyło o słabości dotychczasowych Zarządów.
|
Absurd.
Tzn. zgodzimy się na pewno, że doping, to jest jakiś tam element składowy całego widowiska sportowego. W związku z tym, skoro SKWK miałoby po części być organizatorem widowiska (i ponosić odpowiedzialność z tego jak się wywiązuje ze swojej działki), to powinno też z tego tytułu czerpać zyski, prawda? Skoro ma być uczciwie, to nie widzę innej możliwości. Pasuje Ci taki układ? Pewnie nie.
Do tej pory, jednak, na całym świecie, za doping odpowiadają kibice i Bogu dzięki za to. Nie słyszałem, o klubach (poza jakimiś karykaturami z np. Korei Płd), które miałyby sformalizowaną kwestię dopingu. Co do Twojego konika, czyli kar. Są środki, z których bardzo często korzysta polska policja czy władze eklasy i dają im one aż za duże możliwości karania sprawców wykroczeń (np. mandaty za przeklinanie na meczu w Kielcach czy Białymstoku). Czego chcesz więcej? Karania organizacji, która formalnie nie ma nic wspólnego z dopingiem? I to w praktyce (tak, wiem, że teoretycznie łatwo to sobie rozdzielasz) za to, co robi wielotysięczny tłum? Bez żartów.
Reasumując. Cieszmy się, że nie tylko Witki chodzą na stadiony, bo byłoby na nich przeraźliwie nudno.
