Akurat Palade wspierał od zawsze PiS trollu i nawet dzięki temu wsparciu dostał robotę w latach 2005-2007
Ja cię kręcę, że kolejnego bana jeszcze tu nie wyłapałeś za pisanie głupot, ale wracasz u mnie do ukrycia jak pewien ptaszek
Jak byś chciał się jednak czegoś douczyć to polecam czemu w PiS-ie jest na bakier z lustracją
Cytat:
|
ANTYLUSTRACYJNY PRZEWRÓT W RADIO OPOLE
|
Cytat:
Z końcem października 2008 r. został odwołany ze stanowiska dotychczasowy (od lipca 2006 r.) prezes spółki Radio Opole S.A., Marcin Palade. Decyzja w tej sprawie została podjęta przez radę nadzorczą zdominowaną przez przedstawicieli Prawa i Sprawiedliwości ale największą radość z tego powodu przejawiały środowiska stojące na politycznych antypodach PiS, reprezentujące czołówkę frontu antylustracyjnego w województwie opolskim. Było to bowiem w istocie wielkie zwycięstwo wrogów lustracji, którzy potrafili w tym wypadku wykorzystać dla swoich celów nawet lokalnych polityków PiS i działaczy „Solidarności".
Odwołanie Marcina Palade poprzedził długotrwały konflikt pomiędzy nim jako prezesem Radia Opole S.A. a Komisją Zakładową NSZZ „Solidarność" przy tejże spółce. Prezes Palade był oskarżany o szykanowanie związkowców z „Solidarności" i „odsuwanie od anteny" dziennikarzy prezentujących publicznie krytyczny stosunek do działań zarządu spółki. Zarzuty te, podnoszone także przez PiS oraz Zarząd Regionu NSZZ „Solidarność" Śląska Opolskiego, stały się ostatecznie głównym motywem odwołania go ze stanowiska. Od początku wiele wskazywało jednak na to, że sprawa ma tzw. drugie dno, a prawdziwe powody trwającej dwa lata nagonki na prezesa Palade przedstawiają się zupełnie inaczej.
Przeczucia te potwierdziły się w ostatnich tygodniach, gdy dzięki prowadzonej przeze mnie kwerendzie w zasobach archiwalnych IPN wyszło na jaw, że jednym z głównych organizatorów akcji przeciwko prezesowi Palade był ukryty w szeregach radiowej „Solidarności" dawny współpracownik Służby Bezpieczeństwa. Okazuje się, że historyczny sztandar „Solidarności" został w wyjątkowo przewrotny sposób wykorzystany dla obrony brudnych interesów dawnej agentury SB, a niedawna zmiana na stanowisku prezesa Radia Opole może być uznana za polityczny sukces pogrobowców komunistycznej bezpieki.
Człowiekiem, który od początku odgrywał czołową rolę w walce z prezesem Palade, był wieloletni dziennikarz radiowy Krzysztof Dzięciołowski, członek Komisji Zakładowej NSZZ „Solidarność" przy spółce Radio Opole S.A. Już dwa lata temu, gdy zaostrzał się konflikt między prezesem Radia Opole a radiową „Solidarność", wytykano publicznie Dzięciołowskiemu, że był kiedyś działaczem PZPR, sekretarzem Podstawowej Organizacji Partyjnej przy Rozgłośni Regionalnej Polskiego Radia w Opolu, a w stanie wojennym brał czynny udział w politycznej weryfikacji opolskich środowisk dziennikarskich. Nie znano jednak wtedy rzeczy najważniejszej, a mianowicie tego, że Dzięciołowski był przez wiele lat tajnym współpracownikiem SB. Fakt ten wyszedł na jaw dopiero ostatnio, a jego ujawnienie rzuca zupełnie nowe światło na polityczne kulisy niedawnej dymisji prezesa Palade.
Krzysztof Dzięciołowski zaczął współpracować z SB już wiosną 1968 r. Był on wówczas studentem II roku prawa na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu. W okresie tzw. wydarzeń marcowych Dzięciołowski mieszkał w jednym pokoju akademika z Janem Sternińskim, duchowym przywódcą studenckiej akcji protestacyjnej. W szczytowej fazie studenckich protestów Sterniński wydelegował go do Poznania z dziesięcioma egzemplarzami rezolucji uchwalonej przez protestujących słuchaczy UMK na wiecu w dniu 14 marca 1968 r. Zamiast wyjechać z ulotkami do Poznania, Dzięciołowski udał się jednak po radę do osoby, która współpracowała z SB jako kontakt służbowy „G". Ta ostatnia osoba skontaktowała się z kolei z oficerem SB, ppor. Włodzimierzem Bajeńskim. W odnośnej notatce służbowej z dnia 16 marca 1968 r. ppor. Bajeński pisał: „Z uwagi na to, że pociąg odjeżdżał o godz. 15.00 w kierunku Poznania, źródło k. sł. ťGŤ, chcąc podjąć właściwą decyzję, skontaktował się ze mną, a DZIĘCIOŁOWSKI rozpowiedział wszystkim, że na pociąg nie zdążył, ponieważ przyjechał jego wujek (faktycznie przyjechał ojciec ťGŤ). Po skonsultowaniu się z ppłk. Z. Grochowskim podjęto decyzję, aby w/w udał się do Poznania i skontaktował się ze swoją narzeczoną, której ma ewentualnie przekazać jeden tekst rezolucji. W prowadzonych rozmowach z tamt.[ejszymi] studentami na temat sytuacji istniejącej w Toruniu ma naświetlić ją jak najbardziej pozytywnie, podkreślając istniejący spokój i [to] że wiec, który miał miejsce w dniu 14 [marca 1968 r.], ograniczył się jedynie do wymiany zdań między studentami a Rektorem i Senatem. Demonstracji ulicznych na terenie miasta Torunia nie było, jak również nie stwierdzono ingerencji MO. Po powrocie z Poznania wymieniony zobowiązany został do odbycia pierwszego i bezpośredniego spotkania ze źródłem ťGŤ, któremu zda szczegółową relację z pobytu w Poznaniu. Źródło ťGŤ z kolei przekaże relację mnie".
W ten sposób Krzysztof Dzięciołowski, nie wiedząc jeszcze o tym, stał się wykonawcą zadań zleconych w formie pośredniej przez SB. W dalszej części cytowanej notatki służbowej ppor. Bajeński pisał: „Jeżeli chodzi o studenta DZIĘCIOŁOWSKIEGO Krzysztofa, nie jest on zorientowany w kwestii uzgodnień między naszym źródłem i SB. Wykonuje on ściśle polecenia ťGŤ". Wkrótce potem Krzysztof Dzięciołowski został jednak także w sposób formalny zwerbowany jako tajny współpracownik Służby Bezpieczeństwa o pseudonimie „Witold". Doszło do tego 14 kwietnia 1968 r., w okresie działań represyjnych przeciwko uczestnikom marcowych protestów studenckich. Werbunku dokonał wspomniany ppor. Bajeński, za zgodą I zastępcy komendanta miejskiego i powiatowego MO ds. SB w Toruniu. W założonym przez siebie kwestionariuszu personalnym Dzięciołowskiego jako kandydata na TW oficer ten pisał: „z kandydatem zetknąłem się po raz pierwszy w KM MO w czasie wyjaśniania i pobierania oświadczenia na temat zajść studentów. Wymieniony szczerze relacjonował wydarzenia, ujawniając głównych inspiratorów. W przeprowadzanych rozmowach wykazał chęć informowania SB na tematy dot. organizowania wieców przez studentów". Relacjonując przebieg i wyniki rozmowy werbunkowej, przeprowadzonej w toruńskim hotelu „Pod Orłem", ppor. Bajeński pisał: „W trakcie rozmowy z kandydatem zaproponowałem mu współpracę z SB, na co wyraził zgodę. Stwierdził, że wszelkie informacje dot. środowiska studenckiego będzie przekazywał obiektywnie, jak również powierzone zadania będzie sumiennie wykonywał. [...] Nowo pozyskany TW ps. ťWITOLDŤ w czasie spotkania przekazał pisemną informację, dot. studentów angażujących się w organizowanie wieców oraz wypowiedzi i komentarzy osób, z którymi były przeprowadzone rozmowy profilaktyczno-ostrzegawcze. Ponadto podał dane dot. planowanego strajku okupacyjnego, jaki studenci planują urządzić na dzień 22-gi bm.".
TW ps. „Witold" był cennym i bardzo intensywnie wykorzystywanym źródłem informacji dla toruńskiej SB w okresie pomarcowej pacyfikacji miejscowego środowiska akademickiego. Świadczy o tym datowana 12 stycznia 1970 r. charakterystyka owego agenta za okres od kwietnia 1968 r. W dokumencie tym czytamy: „Z TW ps. ťWITOLDŤ w charakteryzowanym okresie odbyłem 29 spotkań, z tego 17 w roku 1968 i 12 w roku 1969. TW przekazał 29 informacji na piśmie, które wykorzystane zostały do Wydz. III-go, instancji partyjnej, jak również do stosowania kombinacji operacyjnej przy rozpracowywaniu figurantów kwest.[ionariuszy] ewid.[encyjnych] krypt. ťBRUTUSŤ, ťPAJACŤ, ťBARTEKŤ i ťMARYNARZŤ. TW pozyskany został w okresie zajść marcowych 1968 r., głównie do rozpracowania inspiratorów i przywódców ruchu studenckiego. Z powierzonych zadań wywiązał się bardzo dobrze, o czym świadczą informacje znajdujące się w teczce roboczej TW. TW na umówione spotkania przychodzi punktualnie, zachowując konspirację. Przekazywane informacje są prawdziwe i obiektywne. Współpracuje chętnie. W okresie tym wynagrodzony został kwotą 1700 zł. Spotkania odbywam w L.[okalu]K.[kontaktowym] ťCAROŤ".
W 1970 r. Krzysztof Dzięciołowski ukończył studia na UMK i przeniósł się na stałe do Opola, gdzie z początkiem listopada podjął pracę jako stypendysta-stażysta w Międzyzakładowej Spółdzielni Mieszkaniowej „Przyszłość" w charakterze radcy prawnego. W związku tym teczka pracy TW ps. „Witold" została złożona w archiwum Wydziału „C" Komendy Wojewódzkiej MO w Bydgoszczy. Jego teczkę personalną przesłano jednak do Opola, ponieważ „Witold" „wyraził zgodę na kontynuowanie współpracy ze Służbą Bezpieczeństwa".
Od 1974 r. TW ps. „Witold" znów czynnie współpracował z SB, służąc informacjami Wydziałowi III KW MO w Opolu, „opiekującemu" się jego nowym miejscem pracy, jakim był Rozgłośnia Regionalna Polskiego Radia w Opolu. Krzysztof Dzięciołowski szybko robił karierę jako dziennikarz radiowy. Jednocześnie jako TW ps. „Witold" składał obszerne i bardzo szczegółowe z reguły doniesienia na temat rozgłośni i pracujących w niej osób. Dostarczał także informacji na temat środowiska „Trybuny Opolskiej", organu prasowego KW PZPR w Opolu, gdzie pracowała jego żona.
Do maja 1977 r. oficerem prowadzącym „Witolda" był kpt. Andrzej Mikołajew, kierownik Grupy IV Wydziału III, a następnie zastępca naczelnika Wydziału III KW MO w Opolu. W późniejszym czasie rolę oficera prowadzącego przejął kpt. Robert Goryszewski, który także został z czasem zastępcą naczelnika Wydziału III KW MO. Powodem tej zmiany była dłuższa nieobecność w kraju kpt. Mikołajewa, który wyjechał na szkolenie do Moskwy. W połowie 1979 r. współpraca z „Witoldem" uległa czasowemu zawieszeniu w związku z jego służbowym oddelegowaniem do Warszawy. W latach 1980-1981 rozmówcami „Witolda" byli: ppłk Jerzy Zarębski, naczelnik Wydziału III KW MO w Opolu, oraz ponownie Andrzej Mikołajew - już jako major i naczelnik nowo utworzonego Wydziału III „A" KW MO w Opolu. Także na terenie Opola „Witold" był wynagradzany finansowo za swoje usługi dla SB. W dniu 7 marca 1977 r. pokwitował on odbiór kwoty 2000 zł od mjr. Mikołajewa.
W latach 1980-1981 TW ps. „Witold" stał się dla SB cennym źródłem informacji na temat działaczy i sympatyków „Solidarności" w opolskim środowisku dziennikarskim. Po spotkaniu z „Witoldem" w dniu 20 listopada 1980 r. ppłk Zarębski, opierając się na jego słowach, opracował obszerną notatkę informacyjną dla I sekretarza Komitetu Wojewódzkiego PZPR w Opolu na temat sytuacji w Rozgłośni Regionalnej Polskiego Radia. W notatce tej zawarte zostały m. in. następujące informacje na temat radiowej „Solidarności": „Działająca w rozgłośni organizacja NSZZ ťSolidarnośćŤ grupuje w swych szeregach wszystkich pracowników technicznych i jedną dziennikarkę (Magdalena BLIMEL), która nie jest jednak poważnie traktowana ani przez ťSolidarnośćŤ, ani przez resztę zespołu redakcyjnego. [...]. Motorem ťSolidarnościŤ jest inż. Jan ŻEGLEŃ [...] członek PZPR. Jest to osobnik aktywny, agresywny, ze skłonnościami do anarchizowania. Nie liczy się z nikim i z niczym, wiele spraw załatwia ťna krzykŤ. Organizacja partyjna nie ma na niego żadnego wpływu; odgraża się on, że odda legitymację partyjną. [...] Wg opinii niektórych dziennikarzy, w związku z działalnością ťSolidarnościŤ w rozgłośni trwa okres bezwładzy, anarchii i pracy na zwolnionych obrotach. Winą za ten stan obciąża się głównie kierownictwo rozgłośni, które nie chce lub nie potrafi przeciwstawić się temu stanowi".
W odrębnej notatce służbowej z tego samego dnia (20 listopada 1980 r.) ppłk Zarębski pisał o osobliwym zachowaniu się „Witolda", który po powstaniu „Solidarności" najwyraźniej zaczął bać się o własną skórę. Oto treść owej notatki: „Spotkanie zostało wywołane w trybie alarmowym przez TW i odbyło się w samochodzie. TW wydawał się być przerażony rozwojem sytuacji w Rozgłośni i brakiem reakcji na poczynania ťSolidarnościŤ ze strony kierownictwa. Przekazał na ten temat ustną informację, z której sporządzono notatkę inf.[ormacyjną] celem zapoznania I Sekr.[tarza] KW PZPR. TW poleciłem, by nadal obserwował rozwój sytuacji, a ponadto sam w miarę możliwości przeciwdziałał angażowaniu się w działalność ťSŤ kadry dziennikarskiej. TW nie chciał umówić się na następne spotkanie. Twierdzi, że nie zrywa współpracy, lecz chce się spotykać z nami tylko wtedy, gdy będą ku temu ważne powody. Wyraził się dosłownie, że chce być ťbezpiecznikiemŤ, który na pewno we właściwym momencie nie zawiedzie i zadziała. Odniosłem wrażenie, że jest on przerażony istniejącą sytuacją i obawia się, że spotkania mogą spowodować jego dekonspirację i zemstę ze strony ťSŤ. Wobec dużego wzburzenia TW i braku reakcji na argumentację - postanowiłem wyrazić zgodę na czasowe ułożenie zasad współpracy wg życzeń TW, zastrzegając, że w pilnych przypadkach ja wywołam spotkanie, na co TW wyraził zgodę".
Podczas kolejnego spotkania w dniu 17 kwietnia 1981 r. TW ps. „Witold" przekazał SB bardzo ciekawe informacje na temat działań związanych z wystawieniem przez opolską „Solidarność" własnego kandydata na stanowisko wojewody w osobie dr Stanisława Jałowieckiego. Informacje w tej sprawie chciał on przekazać ppłk. Zarębskiemu. Nie udało mu się jednak skontaktować z tym ostatnim, w związku z czym odebrał je od niego mjr Mikołajew. W spisanej przez tego ostatniego notatce ze słów „Witolda" czytamy m. in.: „W dniu 17 kwietnia br., w godzinach popołudniowych, przypadkowo wraz z żoną gościłem w mieszkaniu Zdzisławy Błażkowskiej (pracownica rozgłośni PR) w dzielnicy ZWM, gdzie zastałem dziennikarzy: S.[tanisława] Chacińskiego, M.[ariana] Barana, M.[ariana] Buchowskiego, B. Starca z żoną, P.[iotra] Wróblewskiego, [Bogusława] Nierenberga, przewodniczącego MKZ NSZZ ťSolidarnośćŤ w Opolu, R.[omana] Kirsteina, oraz pracownika Instytutu Śląskiego, dra St.[anisława] Jałowieckiego. Po chwili zorientowałem się, że rozmowy dotyczyły głównie zgłoszonej przez prezydium opolskiego MKZ kandydatury na wojewodę opolskiego dra Stanisława Jałowieckiego, przede wszystkim zaś doprowadzenia do wyboru St. Jałowieckiego przez radnych WRN na wojewodę. Zgromadzeni, głównie M. Baran i M. Buchowski, wypowiadali się, że prowadzą kampanię wyborczą, która miała polegać na zapoznaniu się z listem radnych, ustawą o radach narodowych, regulaminami oraz na indywidualnym docieraniu do poszczególnych radnych. M. Baran [...] wyraził się, że należy postawić partię w dryf i rozbić bunkier przy ul. Ozimskiej [tj. Komitet Wojewódzki PZPR - Z.B.]. Z kolei z wypowiedzi St. Jałowieckiego wynikało, że zależy mu na stanowisku wojewody. [...] Dodatkowo dowiedziałem się, że opolski MKZ gromadzi materiały obciążające pracowników KW PZPR, które mają być wykorzystane w stosownym momencie. Z całości rozmów zorientowałem się, że głównymi sprawcami wysunięcia kandydatury St. Jałowieckiego na stanowisko wojewody są dziennikarze: M. Buchowski, M. Baran, S. Olszewski [chodzi o Bogumiła Olszewskiego - Z.B.], za których plecami stoi E.[dward] Pochroń. Ta trójka zdecydowanie podporządkowała sobie red. naczelnego ťTrybuny OpolskiejŤ i ona faktycznie decyduje o tym, co ma być drukowane. E. Pochroń liczy na objęcie stanowiska red. naczelnego ťTrybunyŤ".
Krzysztof Dzięciołowski był w tym czasie kierownikiem redakcji informacyjnej Rozgłośni Regionalnej PR w Opolu. W maju 1981 r. został on ponadto I sekretarzem Podstawowej Organizacji Partyjnej PZPR w tejże rozgłośni. W związku z tym, zgodnie z obowiązującymi SB instrukcjami, zakazującymi werbowania działaczy partyjnych, współpraca z nim jako TW ps. „Witold" uległa czasowemu zawieszeniu. Informuje o tym notatka służbowa z 12 maja 1981 r. sporządzona przez ppłk. Jerzego Zarębskiego, naczelnika Wydziału III KW MO w Opolu. W notatce tej czytamy: „W związku z wyborem TW ps. ťWitoldŤ na funkcję I Sekr. POP w jego zakładzie pracy - postanowiono na czas kadencji zawiesić odbywanie z nim regularnych spotkań. Powiadomiono tym TW, który okazał duże zadowolenie, gdyż już wcześniej wykazywał niechęć do regularnych spotkań. Odniosłem wrażenie, że liczy on na to, że przez funkcję I Sekr. POP wyrobi on sobie pozycję do dalszej kariery zawodowej. Uzgodniono, że w razie pilnej potrzeby obustronne nawiązanie kontaktu jest możliwe".
Gdy w 1983 r. Krzysztof Dzięciołowski ustąpił z funkcji I sekretarza POP PZPR, rozważano możliwość wznowienia zawieszonej współpracy z nim jako TW ps. „Witold". Ostatecznie jednak z tego zrezygnowano, decydując się na formalne wyeliminowanie „Witolda" z czynnej sieci osobowych źródeł informacji SB. Powodem tego była publiczna dyskredytacja Dzięciołowskiego, połączona z jego częściową dekonspiracją jako tajnego współpracownika SB. Zajmujący się tą sprawą por. Dariusz Wróbel z Wydziału III Wojewódzkiego Urzędu Spraw Wewnętrznych w Opolu tak pisał w kwestionariuszu personalnym TW ps. „Witold": „W okresie zawieszenia współpracy TW dał się poznać jako osoba konfliktowa, uzurpująca sobie prawo do kształtowania stosunków międzyludzkich w środowisku. Na tym tle, za cenę dekonspiracji, podejmował działania zmierzające do eliminacji osób mu nieprzychylnych. Swoją postawą i zachowaniem zraził do siebie większość kolegów i współpracowników. Zerwał kontakty towarzyskie, stracił zaufanie i autorytet. Mając na uwadze naganne zachowanie TW ťWITOLDŤ, element dekonspiracji oraz widoczne umocnienie naszej pozycji w obiekcie, wnioskuję o eliminację TW z czynnej sieci osobowych źródeł informacji".
Z dniem 21 marca 1985 r. naczelnik Wydziału III WUSW w Opolu, ppłk Jerzy Zarębski, przychylając się do wniosku por. Wróbla, wyraził zgodę na formalne rozwiązanie współpracy z TW ps. „Witold". Już wcześniej, w notatce służbowej z 19 lipca 1983 r., zajął on negatywne stanowisko w sprawie ewentualne wznowienia współpracy z „Witoldem", pisząc: „W związku z ustąpieniem TW ťWitoldŤ z funkcji I Sekr. POP rozważano celowość wznowienia z nim regularnych spotkań. W świetle zebranych w teczce personalnej informacji o postawie i postępowaniu TW w tym okresie, tzn. częściowej świadomej dekonspiracji, konfliktowości w otoczeniu, wchodzeniu w układy klikowe z kierownictwem obiektu, dążeniu za wszelką cenę do objęcia funkcji kierowniczej - postanowiono zawieszenie spotkań z TW nadal utrzymać, a w perspektywie, po odpowiednim umocnieniu się operacyjnym SB w obiekcie - wyeliminować TW ťWitoldŤ z czynnej sieci".
W czasach III RP Krzysztof Dzięciołowski, dawny wróg „Solidarności" i tajny współpracownik SB, przeobraził się w... związkowca spod znaku tejże „Solidarności"! Ta przedziwna (na pozór) metamorfoza umożliwiła mu wyjątkowo skuteczną obronę własnych interesów, gdy zarysowała się realna perspektywa lustracji polskich środowisk dziennikarskich.
W 2005 r. branżowa sekcja branżowa Pracowników Radia i Telewizji NSZZ „Solidarność" opowiedziała się za lustracją środowiska dziennikarskiego. Dzięciołowski jako członek Komisji Zakładowej NSZZ „Solidarność" przy spółce Radio Opole S.A. doprowadził wówczas do tego, że jego zakładowa organizacja związkowa wystąpiła z sekcji, uchylając się w ten sposób od poddania się procedurom lustracyjnym. Dzięki temu dawny TW ps. „Witold" na długi czas zabezpieczył się przed ujawnieniem jego agenturalnej przeszłości.
Sytuacja powtórzyła się w 2006 r., gdy nowym prezesem Radia Opole został Marcin Palade, popierany przez LPR konsekwentny zwolennik lustracji. Nowy zarząd spółki zaczął egzekwować od dziennikarzy poddanie się procedurom lustracyjnym. Głównym przeciwnikiem zarządu okazała się wówczas radiowa „Solidarność", której konfrontacyjne działania inspirował Dzięciołowski. Oczywiście oficjalnie wskazywano na inne powody konfliktu, ale od początku dawały się słyszeć głosy, że za konfliktem w Radiu Opole kryje się w rzeczywistości brudna przeszłość polityczna Dzięciołowskiego.
Po stronie radiowej „Solidarności" stanęły regionalne władze NSZZ „Solidarność", sprytnie - pod hasłem obrony szykanowanych związkowców - wmanewrowane w konflikt między Zarządem Radia Opole a Krzysztofem Dzięciołowskim i jego kolegami. Przeciwko zwalczanemu przez „Solidarność" zarządowi Radia Opole wystąpiły nawet miejscowe władze Prawa i Sprawiedliwości. Przeciwnicy prezesa Palade zręcznie wykorzystali w tym wypadku polityczne animozje między PiS a Ligą Polskich Rodzin, z której poparcia korzystał prezes Palade. Ostatecznie, z końcem października 2008 r., doszło do odwołania Marcina Palade z funkcji prezesa Radia Opole S.A. Dawny TW ps. „Witold" dopiął swego, a wraz z nim triumfowali także inni wrogowie lustracji w województwie opolskim.
Przykład ten w szczególnie wymowny sposób pokazuje, jak bardzo destrukcyjny może być wpływ dawnych agentów SB na mechanizmy życia publicznego w naszym kraju. A także, jak ważną i ciągle jeszcze bardzo pilną sprawą jest ujawnianie całej prawdy na temat przeszłości.
Kto wie, jak ułożyłyby się sprawy, gdyby agenturalną przeszłość Krzysztofa Dzięciołowskiego, TW ps. „Witold", udało się ujawnić trochę wcześniej? Może nie doszłoby do wielkiego konfliktu, jaki w ciągu ostatnich paru lat rozdzierał środowisko opolskich dziennikarzy radiowych, a opolska „Solidarność" nie skompromitowałaby się działaniami podejmowanymi w interesie byłego agenta SB? Niestety cała prawda na ten temat wyszła na jaw dopiero teraz. Lepiej jednak późno niż wcale.
Aktualnie toczy się zakulisowa gra, w wyniku której - formalnie na zasadzie konkursu - ma być powołany nowy zarząd spółki Radio Opole S.A. Jest rzeczą niesłychanie ważną, by wszystkie uwikłane w tę grę podmioty polityczne, na czele z PiS oraz „Solidarnością", miały pełną świadomość tego, o co naprawdę chodzi niektórym graczom. Byłoby wielkim nieszczęściem, gdyby również ta runda walki o polityczny kształt mediów publicznych na Opolszczyźnie zakończyła się zwycięstwem dawnej agentury SB. Najwyższy czas, by lokalni politycy przetarli oczy i przestali być narzędziem w rękach prowokatorów.
Zbigniew Bereszyński "Nasza Polska" luty 2009
|
Ostatnio edytowane przez emj10 : 18.11.2014 o godz. 15:03.
|